Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 25 kwietnia. Imieniny: Jarosława, Marka, Wiki
30/03/2019 - 19:40

Grażyna Brodzińska: Sięgnąć szczytu, to znaczy kończyć karierę…

Grażyna Brodzińska to pierwsza dama polskiej operetki i musicalu. Z Krynicą jest związana od wielu lat, przede wszystkim jako gwiazda Festiwali im. Jana Kiepury, na które zapraszał ją Bogusław Kaczyński, wieloletni gospodarz wydarzenia. Po jego śmierci, w uzdrowisku wielokrotnie koncertowała dla licznej publiczności przy akompaniamencie Orkiestry Zdrojowej im. Adama Wrońskiego pod batutą Mieczysława Smydy.

Kobieca, obdarzona klasycznym  wdziękiem, eteryczna, na scenie emanuje temperamentem. Wszędzie rozpoznawana, proszona jest  o wspólne zdjęcia czy rozmowę. Lubi stylowe suknie, których  ma bardzo dużo w warszawskim domu. W tych kreacjach występuje na scenie podczas koncertów i wielkich gali. Jej mężem jest aktor Damian Damięcki. Koncertowała w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Francji, Austrii, Anglii, Belgii, Izraelu, Holandii, Australii i Rosji.

Co panią wiąże z Krynicą?

-  Aż 27 razy gościłam na Festiwalach im. Jana Kiepury, na które zapraszał mnie Bogusław Kaczyński. Dwa lata temu, z okazji 50-lecia tego wydarzenia wystąpiłam w „Grażyna Brodzińska i jej goście”. Ogromną przyjemnością było zaśpiewać na tegorocznym koncercie noworocznym. Publiczność, która tłumnie odwiedza salę koncertową Pijalni Głównej to dla mnie ogromny sukces.  Bardzo się cieszę, że jesteście państwo na moich koncertach.  Oby jak najczęściej, jak najdłużej!

„Aria ze śmiechem”, którą Pani często wykonuje w Krynicy (i nie tylko), wymaga ogromnych umiejętności aktorskich. Gdzie je Pani nabyła?

-Tak właśnie potraktowałam tę partię, po aktorsku. Jest to aria śpiewana w spektaklu operetkowym „La Perichola” Jacquesa Offenbacha. Wiele lat temu, jeszcze w Teatrze Roma, odbyła jego prapremiera. Właśnie tam wykonałam tę arię, potem „wyjęłam” ją i zaczęłam śpiewać na koncertach.  

Jest pani znana z pięknych kreacji…

- Rozpieściłam tym publiczność!  Każdego roku mam jedną lub dwie nowe kreacje. Nie osiadam na laurach, jeśli chodzi o suknie czy repertuar.  Kreacje są piękne, dostosowane do tego, co śpiewam. Jeśli czardasz to musi być kreacja czardaszowa, a  jeśli walc to dostosowana do tego właśnie rodzaju muzyki. Bardzo dbam, aby suknie były pięknie i ciągle nowe.

Jak ważne jest przygotowanie również baletowe?

- Najpierw w moim życiu był balet, w szkole podstawowej i średniej. Następnie Studium Wokalno-Aktorskie Danuty Baduszkowej przy Teatrze Muzycznym w Gdyni. Tutaj wiele się nauczyłam. Nie tylko śpiewu, ale także gry aktorskiej, baletu, tańca nowoczesnego i klasycznego, pantomimy, stepu. Myślę, że takie wszechstronne przygotowanie jest  bardzo ważne dla każdej artystki, która wychodzi na scenę w muzycznym repertuarze.

Śpiewała pani już pod sercem mamy?

-Moja mama była świetną śpiewaczką, aktorką i tancerką. Tata również, był wspaniałym tenorem, aktorem,  reżyserem, dyrektorem teatrów. Mama bardzo chciała, abym kontynuowała rodzinną tradycję, ale nie męczyła mnie. Ja sama lubiłam przebywać w teatrze. Urodziłam się w Krakowie, ale ze względu na zawód rodziców jeździłam z nimi po różnych miastach. Przez pewien czas mieszkaliśmy w Gliwicach. Potem na dłużej zatrzymaliśmy się w Szczecinie. Wychowywałam się za kulisami różnych teatrów, na kolanach cioć i wujków. Rodzice przywozili mnie w wózeczku na próby. Podobno zachowywałam się bardzo dobrze. Nie przeszkadzałam, nie krzyczałam, nie płakałam. Jako kilkuletnia dziewczynka uciszałam publiczność, gdy przeszkadzała szelestem. Kładłam paluszek na ustach i mówiłam: cii! Wyjaśniałam, że musi być cisza, bo mama i tata pracują na scenie.

Piękny głos jest wynikiem daru natury, ale też ciężkiej pracy ..

-Oj, tak. Nic samo nie przychodzi. Musiałam ciężko pracować. To nie jest tak, że otwarłam buzię i głos leciał.  Ale cieszę się, bo  jest baza, mocny podkład. Mój tata powtarzał, że muszę wchodzić na kolejne szczebelki drabiny powoli, ale mocno stawać na każdym z nich kroki. Tak też cały czas czynię. Nie jestem jeszcze na  ostatnim szczebelku, bo nie chcę na nim być. Sięgnąć szczytu, to znaczy kończyć karierę. A ja jej jeszcze nie kończę…

Gwiazda ma życie prywatne?

- Oczywiście! Artystką jestem wyłącznie na scenie. Dynamiczna, pewna siebie otwarta. Prywatnie,  zupełnie inna ze mnie osoba.

Pani marzenia i plany zawodowe?

- Na szczęście są non stop. Cały czas koncertuję. Dopóki publiczność chce mnie słuchać i oglądać, jestem bardzo szczęśliwa.

Dziękuję za rozmowę,

Małgorzata Kareńska fot. aut

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji






Dziękujemy za przesłanie błędu

Miesięcznik Sądeczanin marzec 2019 roku

Najczęściej Czytane ________________________________________________________________________________________________________________________________________________