Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 25 stycznia. Imieniny: Miłosza, Pawła, Tatiany
20/11/2021 - 01:10

Z Berlina do Timiszoary. Niemiec, który został rumuńskim samorządowcem

Dominic Fritz miał swoje pięć minut pod koniec 2020 roku, kiedy to ogłoszono wyniki wyborów samorządowych w Rumunii. Okazało się, że działacz społeczny nieposiadający rumuńskiego obywatelstwa pokonał starych wyjadaczy reprezentujących największe partie polityczne. Łut szczęścia? Zmęczenie wyborców niespełnionymi obietnicami? A może dobry program? Sprawdźmy, co przesądziło o zwycięstwie i jak zmienia się Timiszoara pod jego rządami.

Wybory samorządowe z 30 listopada 2020 roku były ostatnim poważnym sondażem sprawdzającym mobilizację przed wyborami parlamentarnymi – te rozpisano na 6 grudnia. Wyniki pokazały utrwalone od lat podziały: południe i wschód kraju (Wołoszczyznę i Mołdawię) zdominowali kandydaci Partii Socjal-Demokratycznej (PSD); Transylwania i zachód kraju należały zaś do Partii Narodowo-Liberalnej (PNL), swoją obecność w tamtych regionach zaznaczyli przedstawiciele mniejszości węgierskiej. W kilku dużych miastach wygrali natomiast kandydaci liberalnej koalicji USR-PLUS. Jednym z nich był Dominic Fritz, który przebojem wygrał wybory w stolicy Banatu – Timiszoarze. Zwycięstwo Fritza było druzgocące dla jego kontrkandydatów. Na Niemca swój głos oddało 53,24% uprawnionych. Pozostawił on tym samym daleko w tyle swojego głównego rywala, byłego mera Nicolae Robu (PNL), na którego głosowało 29,87% mieszkańców. Tym samym nieposiadający rumuńskiego obywatelstwa Niemiec, dyrygent udzielający się w akcjach charytatywnych, zwyciężył z zawodowym politykiem ubiegającym się o trzecią kadencję.

Nie można powiedzieć, że Fritz jest człowiekiem znikąd. Po raz pierwszy przyjechał do Timiszoary na początku XXI wieku, gdy miał 19 lat. Pracował wtedy jako wolontariusz w miejscowym sierocińcu. Powrócił w 2006 roku, angażując się w program społeczny skierowany do osób niepełnosprawnych intelektualnie. W międzyczasie studiował nauki polityczne na uniwersytetach w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii. Licencjat z nauk politycznych i administracji ukończył na Uniwersytecie w Konstancji, a magisterium w ramach studiów pokonfliktowych na Uniwersytecie w Yorku. Brał też udział w programie międzynarodowym w Instytucie Studiów Politycznych w Paryżu. W latach 2009-2012 Dominic Fritz pracował jako doradca w Niemieckiej Agencji Współpracy Międzynarodowej (GIZ). Z kolei między 2016 a 2019 był doradcą i szefem sztabu byłego prezydenta Niemiec Horsta Köhlera. Mówi po niemiecku, rumuńsku, angielsku i francusku. Jak wielokrotnie zaznaczał w wywiadach, mimo zaangażowania w studia i pracę, w ostatnich latach wielokrotnie odwiedzał Timiszoarę, która jest mu bliska.

Impulsem do aktywnego zaangażowania w politykę stały się wydarzenia z końca 2015 roku. W nocy z 30 na 31 października 2015 roku klub Colectiv w Bukareszcie zapełnił się młodymi ludźmi, którzy przyszli na rockowy koncert. W jego trakcie wybuchł pożar, czego skutkiem było kilkadziesiąt ofiar śmiertelnych i setki poparzonych. Niemal natychmiast tragedia doprowadziła do masowych antyrządowych protestów. Były one podsycane informacjami o tym, że w klubie nie zadbano o względy bezpieczeństwa, a właściciele prowadzili go mimo istotnych uchybień w tym zakresie. Szybko pojawiło się hasło „korupcja zabija”, które doprowadziło do upadku ówczesny rząd PSD Victora Ponty. Protesty doprowadziły do spadku zaufania wobec klasy politycznej, która i tak nie cieszyła się w Rumunii szacunkiem społeczeństwa. Na fali masowych demonstracji powstał m.in. Związek Ocalenia Rumunii (Uniunea Salvați România; USR). Partia przyciągnęła wiele osób, które wcześniej nie były aktywne w polityce, takie jak aktywiści miejscy. Wśród nich znalazł się w 2017 roku Dominic Fritz.

Według rumuńskiego prawa, obywatele Unii Europejskiej mają prawo być wybrani na burmistrza, radnego miejskiego, okręgowego i przewodniczącego rady lokalnej w dowolnym miejscu w kraju. Warunkiem jest bycie zarejestrowanym jako mieszkaniec danego regionu. Właśnie z takiej możliwości skorzystał Niemiec. “Za bardzo kocham to miasto, żeby zostać z dala” - tłumaczył Dominic Fritz pytany o powody, dla których zdecydował się na start w wyborach. Deklarował chęć zbudowania samorządu, który będzie wzorem otwartości i przejrzystości. Zapowiadał digitalizację pracy urzędów, które mają funkcjonować według najwyższych, europejskich standardów. Czy mu się to uda? Na razie za wcześnie, aby wyciągnąć wnioski. Sam Fritz powiedział niedawno, że nie obiecywał “magicznych, tanich oraz szybkich rozwiązań”. Wciąż daje się we znaki epidemia, a do tego miasto jest poważnie zadłużone. Kilka tygodni temu zażegnano m.in. kryzys związany z dostawą energii cieplnej. Mer wciąż cieszy się popularnością, a na rozliczenie kadencji przyjdzie jeszcze czas. (Michał Torz, fot. arch. Sadeczanin.info)







Dziękujemy za przesłanie błędu