Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 14 listopada. Imieniny: Emila, Laury, Rogera
13/06/2019 - 06:10

Co się wydarzyło w Nowym Sączu. Tesco zwija biznes i zwalnia ludzi

Wiadomość o tym, że Tesco zamyka biznes w Nowym Sączu, rozeszła się w galerii handlowej Gołąbkowice najpierw pocztą pantoflową. Potem załoga o decyzji brytyjskiego właściciela sieci została poinformowana oficjalnie. - Co z nami będzie? Na razie niewiele wiemy - mówi jedna z pracownic. – Płakać po nich nie będę, bo praca jest ciężka, z zarobki marne.

Sądecki sklep, to kolejna placówka, którą w Polsce likwiduje brytyjska sieć. Powód? Biznes coraz gorzej się kreci.

- Zmiany te są częścią naszej pracy, mającej na celu poprawę wyników działalności w Polsce do poziomów osiąganych przez Tesco w innych krajach Europy Środkowej – tyle można wyczytać w oficjalnym komunikacie firmy.

Z publikowanych przez sieć danych finansowych wynika, że przychody ze sprzedaży w naszym kraju zmalały z 10,58 mld zł do 9,61 mld zł. - W ubiegłym roku finansowym firma zmniejszyła też powierzchnię sprzedaży o ponad 102 tys. mkw.- Upraszczamy na przykład model obsługi sklepu - podało Tesco w raporcie.

Jak ten "uproszczony mode"l wygląda? Zagadnięta pracownica sądeckiego sklepu sieci w galerii handlowej przy ulicy Prażmowskiego, ma na ten temat swoje zdanie.

- Tu w Sączu oszczędzają na pracownikach. Z każdym rokiem było nas coraz mniej, a pracy jest coraz więcej. Harówka za nędzne pieniądze. Jestem tu od początku, czyli osiem lat. Zarabiam 2600 złotych brutto. Wychodzi 1800 na rękę. Płakać po nich nie będę. Choć starsi pracownicy się martwią, bo im więcej lat ma się na karku, tym trudniej o pracę.

Czytaj też Tyle płacą kasjerom w sądeckich dyskontach. Cała prawda o zarobkach w Biedronce

Jak dodaje sklepowa, na razie wiadomo tylko tyle, że market będzie czynny tylko do końca września.

- Nie mamy pojęcia jak się z nami rozstaną, ale warto pilnować tego, co tam człowiekowi podsuną do podpisu. Odeszłabym wcześniej, ale mam umowę na czas nieokreślony, więc liczę na to, że dostanę odprawę. Na pewno nie dam się namówić na odejście za porozumieniem stron, bo takie numery już tutaj robili. Byle nie dać pieniędzy.

Co dalej będzie z pracownikami?

Naszym priorytetem jest teraz zaoferowanie odpowiedniego wsparcia dla pracowników zamykanych placówek – wyjaśnia w komunikacie Martin Behan, dyrektor zarządzający Tesco w Polsce.

Jak owo konkretne wsparcie będzie wyglądać? Kiedy pracownicy dostaną wypowiedzenia? Czy dostaną odprawy? – te pytania skierowaliśmy do biura prasowego Tesco.

-  Już przekazaliśmy do urzędów pracy i organizacji związkowych zawiadomienie o zamiarze dokonania zwolnień grupowych. Oznacza to, że obecnie jesteśmy na przewidzianym przepisami prawa etapie konsultacji ze związkami zawodowymi. O szczegółach zatem będziemy mogli mówić po zakończeniu tego etapu – czytamy w przesłanej mailem odpowiedzi.  - W miarę możliwości będziemy oferować pracownikom objętym procesem inne stanowiska pracy w naszych strukturach – dlatego też liczbę osób podaną w zawiadomieniu traktujemy jako teoretyczną i maksymalną.

czytaj też Zaglądamy do kieszeni sądeckim urzędnikom. Ile naprawdę zarabiają 

Jakie inne stanowiska?

- Niektórym z nas zaproponowali pracę w mniejszych sklepach w Muszynie i Piwnicznej. Ja na pewno z tego nie skorzystam. Z marnej pensji musiałabym jeszcze wydawać na dojazdy.

W ostatnich kilkunastu miesiącach Tesco zamknęło w Polsce łącznie sześćdziesiąt  dwa sklepy przynoszące straty. Pracę straciło tysiąc trzysta osób. Brytyjska sieć nadal pozostaje w gronie największych firm handlowych w Polsce z obrotami poniżej 10 mld zł. Firma ma nadal ponad trzysta pięćdziesiąt sklepów.

[email protected] fot.Jm

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu