Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 24 października. Imieniny: Arety, Marty, Marcina
17/03/2020 - 17:35

Biznes na koronawirusie w Nowym Sączu. Skandal czy zwykłe prawo popytu i podaży

- Skandal! To jest rodzaj głupiej, zupełnie idiotycznej pazerności, która objawia się w momencie najmniej ku temu odpowiednim – kipi oburzeniem mieszkanka Nowego Sącza, bo w jednym ze sklepów medycznych za płyn do dezynfekcji musiała zapłacić ponad pięćdziesiąt złotych. Dlaczego cena poszybowała w górę? – Bo drożej jest w hurtowni – tłumaczy właścicielka. Tylko dlaczego w innym sklepie jest taniej o ponad dwadzieścia złotych?

Maseczki, środki dezynfekujące , to teraz towar pierwszej potrzeby. Ich kupno bardziej przypomina polowanie. Strach przed koronawirusem sprawia, że jest jak za komuny. Jeśli „coś rzucą”, znika z półek błyskawicznie.

Czytaj też Epidemia koronawirusa czy epidemia strachu w sklepach w Nowym Sączu

Wśród tych, którym się udało jest Magdalena Ponurkiewicz. W jednym z sądeckich sklepów medycznych kupiła płyn do dezynfekcji za 31 złotych, w drugim za 52 złote. Windowanie ceny uważa za oburzające.

- Skandal! To jest rodzaj głupiej, zupełnie idiotycznej pazerności, która objawia się w momencie najmniej ku temu odpowiednim – mówi zdenerwowana. - To sytuacja nadzwyczajna, która grozi utratą zdrowia, a nawet życia. Tak drastyczne podwyższanie ceny jest po prostu czynem paskudnym i nieetycznym. Uważam, że te środki powinny być teraz znacznie tańsze. Kiedy wyraziłam swoje oburzenie usłyszałam : jeśli pani nie akceptuje tej ceny, nie musi pani u nas kupować.

Agata Mosteniec, właścicielka sklepu medycznego, w którym Magdalena Ponurkiewicz kupiła płyn do dezynfekcji za ponad 50 złotych tłumaczy, że produkt z trudem udało się sprowadzić do Nowego Sącza.

- Nawet nie umiem powiedzieć, w której hurtowni ten preparat kupiliśmy. Wydzwanialiśmy za nim po całej Polsce, tak trudno go znaleźć. W końcu się udało. Sprowadziliśmy go za taką cenę, jaką dawali. Nawet nie pamiętam, ile to było w hurcie.

Jak tłumaczy właścicielka sklepu, trudno sprzedawać produkt poniżej kosztu zakupu.   

- Mogę tylko powiedzieć, jaką mamy marżę. To od 15 do 35 procent. To naprawdę niedużo w porównaniu z marżą w sklepach obuwniczych i odzieżowych. Chcieliśmy dobrze, dostaliśmy po uszach. Rzeczywiście była u nas pani, która zrobiła nam awanturę – dodaje Agata Mosteniec.

Czytyaj też Policja pod pensjonatem w Mszanie przez koronawirusa. Ludziom puszczają nerwy

Dlaczego w jednym sklepie preparat kosztował 31 złotych, a w drugim 52 złote?

- Trudno mi ocenić tę sytuację, ale można przypuszczać, że zwyczajnie wcześniej nie było zapotrzebowania na płyny do dezynfekcji i w magazynach hurtowni mogły być stare zapasy – mówi Marcin Kudrzycki, kierownik jednej z sądeckich hurtowni farmaceutycznych. - W międzyczasie ceny preparatów się zmieniały, a konsumenci nawet tego nie zauważyli. Teraz, kiedy na produkt jest popyt, zwracają na to uwagę

- Ja sam nie widzę jakiegoś drastycznego skoku cen – dodaje farmaceuta.- Trzeba jednak pamiętać, że mamy tu do czynienia z łańcuchem sprzedażowym – producent, hurtownia i dystrybutor. Każdy z pośredników narzuca swoją marżę. Drożeją też przecież produkty codziennego użytku oferowane przez markety i to nikogo nie dziwi.

Kierownik hurtowni podkreśla, że sami producenci preparatów do dezynfekcji być może podnoszą ceny, bo zmieniły się koszty logistyki.

- Kiedyś dostarczały jednego tira, teraz to cztery tiry, które wcześniej nie były zaplanowane, a teraz trzeba za nie zapłacić. Zmieniają się też koszty dystrybucji. To wszystko ma wpływ na finalną cenę. Ja sam uważam, że ceny tego typu produktów aż tak bardzo się nie zmieniły.







Dziękujemy za przesłanie błędu

Sądeczanin HISTORIA (2-2020)