Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Poniedziałek, 11 listopada. Imieniny: Bartłomieja, Gertrudy, Marcina
01/06/2019 - 09:50

A jednak będzie Kuwejt w Sękowej? Gaz ciągle płonie już ponad miesiąc

Była Wielka Sobota przed świętem Zmartwychwstania, kiedy spod ziemi, na prywatnej działce w Sękowej zaczęła tryskać ropa naftowa. Wiadomość rozeszła się lotem błyskawicy i postawiła na nogi wszystkie służby. Na polu zaroiło się od strażaków i policji. Natychmiast przyjechali się eksperci z Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa. Razem z ropą wydobywał się gaz. Żeby zapobiec eksplozji, trzeba ją było podpalić. Buchnął ogień na dwanaście metrów i płonie do dziś. Już ponad miesiąc. Ile jeszcze jest pod ziemią tego paliwa? Czy w Sękowej mamy polski Kuwejt?

W samej Sękowej patrzą na to trzeźwo. - E, tam, ropa. Ziemniaki trzeba uratować – mówi właściciel działki, który wśród łąk wypielęgnował sobie kawał pola, gdzie posadził kartofle i akurat teraz, parędziesiąt kroków od kiełkujących gruli, wybiło mu z ziemi ropę z gazem. Wcale go to nie cieszy. Tym bardziej, że choć ropa przestała się wydobywać, nie wiadomo, kiedy wreszcie wypali się gaz.

W Karlinie, na Pomorzu Zachodnim, czterdzieści lat temu ogień walił w górę przez miesiąc.  Gigantyczny płomień sięgał stu dwudziestu metrów, gdy podczas wiercenia szybu doszło do wytrysku i zapłonu ropy naftowej.

Zobacz też Płonie ropa i gaz, które trysnęły z ziemi. Łuna nad Sękową! [WIDEO]

Szybko zapaliły się też nadzieje na polski Kuwejt. W końcu zgasły. Ropy było ledwie trzydzieści ton i wraz z nią skończył się sen Karlina o gospodarczej potędze. W Sękowej ogień jednak ciągle płonie.

Nie było jeszcze takiej sytuacji w Polsce, żeby gaz ulatniał się tak długo w wyniku samoistnej erupcji – mówi w rozmowie z „Sądeczaninem”  Erwin Szwast, dyrektor eksploatacji złóż oddziału PGNiG w Sanoku.

Płonący gaz nadal rozpala marzenia tych, co nie nawykli do takich widoków. Marzą, że to może być wielki come back niewielkich kopalni ropy naftowej, które na tych terenach eksploatowały przecież złoża od stuleci. Egzystowały jeszcze za czasów PRL-u, a potem, z nastaniem wolnego rynku, jedna po drogiej zostały zlikwidowane. Ostanie wyniki wierceń z dużych głębokości, prowadzone w latach siedemdziesiątych, jeszcze „za Gierka”,  były podobno zniechęcające. Dalszych poszukiwań ropy więc zaniechano.

Ale odwierty nadal mają swoje tajemnice i swoje podziemne życie. Ten, który w Wielką Sobotę zaczął wypluwać z siebie ropę i gaz, leży w miejscu, które całkiem niedawno było polem naftowym. Odwiert pod nazwą Franciszek 1, powstał pod koniec dziewiętnastego wieku. Został zaczopowany w 1995 roku. Po dwudziestu czterech latach znów dał o sobie znać. I co z tym zrobić?

- Wszyscy poszukują teraz odnawialnych źródeł energii, a tutaj, u nas, energia sama się wydobywa z ziemi- mówi Małgorzata Małuch wójt gminy Sękowa. – Ale ten gaz ciągle ulatnia się bezproduktywnie. Gdyby była szansa i możliwość jego eksploatacji, na cele lokalne, bo na dużą skalę to się pewnie nie opłaci, można by ogrzać choć wieś i wodę.

Czy to tylko mrzonki, czy też marzenia, które da się zrealizować? Czy jest szansa na to, żeby odżyła kopalnia w Sękowej? Małgorzata Małuch przyznaje, że wymagałoby to specjalistycznych badań zasobności złóż, które dałyby odpowiedź na pytanie, ile nafty kryje się pod ziemią.

Może szanse na eksploatację złóż widzi biznesowy gigant, Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG), które w tej chwili cały czas nadzoruje działkę, na której nagle wytrysnęła ropa. 

- Czas eksploatacji każdego złoża zależy od tego jak jest duże i jakie ma zasoby. Złoże Sękowa-Siary eksploatowane było jeszcze przez Krośnieński Zakład Górnictwa Nafty i Gazu, bodajże do roku 2002 – tłumaczy Erwin Szwast, dyrektor eksploatacji złóż oddziału PGNiG w Sanoku. -  Eksploatacja była prowadzona do czasu, kiedy płyn złożowy zawierający ropę i gaz chciał dopływać do odwiertów na tyle, że opłacało się utrzymanie pracowników i instalacji technologicznych. Do tego dochodziły jeszcze opłaty związane z podatkami za obiekty budowlane zakładu, odprowadzane do samorządów i opłaty eksploatacyjne 

Pytanie, czy skoro takiemu potentatowi jak PGNiG się to nie opłaca, ktoś mógłby na tym zrobić interes na mniejszą skalę, na przykład gmina albo jakiś prywatny przedsiębiorca. Jak podkreśla Szwast, eksploatacja węglowodorów - gazu i ropy - to skomplikowane przedsięwzięcie, na które składają się badania geologiczne, a więc sejsmika, czyli taki Rentgen ziemi, wiercenia, budowa kopalń i sama eksploatacja.

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu