Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 27 września. Imieniny: Damiana, Mirabeli, Wincentego
27/07/2018 - 15:00

​Wracają dzieci festiwalu. Święto Dzieci Gór 2018: dzień gruzińsko - krakowski

To już 26. Międzynarodowy Festiwal Dziecięcych Zespołów Regionalnych Święto Dzieci Gór. W tle od roku 2012 ta sama wspaniała scenografia. Monumentalne, skaliste góry, gęsty, iglasty las, pomarańczowy lisek, różowa sarenka… Scenografia, która jest wspomnieniem o wybitnym polskim himalaiście, Macieju Berbece.


Pan Maciej niecały rok przedtem, nim został na Broad Peak, zaprojektował, wraz ze swoją żoną Ewą Dyakowską-Berbeką (niedawno dołączyła do męża), scenografię dla Święta Dzieci Gór. Ich dzieło kontynuuje syn - Stanisław. 

W to stałe tło, które jest opowieścią o miłości do gór, z których nigdy nie odchodzą ci, co oddali im serce, a nawet życie, zawsze wplata się w bliższym planie coś nowego. W tym roku miś, sympatyczny bardzo, z równie sympatycznym ptaszkiem na głowie. Ten ptaszek jakby ogłasza, że właśnie Nowy Sącz, że od 22 do 29 lipca i że w 2018. A czemu? Bo gdy ktoś kiedyś zobaczy zdjęcie, albo fragment filmu, to będzie wiedział, że to właśnie ten Festiwal. I zostanie zachowana pamięć, a to jest jedno z najważniejszych słów 
podczas każdego Święta.

Mali Siedlecanie

Na tym tle Józek Broda ze swą trombitą. I dwoje Małych Siedlecan. Dźwięk trombity niezapowiedziany rozrzuca gdzieś na boki nieuporządkowany gwar widowni. 
Józek wyśpiewuje pytanie do Hanulinki, gdzie była, kiedy jej cztery roki nie było doma. A śpiewa, by zaraz złożyć życzenia wszystkim Hankom i Ankom w dniu ich imienin.  
Mali Siedlecanie, prowadzeni są przez panią Ewelinę Łubik, która już czwarty raz jest na Festiwalu, za każdym razem w innej roli.

Dzieciakom się dłuży, krowy dopilnowane, słonko wysoko, to sobie zaśpiewają, że nie będą pasały. Wyliczanka o kocie na płocie, by było wiadomo, kto będzie pierwszą Ulijanką, bo najwyraźniej dopiero w czwartek Festiwal dojrzał do pierwszej panny, co klęka na kolanko, podpiera się w boczki, myje, czesze i wybiera, kogo chce. 

Ubogi krasoń, bez soli, wygnany, wpada w osobie grupy chłopaków prosto w zabawę dziewcząt. Nowoprzybyli od razu się zastrzegają, że nie pojadą też do lasu z ojcem, tylko będą tam, gdzie są ładne panny. Czyli dzisiaj akurat na scenie Święta Dzieci Gór. Ale panny nie tak łatwo dopuszczają do zabawy.  


 
 Najpierw trzeba rozwiązać zagadki: Idzie we dnie, idzie w nocy, nie potrzebuje żadnej pomocy. Woda. Maluśkie, cerniuśkie popod ziemią biega? Kret. To jak zgadli, zabawią się w ciuciubabkę. Oczywiście po uprzedniej wyliczance. Ciuciubabką został najmniejszy. I nijak mu nie idzie, aż łapie w końcu jakiegoś „ciamajdę”, no bo jak przez najmniejszego 
złapany. Teroz kolejny stoi na beczce (wyimaginowanej) po czym łapie. A że ciamajda i wcześniej dał się złapać, no to oczywiście łapie znowu najmniejszego. 

Idą starsze dziewczyny z jarmarku i się kłócą. Dziadek dał im okarynki do sprzedania, żeby sobie korale kupiły. Jedna mniej sprzedała, a i tak lepsze sobie kupiła, to gdzie jest sprawiedliwość. Dźwięk okarynek, najpierw tej najstarszej, a potem i młodszych przywołuje krakowską kapelę. Pierwszy krakowiak, pawie pióra powiewają, dłonie co chwilę ku niebu… Potem w jawornickiej wirują pary, starsze pięknie, szybko. Młodsi jakby się przyglądali, niepewnie, ale przyjdzie czas, że i oni… taka wymiana, nawet między dziecięcymi pokoleniami.

Śpiewna prośba o walca, co go noga bolała, żeby choć spróbować, nawet jeśli jeszcze się nie umie. A ci najmłodsi siedzą wokół na ziemi i patrzą z uwagą.  I śpiew z tańcem w razówce. „Jesce roz!” i teraz już wiadomo dlaczego razówka. 

Robota czeka na starszych. Młodsi upraszają kapelę, coby jeszcze została. A kapele na Święcie Dzieci Gór bardzo lubią zostawać, więc i ta krakowska nie daje się długo prosić. Skrzypce, klarnet, guzikówka i basy grają… Obereczka, co ich stryk uczył. I polkę (pod warunkiem, że ładnie zaśpiewają).  I walcyk o szerokiej wodzie na Wiśle, ale właściwie o czytaniu w myślach. Marysia ma jasną opinię  o myślach podmiotu lirycznego. On niewiele myśli, w zasadzie tylko o hulance w niedziele. Polka siedlecka, ale tutaj tylko starsi spośród młodszych, by najmłodszym pokazać. Bo każde pokolenie… 

I śpiew, jak to wesołą gromadą idą Siedlecanie, i tańczą krakowiaka (szybko się nauczyli), i znów opowiadają piosenką o swojej wiosce. Wszystkim opowiadają! „Do mycia, do pacierza i do spania!” Zgania starsza całego tego młodocianego krakowiaka, bo krowy w szkodę poszły i matka sama musiała się nimi zająć. 







Dziękujemy za przesłanie błędu

Miesięcznik Sądeczanin - wydanie wrześniowe