Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 22 września. Imieniny: Maury, Milany, Tomasza
10/01/2014 - 07:05

Parlament Europejski chce poprawy życia młodych ludzi

Gościem pierwszego spotkania Sądeckiej Agory w WSB-NLU była Joanna Senyszyn, deputowana do Parlamentu Europejskiego, ekonomistka, działaczka społeczna i wiceprzewodnicząca SLD. Prof. Senyszyn mówi o ekonomicznych kwestiach bezrobocia, unijnych środkach dla Polski, podwyższeniu wieku emerytalnego, czy wreszcie o potrzebie polityki prorodzinnej. Odpowiada też, że rząd powinien tworzyć więcej miejsc pracy, w szczególności dla młodych, aby nie wyjeżdżali oni za granicę, ale zostawali i pracowali w naszym państwie. Bo często to życie zmusza ich do wyjazdu za chlebem.
Pani Profesor, jest Pani ekonomistką, zatem moje pierwsze pytanie dotyczy współczesnego nam zjawiska: jakie działania winni podejmować politycy, aby zachęcać młodych, zdolnych, ambitnych ludzi do pozostania w Polsce? Wiemy i cały czas to niestety obserwujemy, iż wielu uzdolnionych wyjeżdża, bo nie widzi u nas perspektyw rozwoju.
Gdyby młodzi wyjeżdżali na rok dwa, czy nawet trzy, i wracali, to właściwie nie byłoby żadnego problemu, gdyż poznaliby nowych ludzi, języki, nowe metody pracy, inną kulturę i po powrocie mogliby tutaj wspaniale funkcjonować, jeszcze lepiej niż bez takiego wyjazdu. Ale problem polega na tym, że wyjeżdżają, ponieważ tutaj nie ma pracy. Wyjeżdżają zatem nie po to, żeby poznawać, zwiedzać, tylko po to, żeby zarobić na chleb. Jedynym sposobem jest tworzenie takich nowych miejsc pracy, gdzie młody człowiek będzie mógł wieść godziwe życie, bo to jest najważniejsze. Ostatecznie jednak nie jest tak, że młody człowiek nie może znaleźć żadnej pracy. Na ogół nie może dostać pracy go satysfakcjonującej, która byłaby ciekawa i która dawałaby mu pieniądze na niezłe życie. Ale niestety rząd nie idzie w tym kierunku, dużo więcej robi Parlament Europejski, ponieważ w nowym budżecie zagwarantowaliśmy spore środki na aktywizację młodych ludzi właśnie po to, aby problem bezrobocia wśród młodych zlikwidować. W Polsce jednak jeszcze nie jest tak źle, bo np. w Hiszpanii dochodzi do tego, że tam połowa młodych nie ma pracy. Ale warto też korzystać z kolei z niemieckich doświadczeń. W Niemczech bezrobocie dotykające młodych ludzi to ok. 7-8 % a więc relatywnie niskie. Tam jest bowiem bardzo interesujący model szkolnictwa zawodowego, gdyż uczniowie już w czasie nauki mają praktyki. Kiedy właściciel firmy widzi, że ten uczeń się dobrze spisuje, to go chętnie zatrudnia. Jest to dostosowanie szkolnictwa do potrzeb i wymogów rynku pracy. U nas kolejni ministrowie mówią, że ponieważ nie wiemy jak będzie wyglądał rynek za np. 30 lat, to jak możemy się do niego dostosowywać. Do 30 lat nie możemy szkolnictwa dostosowywać. Ale możemy go dostosować do takiego rynku, jaki jest obecnie!

Nawiązując do kwestii budżetu, który został nie tak dawno uchwalony przez Parlament Europejski: to podobno ostatnie tak duże pieniądze dla Polski, bo dostaliśmy ok. 105 mld euro. Jak Pani jako eurodeputowana ocenia tę pulę finansową w kontekście naszego kraju?
Budżet, który został w lutym przedstawiony do akceptacji przez Parlament Europejski został przez nas cofnięty do poprawy, ponieważ uważaliśmy, że nie gwarantuje on realizacji celów, jakie PE nakreślił do 2020 roku. Te cele to przede wszystkim zmniejszenie dysproporcji w poziomie życia i w poziomie rozwoju gospodarczego państw członkowskich, większa walka z wykluczeniem społecznym; w nowej wersji budżetu przeznaczyliśmy więcej środków dla osób najuboższych, których wcale niestety nie jest mało. Chcemy ograniczyć liczbę osób ubogich i teraz powstaje na to szansa. W tym budżecie ważne jest, że 85 % będzie stanowić finansowanie ze środków unijnych a tylko 15 % ze środków krajowych. Jedynie na Mazowszu będzie to 20 %, bo Mazowsze ma dużo wyższy poziom rozwoju. VAT będzie można rozliczać w ramach pieniędzy unijnych. Natomiast w poprzednim budżecie było takie ryzyko, że VAT trzeba było rozliczać ze środków własnych. Poprzedni budżet nie został przyjęty w zasadzie dzięki frakcji socjalistów, co trzeba podkreślić. Teraz mamy zaś lepszy budżet. Dostajemy ponad 105 mld euro, są to głównie środki z funduszu spójności oraz środki dotyczące rolnictwa i na rozwój obszarów wiejskich. Ja osobiście bym się nie martwiła co będzie po 2020 roku, cieszyłabym się, że do 2020 dostajemy jeszcze dużo środków. To praktycznie więcej, niż dostaliśmy w tej ostatniej perspektywie do 2014 roku, no do 2013 włącznie. Co to znaczy, że dostaniemy mniej pieniędzy na fundusz spójności? To znaczy, że nasz poziom życia się tak podniesie, że już nie trzeba będzie tak bardzo o środki z UE zabiegać. Ja bym w ogóle chciała, abyśmy w ogóle nie musieli dostawać funduszy. Byśmy byli krajem zamożnym, gdzie obywatelom żyje się bardzo dobrze i to my moglibyśmy wtedy innym pomagać. I właśnie dlatego jeśli nie będziemy pobierać środków, to będziemy się wszyscy bardzo cieszyć! (śmiech).

Tak, to wszystko bardzo pięknie wygląda i rysuje się w kolorowych barwach, jednakże z emeryturami nie jest już tak kolorowo, bowiem perspektywa pracy do 67. roku życia wcale a wcale nie cieszy. Przynajmniej ogólnie rzecz biorąc.
Owszem, uważam, że to był błąd rządu, ponieważ w sytuacji, kiedy młodzi nie mają pracy, podwyższanie wieku emerytalnego jest działaniem absurdalnym. Mężczyźni będą pracować 2 lata dłużej, a kobiety aż 7! Przez tyle lat będą dłużej zajmowane stanowiska, które mogliby zająć ludzie młodzi. Sojusz Lewicy Demokratycznej uważa, że ta sprawa powinna być osobistym wyborem: jeśli ktoś chce pracować dłużej, to oczywiście powinien mieć taką możliwość. Nie można bowiem na siłę wypychać ludzi z rynku i na siłę wysyłać na emeryturę. Ale są ludzie, to notabene dotyczy w dużej mierze kobiet, które np. wychowały już kilkoro dzieci, które ciężko pracują fizycznie i które po prostu nie są w stanie pracować tak długo. Dotyczy to również mężczyzn, zwłaszcza pracowników fizycznych. Trzeba zwrócić uwagę, że średnia życia się podwyższyła, ale np. średnia życia mężczyzn, którzy ciężko pracują fizycznie, nie są wykształceni, wynosi chyba poniżej 65 lat. W związku z tym to oznacza, iż oni de facto nigdy nie mają pójść na emeryturę, bo oni umrą w czasie pracy, brzmi to co prawda okrutnie ale tak to niestety wygląda. Jest to niesprawiedliwe społecznie. Jeśli część osób reprezentujących takie zawody jak nauczyciel akademicki czy polityk (a tacy przeważnie chcą pracować jak najdłużej, bo lubią swoją pracę), będzie przechodziło na emeryturę, to jak to się ma w stosunku do osób gorzej sytuowanych? Bo są przecież takie rodzaje pracy, że dłuższe wykonywanie zawodu jest wręcz niemożliwe. Trudno sobie przecież wyobrazić 60-letnią np. primabalerinę.

Czy pielęgniarkę.
Pielęgniarkę, też. Bo już lekarza np. można prędzej sobie wyobrazić. Natomiast pielęgniarka to zawód wymagający pewnych umiejętności i osoby już starsze nie powinny go wykonywać.

Bezrobocie jednak nie tyczy się tylko młodych osób, ale także właśnie starszego pokolenia, typu 40, 50+. Jeśli wziąć pod uwagę zmiany restrukturyzacyjne niektórych przedsiębiorstw, firm itd., które teraz często mają miejsce, co mają wówczas powiedzieć np. głowy rodzin, ojcowie mający na utrzymaniu przykładowo kilkoro dzieci? Jak to wygląda, gdy słyszą oni: proszę się przekwalifikować? Doświadczony fachowiec, mający za sobą ok. 20 lat pracy w wyuczonym zawodzie, na pewnym stanowisku, ma nagle się przekwalifikować! Bo tak się podoba rządzącym. Przecież to jest skandaliczne! Wiele osób nie nadąża za kapitalizmem. Co innego my, młodzi, my już wiemy, że trzeba się szybko dostosowywać.
Oczywiście, to w ogóle jest jeden wielki absurd. Niestety, część środków unijnych jest przekazywana na szkolenia, które mają służyć właśnie owemu przekwalifikowaniu, ale mamy do czynienia z tak ogromnymi nieporozumieniami, że uczy się górników, aby byli np. kwiaciarkami itp. Jest to oczywiście absurdalne, to nie podlega dyskusji, ale jest to przykład na marnowanie unijnych pieniędzy. Dlatego, że ci ludzie przekwalifikowani, po rzekomym przekwalifikowaniu, w ogóle nie mają ofert pracy! To z kolei oznacza, że przekwalifikowywanie się nie jest przystosowane do potrzeb rynku pracy, tylko ono służy wydaniu unijnych środków. A to nie załatwia sprawy.

Pomówmy teraz o płacy minimalnej. Ekonomiści biją na alarm, że jej podniesienie to nie jest rozwiązanie kwestii niskich zarobków nienajlepiej zarabiających, bo to wypycha ich z rynku.
Ja uważam, że podwyższenie płacy minimalnej to dobry sposób na poprawę życia osób gorzej sytuowanych. Płaca minimalna powinna stanowić połowę płacy średniej. SLD po wyborach planuje z powrotem obniżenie wieku emerytalnego i także podwyższenie płacy minimalnej.

Płaca minimalna od 2000 roku ulega sukcesywnemu podwyższaniu. Przed 13 laty wynosiła ok. 700 zł – teraz – ok. 1300 zł. To jednak i tak nie jest zbyt wiele jeśli przyjrzymy się gigantycznym wręcz dochodom osób z kręgu tzw. „show-biznesu”, bo tam, przykładowo oczywiście, dochody są horrendalnie wysokie.
Tak, bo w Polsce mamy niewiarygodne wręcz dysproporcje dochodowe, jest grupa lubi bardzo biednych i są ludzie niewyobrażalnie bogaci. Natomiast osoby mieszące się niejako w środku, to jest klasa średnia, też nie aż tak bardzo dobrze sytuowana – na tle krajów UE. Mamy takie dysproporcje, zupełnie zresztą nieuzasadnione.

Ostatnio Parlament Europejski przyjął sprawozdanie dotyczące dyrektywy PE i Rady w sprawie poprawy równowagi płci wśród niewykonawczych dyrektorów (członkowie rad nadzorczych), których akcje są notowane na giełdzie, i odnośnych środków – czytam na Pani blogu. Co to konkretnie oznacza?
Do 2020 roku w radach nadzorczych małych i średnich przedsiębiorstw będzie musiało być nie mniej niż 30 % członków jednej płci. Ponieważ do tej pory jest zdecydowanie mniejsza reprezentacja kobiet, należy to zmienić. Jest to niezwykle ważne, ponieważ decyzje mają płeć. Jeśli decyzje są podejmowane przez mężczyzn to mają płeć męską, a jeśli przez kobiety, mają wówczas płeć żeńską. Np. biznesplan, jeśli jest układany przez mężczyzn, to ma również męską płeć. Natomiast jeżeli będzie równowaga płci w radach nadzorczych, to tak kontrola będzie bardziej zobiektywizowana, bo inne zdania mają kobiet, inne zdania mają mężczyźni. Kobiety mają nieco mniejszą skłonność do podejmowania ryzyka i firmy kierowane przez kobiety łatwiej przeszły przez kryzys, niż te kierowane przez mężczyzn.

Potrzeba aktywizacji kobiet w życiu zawodowym, społecznym etc., nie podlega żadnej dyskusji….
Nie podlega a chodzi o to, aby kobiety miały takie same prawa jak mężczyźni w rozwoju zawodowym, żeby nie zatrzymywały się na niższych szczeblach kariery. Np. wśród profesorów jest znacznie mniej kobiet aniżeli mężczyzn.

Tak, ale z drugiej strony, kariera nie powinna przeszkadzać w założeniu rodziny i na odwrót. Powinno się podkreślać, że taki kompromis jest możliwy, przynajmniej częściowy.
To znaczy mężczyźni muszą się podjąć pewnych obowiązków związanych z rodziną i wychowaniem dzieci. Uważam jednak, że nie da się tego wyrównać. Nie może być tak, że wszystkim zajmuje się kobieta, a tak teraz jest, bo większość prac domowych wykonują kobiety. A doświadczenie pokazuje, iż mężczyźni znakomicie sobie radzą z wychowywaniem dzieci, że są niezwykle troskliwymi ojcami, że nie mają problemów z karmieniem, praniem, prasowaniem, kąpaniem itd. I w związku z tym potrzeba wychowania kulturowego. Przez tysiące lat to mężczyzna utrzymywał kobietę i dzieci, zajmował się zarabianiem, czy też wcześniej przynoszeniem zwierzyny do jaskini, to jeszcze w czasach prehistorycznych rzecz jasna (śmiech). Natomiast teraz to wszystko się zmieniło i na szczęście wielu mężczyzn doskonale rozumie ów model partnerski, który jest dużo ciekawszy i bardziej rozwijający. Takie związki są bowiem dużo trwalsze niż te oparte na swoistym wyzysku kobiet.

A do tego wszystkiego przydałaby się wreszcie porządna polityka prorodzinna, bo na razie Polki nie są zachęcane do tego, ażeby posiadać dzieci…
Bo my w ogóle nie mamy żadnej polityki prorodzinnej. To moim zdaniem w dużej mierze wynika z faktu, że decyzje podejmują przede wszystkim mężczyźni. Oni nie odczuwają takiej potrzeby, ażeby wydatkować większe środki pieniężne na żłobki, przedszkola, stwarzać klimat pracy dla kobiet, które urodzą dziecko bardziej przyjaznym itd. I jeszcze należałoby zwiększyć obowiązki mężczyzn w kwestii wychowania dzieci. W tym kierunku się nic nie robi. Tak uważam. Z tym, że ja zawsze przestrzegam przed takimi prostymi wnioskami, gdyż kiedy słyszę, że musi się rodzić więcej dzieci, ponieważ nie będzie kto miał w przyszłości utrzymywać emerytów, uważam wówczas, iż jest to obraźliwe dla ludzi starszych, bo nikt ich nie musi utrzymywać! Oni na swoje emerytury pracują przecież przez kilkadziesiąt lat. Natomiast emeryt jest naprawdę krócej bez pracy niż dziecko, które się rodzi, bo ono obciąża państwo przez 20 albo i więcej lat. A emeryt najwyżej 10 lat. Co by było, gdyby kobiety wzięły sobie do serca apel polityków i w najbliższym czasie przez 3 lat rodziłoby się powiedzmy po milionie dzieci? Bo jeżeli państwo nie jest w stanie sobie poradzić z sytuacją, kiedy rodzi się około 400 tys. dzieci, to co by było, jakby z rok na rok rodził się milion?

Strach pomyśleć. A co Pani profesor myśli na temat zakazu handlu w niedzielę? Czyż nie jest kuriozalna sytuacja, gdy blisko największej galerii handlowej w Katowicach buduje się kaplicę? Czyli teraz można „legalnie” robić zakupy, i to najlepiej przez cały dzień, bo olbrzymie centra handlowe stają się wręcz miejscem, gdzie coraz więcej osób, rodzin, spędza czas, bo obok kościół i można w przerwie skoczyć na mszę?
W ogóle to największy absurd całej tej sytuacji polega na tym, że księża, którzy pracują w niedzielę zabraniali pracować innym. Jeżeli uważają oni, że nie należy pracować w niedzielę, niech zaprzestaną niedzielnej pracy i przestaną odprawiać mszę. Ja uważam, że obywatele powinni mieć wybór i powinni sami decydować, czy chcą robić zakupy w niedzielę, czy nie. Supermarkety w niedziele powinny być czynne. Jest wiele powodów. Między innymi to, że jest niewiele domów kultury, kina są drogie, dostęp do jakichś ambitniejszych rozrywek jest utrudniony dla niektórych członków społeczeństwa. Zatem przebywanie w hipermarketach stanowi sposób na spędzenie niedzieli. Ja tylko jestem przeciwna zmuszaniu pracowników do pracy w niedziele. Powinna się ona odbywać na zasadzie dobrowolności, nie w zamian za inny wolny dzień, dlatego, że w naszym społeczeństwie to niedziela jest jednak jest uważana za taki najważniejszy dzień.

Spędzamy go głównie w gronie rodzinnym itd.
Tak, zgadza się. W ogóle płaca za pracę w niedzielę powinna być zdecydowanie wyższa niż w tygodniu. Ale również praca w sobotę, bo sobota też jest wolna. Płaca w niedzielę, bo niedziela jest taka, nazwę to „kościelno-religijna”, a praca w sobotę jest taka sama jak praca w niedzielę, ponieważ inne firmy są również nieczynne.

Dziś niejednokrotnie jest tak (np. w firmach prywatnych), że praca w soboty jest płatna tak samo, jak w dzień roboczy, albo w ogóle nie ma za nią wynagrodzenia, a to m.in. przez wysokie koszty pracy, jakie muszą pokrywać pracodawcy.
Oczywiście to kolejne absurdalne działanie. Jeżeli ludzie pracują przez pięć dni w tygodniu, w większości zawodów trzeba podkreślić, i wobec tego praca w soboty winna być dużo wyżej płatna. Gdy byłam dziekanem Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Gdańskiego to stosowałam taką metodę, że praca w weekendy była bardzo wysoko płatna i ja nie miałam żadnych problemów. Powiem więcej: pracownicy ustawali się w kolejce! A kto nie chciał wtedy pracować to też miał takie prawo i wszyscy byli zadowoleni. To się tyczy zarówno sobót jak i niedziel. Jest absurdem wniosek, który padł w Krakowie, żeby była też wolna Wigilia Bożego Narodzenia. No jeżeli wszyscy wówczas pracują, to normalny dzień pracy, tak?

Owszem.
A więc dlaczego tylko hipermarkety mają być wtedy zamknięte? Kolejne kuriozum.

A czy nie sądzi Pani, że ciągle nowo powstające galerie handlowe, ograniczające małą i średnią przedsiębiorczość w handlu, odhumanizowują po trosze relacje między ludźmi? Do galerii przenosi się niemalże życie towarzyskie, rodzinne itd.
Ja uważam, że i tak i nie. Sądzę, że od tych galerii niestety nie uciekniemy. W sumie utrzymuje się dobry poziom handlu. W okolicach takich galerii na pewno jest gorzej. Np. utrzymują się targi, rynki id. Hipermarkety będą. Ale musimy pamiętać o podstawowym błędzie, jaki został popełniony zaraz na początku transformacji: zwalnianie dużych koncernów z podatków, ulgi itd. Działały one jak wiemy na preferencyjnych warunkach. Teraz też są różnego rodzaju zwolnienia. Kiedy kończy się ten okres, hipermarkety takie zmieniają nazwę i mogą działać od początku na tych samych zasadach. Kapitał ucieka za granicę i to raczej tym należałoby się zająć. Jeśli natomiast idzie o sytuację pracowników hipermarketów, to tutaj wiele zadań stoi przed Państwową Inspekcją Pracy. Ponieważ pracownicy nie mogą być wykorzystywani, np. kobiety nie mogą wykonywać zbyt ciężkich prac a zdarza się, że kasjerki muszą pracować jako magazynierki i przenosić czy przesuwać bardzo ciężkie niejednokrotnie towary. Czyli trzeba po prostu walczyć z wyzyskiem. Ale dobrowolna praca wykonywana w niedziele dla tych, którzy chcą wtedy pracować wyzyskiem nie jest.

Bo gospodarka powinna być środkiem do zdobywania dóbr, a nie celem. Dziękuję za rozmowę.

***
Joanna Senyszyn – prof. zw. dr hab. nauk ekonomicznych, od początku kariery naukowej związana z Uniwersytetem Gdańskim. Pełni funkcję Kierownika Katedry Badań Rynku. W latach 1996 - 2002 (dwie kadencje) była dziekanem Wydziału Zarządzania. Była pierwszym rektorem Wyższej Szkoły Administracji i Biznesu w Gdyni (lata 1994-1995). Jest autorką 4 książek i ponad 150 publikacji z zakresu marketingu, poziomu życia i konsumpcji.
Profesor Senyszyn jest członkinią Sojuszu Lewicy Demokratycznej od początku jego istnienia a od czerwca 2005 roku pełni funkcję wiceprzewodniczącej partii. Jako posłanka na sejm IV kadencji była członkinią Sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą, a także Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa. Należy do Parlamentarnej Grupy Kobiet.
Prowadzi stałą rubrykę w tygodniku "Fakty i Mity" pt. "Katedra Profesor Joanny S.". Jej teksty ukazywały się także w tygodniku "NIE" oraz "Przeglądzie" i "Trybunie".
W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2009 r. Joanna Senyszyn została wybrana na deputowaną w okręgu krakowskim. 12 listopada tego samego roku została wybrana wiceprzewodniczącą komisji Platformy Parlamentu Europejskiego na rzecz przestrzegania świeckiej polityki i rozdziału kościoła od państwa w krajach Unii Europejskiej. Jest członkinią Komisji Praw Kobiet i Równouprawnienia. W 2011 r. ubiegała się o przewodnictwo w SLD, została jednak ponownie wiceprzewodniczącą partii, gdyż przewodniczącym został Leszek Miller.

Rozmawiała: Agnieszka Małecka

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu