Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 5 sierpnia. Imieniny: Emila, Karoliny, Kary
12/12/2014 - 13:11

Starosta Marek Pławiak: Wilk w owczej skórze?

Rządzi zaledwie kilkanaście dni. Ceni sobie niezależność i samodzielność. Jest grzeczny, ale stanowczy. W starostwie zapowiada zmiany, ale mówi, że rewolucji nie będzie.
Rozmowa ze starostą nowosądeckim Markiem Pławiakiem.
**

Jako nowy starosta nowosądecki objął pan we władanie dotychczasowe królestwo rządzącego niepodzielnie przez szesnaście lat Jana Golonki. Przyszedł pan do instytucji, która „golonkowcami” stoi. To oczywiste, że urzędnicy woleliby, żeby wszystko zostało po staremu. Wyczuwa się opór materii?

- Oporu materii nie czuję. W pierwszych dniach wśród pracowników dominowało raczej poczucie niepewności. Bo przecież do starostwa wkroczyła nowa ekipa.

Dlatego na wejściu postanowił pan rozbroić tę „bombę”?

  -Rzeczywiście, w pierwszym dniu mojego urzędowania spotkałem się osobiście wraz z zarządem z każdym z pracowników. To był mój pomysł - chciałem, żeby atmosfera się uspokoiła i żeby w starostwie ściany „przestały się ruszać”.

Udało się?

- Przypomnę, że już w czasie sesji Rady Powiatu Nowosądeckiego, podczas której zostałem wybrany starostą, zapewniłem urzędników, że mogą pracować spokojnie. Oczywiście ten spokój jest określony czasowo.

A więc jednak idzie nowe...

- W nowym roku poszczególne jednostki starostwa zostaną poddane zewnętrznemu audytowi. To oczywiście wcale nie musi oznaczać personalnych rewolucji. Ale jeśli audyt wykaże konieczność takich zmian, to będę je wprowadzać. Kontrola przebiegnie pod kątem racjonalności zatrudnienia w stosunku do liczby zadań wykonywanych przez pracowników. Ale dotyczyć też będzie kwestii realizacji zadań budżetowych, zadań wykonywanych przez poszczególne wydziały starostwa i podlegające mu jednostki. Dopiero po takim audycie okaże się w jakim stanie jest powiatowe gospodarstwo.

Określenie restrukturyzacja zatrudnienia brzmi zawsze bardzo profesjonalnie, ale restrukturyzowanym kojarzy się z jednym - ze zwolnieniami. Chce pan rozprawić się z rozmnażającą się przez ostatnie lata powiatową biurokracją? Kiedy starostwo startowało, zatrudniało raptem sześćdziesięciu urzędników. Po szesnastu latach jest ich ponad dwustu.

- Nie wiem skąd biorą się takie dane. Liczby przytoczone przez panią redaktor rozmijają się z prawdą. W związku z reformą administracji publicznej, do starostwa powiatowego przekazano w 1999 roku 63 pracowników z Sądeckiej Miejskiej Strefy Usług Publicznych, która, przypomnijmy, była powiatem pilotażowym. I pewnie to jest właśnie tych sześćdziesięciu urzędników. Ale oprócz nich do starostwa przyjęto pracowników z Urzędu Wojewódzkiego – 54 osoby, Urzędu Rejonowego – 21 osób, kuratorium oświaty - 6 osób, Wojewódzkiego Ośrodka Pomocy Społecznej – 10 osób, WOZIRON (obecnie PFRON) – 14 osób i Urzędu Miasta – 4 osoby. To daje 172 etaty plus 21,5 etatu przejętych z gmin - komunikacja, zadania budowlane i geodezyjne. Do tego trzeba doliczyć 16 osób z Powiatowego Ośrodka Dokumentacji Geodezyjnej i Kartografii. Sama pani widzi, że nie ma tu mowy o 60 etatach. Zatrudnienie w starostwie cały czas utrzymuje się na w miarę równym poziomie, oscylując wokół liczby 200. Nie wiem, skąd bierze się przekonanie o przeroście zatrudnienia w starostwie. Byłem radnym, kiedy startował ten urząd. Wiem, jak wyglądały jego początki i wiem też, że z każdym rokiem samorządom przybywa naprawdę wiele zadań. W roku 2011 dokonano analizy zadań przekazanych powiatowi w latach 1999 – 2011. Nowych uzbierało się 416.

To fakt. Obecna ekipa rządząca coraz więcej zadań spycha na samorządy. Podrzuca kukułcze jaja, którymi ktoś musi się zajmować. Rozrasta się więc urzędnicza armia.

- Przerost zatrudnienia to sztandarowe hasło niemal wszystkich kandydatów startujących w wyborach. Ale ja tym hasłem nie szermuję. Nigdy nie mówiłem, że w starostwie mamy do czynienia z przerostem zatrudnienia. Wolałbym raczej odnosić się do zmiany organizacji pracy urzędu jeśli zajdzie taka potrzeba. Ale tego, jak już wspomniałem, dowiemy się po zakończeniu audytu.

- Wie pan, że w Nowym Sączu mówi się, że organizacja pracy w starostwie opiera się na krewnych i znajomych królika? Wedle wielu opinii urząd stał się „jedną wielką rodziną”. Kto do niej nie należy, nie ma tu szans na pracę. Będzie pan musiał się zmierzyć ze zmianą tego niekorzystnego wizerunku zarządzanej przez siebie instytucji.

- To obiegowe opinie nie poparte dowodami. O każdym z zakładów pracy można tak powiedzieć. Ale oczywiście będę rozmawiał z dyrektorami wydziałów starostwa i naszych jednostek. Nie można nikogo oskarżać bez dowodów. Jednak w sytuacji, gdyby okazało się, że są pracownicy przyjęci poza konkursem, czy też nie spełniają wymagań zatrudniania w urzędach, to nie ukrywam, że mogą być podjęte drastyczne środki.

- Przegląd urzędniczych kadr to nie jedyne wyzwanie, z jakim musi się pan zmierzyć. Gospodarstwo, które pan przejął jest podobno w finansowych tarapatach. Senator Kogut utrzymuje, że powiat jest zadłużony na 62 miliony złotych, przy budżecie na poziomie 120 milionów. To ponoć grozi katastrofą.

- Powiem uczciwie. Byłem na konferencji prasowej, podczas której senator o tym mówił, ale nie jestem do końca pewien takiej właśnie kwoty zadłużenia. Z informacji, jakie już uzyskałem od skarbnika powiatu i w oparciu o analizę realizacji budżetu za trzeci kwartał widzę, że sprawa może wyglądać nieco inaczej. Zadłużenie powiatu jest duże, ponieważ trwają liczne inwestycje, które albo sami realizujemy albo współrealizujemy. To na przykład obwodnica zachodnia, remonty dróg powiatowych, modernizacja domów pomocy społecznej. Chodzi przecież o poprawę komunikacji i jakości życia mieszkańców powiatu i miasta Nowego Sącza – mamy przecież wspólne cele. Oczywiste więc, że musimy ponosić pewne obciążenia budżetowe. Ale w tej chwili nie znam jeszcze na tyle sytuacji finansowej powiatu, żeby o tym mówić. Jesteśmy w trakcie analizy budżetu.

Rozmawiał pan na ten temat z dotychczasowym gospodarzem starostwa Janem Golonką?

- Tak. Omawialiśmy te kwestie z panem starostą Janem Golonką, który podkreślał, że to jest budżet proinwestycyjny. Żeby zyskać dofinansowanie niektórych przedsięwzięć, należało mieć wkład własny, na co zaciągano kredyty. A ja zgadzam się z tym, że bez wkładu własnego nie ma inwestycji i finansowania z zewnątrz.

Co do finansowania, to „bank” trzyma urząd marszałkowski. A tam, mimo wygranej PiS, które nie uzyskało bezwzględnej większości, rządzi koalicja PO i PSL.

- Będę chciał współpracować bardzo blisko zarówno z radnymi wojewódzkimi z naszego regionu, jak również z całym zarządem województwa. A szczególnie z Leszkiem Zegzdą z Nowego Sącza.

Liczy pan na jego pomoc?

- Tak. Rzeczywiście liczę na jego pomoc. Leszek Zegzda jako członek zarządu sejmiku i długoletni radny wojewódzki wiele zrobił dla Sądecczyzny. Ale też liczę na pomoc wszystkich radnych – w imię rozwoju Sądecczyzny. A z panem Leszkiem Zegzdą już wstępnie rozmawiałem na ten temat.

Padły jakieś konkretne wzajemne deklaracje, obietnice?

- Odpowiem dyplomatycznie. Rozmowa była bardzo miła. Zadeklarowaliśmy wzajemną współpracę.

To możliwe z politycznym oponentem z PO?

- Dla mnie najważniejsze jest dobro Sądecczyzny. Szyld partyjny jest sprawą drugorzędną. Nie interesują mnie partyjne animozje. Będę współpracował z każdym przedstawicielem Nowego Sącza i Sądecczyzny, który będzie mógł nas wspierać.

Może pan zyskać jeszcze jednego sojusznika i to z najwyższego szczebla. Mamy naszego człowieka w rządzie - Marka Wójcika, który właśnie objął tekę podsekretarza stanu w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji.

- Bardzo dobrze znam Marka Wójcika. Razem pracowaliśmy w starostwie przed szesnastoma laty. Liczę na niego.

Ta pomoc może być owocna, bo jako wiceminister będzie odpowiedzialny między innymi za budżet resortu, procesy legislacyjne dotyczące samorządu, także za współpracę z Komitetem Stałym Rady Ministrów.

- Mówiąc żartobliwie, ten budżet mi szczególnie pasuje.

- Będzie pan próbował „wyciągnąć” jakieś pieniądze dla Sądecczyzny?

- Tak. Będę próbował od pana ministra zdobyć dla nas pieniądze. Nie wyobrażam sobie, żebym jako starosta nie wykorzystał takiej sytuacji, tym bardziej, że wiem jak Marek Wójcik podchodzi do spraw samorządowych. Jest nie tylko wybitnym ekspertem i znawcą problematyki samorządu terytorialnego, ale także jest emocjonalnie związany z Nowym Sączem. Choć od lat pracuje w Warszawie, to tu zapuścił korzenie.

Gdzie nie spojrzeć sami potencjalni sojusznicy. Jeszcze jednego ma pan w sądeckim ratuszu, gdzie po raz kolejny wygrał pana partyjny kolega z PiS, Ryszard Nowak. Stworzycie sądecki super team?

- Rozmawiałem telefonicznie z prezydentem. Umówiliśmy się na spotkanie w najbliższym czasie. Mamy przecież wiele wspólnych obszarów działania. Wymienię chociażby północną i zachodnią obwodnicę miasta, współpracę związaną z unijnymi projektami, kulturą i edukacją. To także wspólne działania promocyjne naszego regionu.

Zapewne otrzyma pan także wsparcie ze strony senatora Stanisława Koguta, szefa regionalnych struktur Prawa i Sprawiedliwości. Ale złośliwcy mówią, że to pana polityczny przełożony, który będzie próbował sterować panem z tylnego fotela. Wybije się pan na niepodległość?

- Bardzo szanuję pana senatora i cenię go za polityczne dokonania. Jego pozycja jest dla mnie niepodważalna i w sensie politycznym jest dla mnie autorytetem. Zawsze mówiłem, że jestem człowiekiem lojalnym, ale jestem też niezależny i samodzielny. Ci, którzy mnie znają, szczególnie moi dotychczasowi przełożeni - mam na myśli władze oświatowe i gminne - wiedzą, że z Pławiakiem lekko nie było. Urząd to jednak nie szkoła i rozumiem, że moja niezależność będzie nieco ograniczona. Potrzebuję wsparcia kolegów z klubu PiS i członków rady powiatu, także wsparcia pana senatora. Chciałbym współpracować ze wszystkimi dla dobra Sądecczyzny i to jest dla mnie celem nadrzędnym. Ale jestem typem niepokornym.

Jest pan grzeczny, ale stanowczy?

- Bardzo mi się podoba to określenie. Chyba do mnie pasuje. Grzeczny staram się być zawsze, ale potrafię również być stanowczy.

Skoro już rozmawiamy o tym "z kim będzie pan kooperował",  to może jeszcze porozmawiajmy o współpracy z lokalnymi mediami. Jaka będzie pana polityka informacyjna?

- Chciałbym móc za pośrednictwem mediów przekazywać informacje o tym, co udaje się zrobić i o tym, co planujemy. Będę także otwarty na konstruktywną krytykę. Chętnie będę się z państwem spotykał i informował o tym, co interesuje mieszkańców.

Trzymamy pana za słowo.

Rozmawiała Agnieszka Michalik
 






Dziękujemy za przesłanie błędu

Sądeczanin HISTORIA (2-2020)