Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 24 listopada. Imieniny: Emmy, Flory, Romana
27/06/2016 - 14:25

Wychowankowie Ośrodka Szkolno-Wychowawczego pielgrzymowali do Ludźmierza

Piękny, słoneczny, ciepły dzień, błękitne niebo - 15 czerwca, godzina 8. Na ulicy Broniewskiego w Nowym Sączu, przy Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym zatrzymują się trzy duże autokary. Zaraz wsiądzie do nich około 150 osób. Są wśród nich dzieci w wieku 7 - 25 lat - podopieczni SOSW, osoby z upośledzeniem umysłowym i fizycznym.

Tylko niektórzy z nich potrafią chodzić i mówić, większość z nich tego niestety nie potrafi. Każde dziecko jest z mamą ,tatą, babcią albo z rodzeństwem - bo większość z nich wymaga takiej "indywidualnej" opieki. Jest z nami też ksiądz Mirosław Tragarz z kaplicy pw. Św. Jana Pawła II. Pracuje u nas do trzech lat. Nasze dzieci często mówią o nim: "Nasz ksiądz Mirek" i bardzo go lubią.

W Ludźmierzu byliśmy chwilę po 10. Obejrzeliśmy prezentację multimedialną o historii tego miejsca w specjalnie do tego przeznaczonym namiocie, a potem była msza święta, taka jak zawsze, ale było tak bardzo spokojnie, tak jakoś dostojnie. Po mszy czas wolny. Wykorzystaliśmy go na zwiedzanie niesamowicie pięknego Ogrodu Różańcowego, zwanego też Ogrodem Maryjnym, część z nas ten czas wykorzystała na kupno pamiątek a część na pyszny obiad w znajdującej się na terenie Sanktuarium restauracji.

 O godzinie 13.00 pojechaliśmy do stadniny koni w Łopusznej, przywitało nas stado przepięknych, pasących się na łące koni, przywitała nas też pani Zosia, która już rozpaliła dla nas olbrzymiego grilla. Smakowicie pachniały pyszne kiełbaski, była gorąca herbatka i kawka.

 Następnie podjechała prawdziwa góralska bryczka, zaprzężona w dwa konie z przyciętymi równiusieńko grzywami. W bryczce siedział najprawdziwszy na świecie góral, kilka razy głośno strzelił z bata, a potem zaprosił wszystkich na przejażdżkę. Bryczka była duża, mogło do niej wsiąść jednocześnie około dwudziestu osób. Trochę wysiłku wymagało usadowienie w niej naszych dzieci, które same nie siedzą i nie chodzą, ale wszyscy nawzajem sobie pomagaliśmy i nieważne było, czy ktoś jest nauczycielem, rodzicem, księdzem, czy kierowcą, wszyscy byliśmy, jak jedna wielka rodzina...

 Kiedy zapakowana do granic możliwości bryczka jechała przez wieś słychać było głośny śmiech i okrzyki niesamowitej radości. Wracając śpiewaliśmy na cały głos góralskie piosenki. Kto nie jeździł bryczką, mógł „na oklep”, oczywiście pod okiem opiekunów koni. Można też było po prostu konia pogłaskać, czy poklepać. Nielicznym szczęśliwcom konie dawały buziaka.

 O 16.00 podziękowaliśmy serdecznie naszym gospodarzom i zaczęliśmy pakować się do swoich autobusów. Pomimo zmęczenia dalej z naszych twarzy nie znikał uśmiech.

W autobusach część dzieci zasnęła, pozostali wesoło rozmawiali, a jeszcze inni rozmyślali, gdzie by tu pojechać za rok. Ktoś zapytał: " a dlaczego dopiero za rok??? "

W Nowym Sączu byliśmy o 18.00. Był to jeden z najpiękniejszych dni w naszym życiu, mogliśmy poznać się od zupełnie innej - bardzo dobrej strony. Sprawdzaliśmy się wszyscy w trudnych sytuacjach wiele razy, ale tak duże przedsięwzięcie z niezliczoną ilością wózków organizowane było po raz pierwszy.

Gdzie teraz? Jak wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia! Plan na rok przyszły – RZYM-/jeżeli uda nam się chociaż w części odciążyć finansowo rodziców dzieci, bo dla każdego z nich koszt liczy się „razy 2”/.

 Anna Olszowska

Pielgrzymka do Sanktuarium Maryjnego w Ludźmierzu










Dziękujemy za przesłanie błędu