Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 13 czerwca. Imieniny: Antoniego, Gracji, Lucjana
10/06/2021 - 14:50

Najpierw zwalniali, teraz nie mogą znaleźć pracowników. Tak się dzieje w Sączu

Sądecki rynek pracy obronną ręką wyszedł z koronakryzysu. Wskazują na to statystyki miejskiego pośredniaka. Bezrobotnych ubywa, a ludzie szybko znajdują zatrudnienie. Jedni wracają do firm, które przez pandemię ludzi zwalniały, inni zmienili branżę i nie zamierzają wracać do byłych chlebodawców, którzy teraz zmagają się z brakiem personelu. Tak jest na przykład w gastronomii.

Dyrektor  miejskiego pośredniaka Jarosław Gliński, który wertuje najnowsze statystyki, mówi, że ostatnie dane  wskazują na to, że  rynek pracy  liczącego  osiemdziesiąt tysięcy mieszkańców Nowego Sącza z koronakryzysu wyszedł obronną ręką. 

- Na koniec maja w naszych rejestrach mieliśmy 1825 osób bez pracy,  o sto mniej w porównaniu z końcem kwietnia. Mamy kolejny, czwarty miesiąc spadku bezrobocia.  To naprawdę dobra informacja. W maju z ewidencji Sądeckiego Urzędu Pracy zostało wyrejestrowanych 305 osób, spośród których 154 zrobiło to we własnym zakresie. Przeczytaj też Sądeckie Dako to już eksportowy tygrys. Teraz zarzuca handlowe sieci za oceanem 

Jak podkreśla Gliński taka tendencja dowodzi, że pracownicy wracają do tych firm, w których wcześniej byli zatrudnieni i stracili pracę ze względu na przestoje w sezonie zimowym, albo są na tyle mobilni, że sami  już bez problemu potrafią pracę znaleźć.

Jak to wygląda od strony firm, które za pośrednictwem urzędu oferują zatrudnienie?

- W tym przypadku jesteśmy jeszcze daleko od wyników, jakie notowaliśmy przed pandemią. W miesiącach wiosennych czy późnowiosennych,  standardem było 200-250  ofert pracy, w zeszłym roku to było raptem około 90. Teraz jest ich około 120. Widać więc progres,  natomiast jeszcze nie możemy mówić, że rynek się odblokował i ofert szybko przybywa. Na pewno widać w firmach pewne ożywienie. Na razie firmy, które ludzi do pracy w urzędzie szukają jest mniej, bo sięgają po tych których już zatrudniali – dodaje Gliński.  

Wśród tych, którzy oferty zgłaszają są przede wszystkim branże dotknięte przez pandemię czyli gastronomia, handel i  usługi,  ale  nie brak też firm z branży technicznej i produkcyjnej, którym pandemia nie zaszkodziła. Obok sprzedawców, kelnerów, pomocy kuchennych, poszukiwani są też spawacze, ślusarze, stolarze, monterzy czy lakiernicy.

Na jakie zarobki można liczyć? -  Spośród ofert jakie trafiają do urzędu pracy w dziewięciu na dziesięć  przypadków oscylują wokół minimalnego wynagrodzenia, jako podstawa, plus premie uznaniowe – mówi szef SUP. -  Te zarobki, ale tak jest w Nowym Sączu, odbiegają w porównaniu z tymi oferowanymi w większych miastach.  

Największy problem ze znalezieniem ludzi do pracy ma branża gastronomiczna. - Przez pandemię – tłumaczy Gliński -  pojawił się nowy trend w zatrudnianiu. Ci, którzy pracę tracili, odchodzili do branży kurierskiej czy  sprzedaży internetowej, gdzie ofert pracy w pandemii było dużo. Teraz do dawnej pracy nie chcą już wracać. 

Tuż przed pandemią, kiedy  gospodarcze wskaźniki pięły się w górę ekonomiści mówili, że w Polsce mamy już rynek pracownika. Teraz do takiej tendencji jeszcze nam daleko, także w Nowym Sączu.  

Dopóki przedsiębiorcy nie będą mieli pewności, że nie wystąpi kolejna fala pandemii i znowu będą musieli zamykać biznes,  rynek pracownika nie wróci. Można przypuszczać, zakładając, że dzięki szczepieniom koronawirus się skończy, być może stanie się tak w przyszłym roku. A jak się ma branża sadownicza? Dobrze na tym zarobią? Nadchodzi biznesowa rewolucja do sądeckich sadowników 

Na razie mamy do czynienia z krótkim, sezonowym  etapem poprawy sytuacji na rynku pracy.  W tej sytuacji ciężko jest wysnuwać  daleko idące wnioski – mówi Jarosław Gliński.   Te informacje za tydzień miesiąc czy trzy mogą się zmienić. (jagienka.michalik@sadeczanin.info)







Dziękujemy za przesłanie błędu

Zbigniew Konieczek Sądeczaninem 2020 Roku