Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 21 września. Imieniny: Darii, Mateusza, Wawrzyńca
13/02/2019 - 06:15

Sądecki ratusz stracił kontrolę nad wodociągową spółką? To jeszcze nie koniec

Po tym, jak udziałowcy Sądeckich Wodociągów podczas zwołanego na wniosek prezydenta Ludomira Handzla walnego zgromadzenia wspólników nie poparli jego wniosku o zmianę składu rady nadzorczej, z magistratu popłynęły pomruki niezadowolenia nad utratą kontroli magistratu nad miejską spółką. W oświadczeniu opublikowanym na urzędowej stronie internetowej miasta za winnego takiego stanu rzeczy uznano byłego już prezydenta Ryszarda Nowaka.

O zakusach nowej, ratuszowej władzy na fotel prezesa Sądeckich Wodociągów mówiło się już od jakiegoś czasu. To miała być kolejna miejska spółka do obsadzenia przez ekipę prezydent Ludomira Handzla. Tym razem operacja okazała się bardziej skomplikowana, bo udziałowcami przedsiębiorstwa, poza miastem, są jeszcze samorządy Nawojowej, Starego Sącza,  Korzennej, Kamionki Wielkiej oraz Polski Fundusz Rozwoju. Ten ostatni stał się współwłaścicielem firmy w styczniu ubiegłego roku. To wtedy spółka za 30 milionów złotych sprzedała 20 procent swoich udziałów. Tę decyzję na wniosek ówczesnego prezydenta Ryszarda Nowaka przegłosowali radni.

Czytaj też Część Sądeckich Wodociągów idzie pod młotek. Będzie z tego awantura?

Handzel jako lider Koalicji Nowosądeckiej mówił wtedy z przekąsem w rozmowie z „Sądeczaninem”, że podziwia odwagę sądeckich rajców, którzy tak ochoczo zgodzili się na sprzedaż potężnego majątku.

- Na pewno przeanalizowali metodę wyceny udziałów, ład korporacyjny po transakcji, koszty całej operacji dla Nowego Sącza i mieszkańców miasta, kwestię kontroli nad majątkiem oraz samym podmiotem, który budujemy wspólnie od lat płacąc za usługi Sądeckich Wodociągów. Kiedy sprzedajemy samochód, podejmujemy analizę - dlaczego teraz, czy warto, za ile, na co przeznaczymy środki. Nie ma bowiem obiadu za darmo. Sreber rodowych nie oddaje się do lombardu. Dobrze, że na szczeblu Warszawy nikt nie sprzeda torów kolejowych, sieci energetycznych, rurociągów gazowych i paliwowych. Mam nadzieję - ironizował Handzel.

Dziś owej utraty kontroli doświadcza na własnej skórze jako prezydent, który nie może dokonać zmiany składy rady nadzorczej, skąd wiodłaby prosta droga do odwołania prezesa, choć w oświadczeniu zamieszczonym na stronie internetowej urzędu miasta padają zapewnienia, że o zmianie zarządu spółki nie było mowy 

- Pragniemy wyjaśnić, że kompetencje w zakresie zmian w zarządzie spółki posiada jedynie rada nadzorcza. Dodatkowo, zgodnie z postanowieniami umowy spółki, nawet rada nadzorcza nie może odwołać prezesa zarządu bez zgody jednego ze wspólników - Polskiego Funduszu Rozwoju Z tego powodu wszelkie dywagacje, jakoby obecny prezydent miasta chciał dokonać zmiany zarządu i odwołać prezesa Janusza Adamka są chybione. Bez zgody Funduszu decyzji takiej prezydent bowiem podjąć nie może – czytamy w komunikacie biura prasowego.

Czytaj też Prezes Adamek - prezydent Handzel 1:0 w pierwszym starciu w wodociągach

Czy Ludomir Handzel rozmawiał z przedstawicielami Polskiego Funduszu Rozwoju, nie wiadomo. Na pewno jednak do swojej decyzji przekonywał pozostałych wspólników, co ujawnił w rozmowie z „Sądeczaninem” wójt gminy Nawojowa Stanisław Kiełbasa.

- Pan prezydent dzwonił i umawiał się na spotkanie z każdym z nas, przekonując, żebyśmy głosowali za nim. Trudno to określić jako próbę nacisku, ale byliśmy zdziwieni tym sposobem rozmowy z nami, bo zawsze stanowiliśmy pewnego rodzaju monolit.

Ale monolitu już nie ma, bo samorządowcy z Nawojowej, Kamionki, Korzennej i Starego Sącza powiedzieli „nie” Handzlowi i nowej rady nadzorczej nie chcieli.

Miasto utraciło kontrolę nad Sądeckimi Wodociągami – utyskują w oświadczeniu nowi gospodarze magistratu i jako winnych takiego stanu rzeczy wskazują byłego już prezydenta Ryszarda Nowaka i prezesa Janusza Admka, którzy umowę sprzedaży sfinalizowali.

Kiedy w połowie stycznia ubiegłego roku transakcja została przypieczętowana, Nowak mówił z dumą, że sądecki samorząd jest pionierem, który podjął trudne wyzwanie.

-  Nowy Sącz to pierwsze miasto w kraju, które wprowadza w życie rządowy projekt. Mam nadzieję, że w nasze ślady pójdą inne samorządy, bo to jest naprawdę szansa na rozwój małych i średnich miast – mówił Nowak. – Mam nadzieję, że przyniesie to znakomite efekty nie tylko dla naszego miasta, ale również i innych samorządów w Polsce.

Prezes Janusza Adamka, stwierdził z kolei, że dzięki podpisaniu tej umowy realne stają się inne inwestycje i projekty, które samorządy mają „do zaoferowania” swoim mieszkańcom.

Prezydent Nowak nie krył wówczas, że pieniądze, które miasto otrzyma za sprzedaż udziałów w spółce Sądeckie Wodociągi zamierza przeznaczyć budowę stadionu Sandecji, która wtedy święciła swój – jak się potem okazało – swój krótki tryumf po wejściu do ekstraklasy.

- Nie będę ukrywał, że myślę o budowie nowego stadionu dla klubu sportowego Sandecja. To nie są pieniądze znaczone, a więc samorząd może je wydawać na to, co w danej chwili uważa za konieczne z punktu widzenia społecznego, przede wszystkim na infrastrukturę. Ważne, aby tych pieniędzy nie zmarnować – te słowa Nowaka zostały przywołane w publikowanym, na urzędowej stronie oświadczeniu dotyczącym sytuacji w Sądeckich Wodociągów.

Jak się skończyło? Stadionu jak nie było, tak nie ma, podobnie jak nie ma śladu po pieniądzach ze sprzedaży – stwierdzają nowi gospodarze ratusza i wytykają byłemu wiceprezydentowi Wojciechowi Piechowi, obecnemu radnemu klubu Wybieram Nowy Sącz, że pytany przez prezydenta Handzla o to, co się stało z 30 milionami, które trafiły do kasy miasta „zbył go ogólnikami, stwierdzając, że środki te zostały wydatkowane zgodnie z uchwałą budżetową. Nie wskazał, jednakże na jakie konkretnie cele zostały wydane” – czytamy na stronie miasta.

Czytaj też Gdzie wyparowało 30 milionów ze sprzedaży udziałów w Sądeckich Wodociągach ?

  Co się stało z 30 milionami ze sprzedaży Sadeckich Wodociągów? Przypomnijmy, że to pytanie „Sądeczanin” chciał zadać Ryszardowi Nowakowi. Próby dodzwonienia się do byłego prezydenta spełzły jednak na niczym. W telefonie byłego wiceprezydenta Jerzego Gwiżdża, który rozchorował się zaraz po tym, jak tylko ekipa Handzla zaczęła "czyścić" ratusz, odzywała się tylko automatyczna sekretarka. Była skarbnik urzędu Jadwiga Kusiak już w magistracie nie pracowała.

Ostatecznie pytanie o 30 milionów złotych wziął "na klatę" Wojciech Piech. Były wiceprezydent przyznał, że pierwotnie wśród zadań inwestycyjnych, jeszcze na 2018 rok, miała się znaleźć budowa nowego stadionu Sandecji, ale jak mówi,  okazało się to niemożliwe.

- Prace projektowe i dokumentacyjne są nadal w toku, zaś zezwolenie na budowę zostanie uzyskane najprawdopodobniej dopiero w 2019 roku - tłumaczył Piech. -Wobec tego miasto zrezygnowało z zaciągnięcia planowanego kredytu w wysokości 30 mln zł przewidzianego w budżecie na 2018 rok, a środki pozyskane z Państwowego Funduszu Rozwojowego zostały wykorzystane na wydatki inwestycyjne i majątkowe, które w tym roku wynieść miały łącznie, według planu, około 104 mln zł.

Jak podkreślał były wiceprezydent, pieniądze ze sprzedaży udziałów wodociągowej spółki, zdecydowanie poprawiły kondycję finansową miasta, obniżyły wskaźnik zadłużenia i poprawiły zdolność do zaciągania kredytów w przyszłości dla potrzeb realizacji kolejnych inwestycji, w tym budowy stadionu.

Piech przywoływał opinię dotychczasowej skarbnik miasta Jadwigi Kusiak, która podkreślała, że przejawem niegospodarności byłoby deponowanie wolnych środków na lokacie, a jednocześnie zaciąganie kredytu w sytuacji, kiedy jego oprocentowanie jest znacznie wyższe niż oprocentowanie lokaty.

Nie ma ani pieniędzy, ani kontroli nad Wodociągami mówił wtedy wiceprezydent Artur Bochenek.

Prezes spółki Janusz Adamek tłumaczył wówczas w rozmowie z „Sądeczaninem”, że w 2018 roku kapitał spółki był podwyższany kilka razy i za każdym razem zmieniały się proporcje udziałów każdego ze wspólników.

- Od momentu powstania, spółka w założeniu miała działać nie tylko na terenie miasta. Między innymi dlatego zrealizowany przez nas unijny projekt dotyczył całej Sądecczyzny. To nie jest spółka nowosądeckie wodociągi, tylko Sądeckie Wodociągi. Chodziło o to, żeby funkcjonować w obrębie aglomeracji sądeckiej.  

Jak tłumaczył Adamek, kiedy w 1998 roku spółka powstała na bazie majątku przedsiębiorstwa państwowego, Nowy Sącz miał 100 procent udziałów. To się zmieniło, kiedy przystąpiły do niej Nawojowa, Kamionka i Stary Sącz.

- Gminy budowały na swoim terenie infrastrukturę wodociągową i kanalizacyjną, którą następnie wnosiły do spółki obejmując w zamian udziały. Z każdym rokiem malał udział Nowego Sącza, a rosły udziały gmin. W tym roku nowy majątek do spółki został wniesiony przez gminy Nawojowa i Nowy Sącz a ostatnio przez Korzenną i Kamionkę Wielką. Obecnie miasto ma 47 procent udziałów – mówił Adamek.

Czy brak poparcia udziałowców Sądeckich Wodociągów dla prezydenta Handzla, który liczył na to, że podczas walnego zgromadzenia wspólników zostanie zmieniony skład rady nadzorczej kończy bój o miejską spółkę? Wydaje się, że to dopiero pierwsza odsłona toczącej się batalii.

- Wniosek prezydenta Ludomira Handzla o zwołanie zgromadzenia wspólników oraz o zmiany składu rady nadzorczej podyktowany był zarówno uprawnieniem, jak i obowiązkiem prezydenta do sprawowania należytego nadzoru nad spółką. Jednakże głosami pozostałych wspólników wnioski o zmiany w składzie rady zostały odrzucone. Fakt ten nie zmienia zamiarów prezydenta, aby należycie analizować sytuację w spółce oraz dbać o jej prawidłowe działanie w interesie mieszkańców Nowego Sącza, które to działania będą przez prezydenta podejmowane – czytamy w oświadczeniu opublikowanym przez biuro prasowe urzędu miasta.

[email protected] fot. Jm

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu