Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 8 grudnia. Imieniny: Delfiny, Marii, Wirginiusza
06/11/2023 - 15:20

Poseł Arkadiusz Mularczyk - przegrany zwycięzca

Dlaczego otrzymanie ponad 62 tysięcy głosów (o czym informują ogromne napisy na kampanijnych bilbordach), w wyborach parlamentarnych nie jest sukcesem tylko porażką i zapowiedzią klęski, która nieuchronnie czeka Arkadiusza Mularczyka, jeśli w swojej działalności publicznej nie dokona istotnych zmian.


Spośród kilku tysięcy informacji na temat posła Arkadiusza Mularczyka, jakie można znaleźć w internecie, Wikipedia, przedstawiając jego sylwetkę informuje, że jest posłem nieprzerwanie od piątej kadencji (to jest od roku 2005 roku) i wiceprzewodniczącym Krajowej Rady Sądownictwa, która po zmianach jakie przeprowadziło Prawo i Sprawiedliwość jeszcze w poprzedniej kadencji jest organem opiniującym wszystkie nominacje sędziowskie.

Arkadiusz Mularczyk jest także przewodniczącym delegacji polskiego Sejmu i Senatu do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy i od 2021 roku wiceprzewodniczącym Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy.

Adwokat z zawodu, Arkadiusz Mularczyk kilkakrotnie, przez różne gazety, uznawany był za bardzo wpływowego prawnika. Pełnił wiele ważnych funkcji zarówno w kraju jak i za granicą, a ukoronowaniem jego politycznej kariery było powołanie jesienią 2022 na stanowisko sekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, w którym był odpowiedzialny za przygotowanie raportu na temat strat wojennych, jakie Polska poniosła w trakcie wywołanej przez Niemcy II wojny światowej. Wielokrotnie, na przestrzeni ostatnich lat, był bohaterem mediów w związku z prowadzoną przez siebie działalnością polityczną.

Brakłoby tu miejsca, gdybyśmy mieli tak, jak zrobiła to Wikipedia, przedstawić wszystkie te sprawy, a zresztą nie jest moim celem rozpisywanie się na temat sukcesów pana posła w Warszawie, a udzielenie odpowiedzi na pytanie dlaczego otrzymanie ponad 62 tysięcy głosów (o czym informują ogromne napisy na kampanijnych jeszcze bilbordach, doskonale widoczne na trasach wjazdowych i wyjazdowych z Nowego Sącza), w wyborach parlamentarnych nie jest sukcesem tylko porażką i zapowiedzią klęski która nieuchronnie go czeka, jeżeli w swojej działalności publicznej nie dokona istotnych zmian.

Kto ratował tracone głosy

Co zatem wydarzyło się w wyborach parlamentarnych 2023 roku ,w których poseł startował w naszym okręgu z drugiej pozycji na liście Prawa i Sprawiedliwości .Najpierw liczby, bo one nie kłamią. W Nowym Sączu, a więc w swoim mateczniku, w mieście w którym wszyscy znają pana posła Arkadiusza Mularczyka, bo tu mieszka, tu ma swoją rodzinę, bo tu przecież przez prawie dwadzieścia lat jest posłem, otrzymał 7,7 tys. głosów co stanowiło prawie 17 proc. wszystkich głosów oddanych na Prawo i Sprawiedliwość.

W roku 2019 było to jednak 9,5 tys. ważnie oddanych głosów, co stanowiło prawie 23 proc. wszystkich głosów oddanych wówczas na Prawo i Sprawiedliwość (dla przypomnienia, było to 21,5 tys. głosów)

Zatem na przestrzeni czterech lat w Nowym Sączu prawie dwa tysiące osób, które w roku 2019 głosowały na pana posła Arkadiusza Mularczyka postanowiło głosować na kogoś innego .Warto w tym miejscu dodać że Pani Iwona Mularczyk w ostatnich wyborach na Prezydenta miasta otrzymała w drugiej turze ponad 15 tys. głosów ,a zatem Pan Poseł nie otrzymał nawet połowy głosów osób, które wcześniej głosowały na jego żonę.

Jeszcze bardziej dramatycznie sytuacja wygląda na terenie powiatu nowosądeckiego, gdzie poseł w roku 2019 otrzymał 31 tys. głosów, a w roku 2023 tylko 25 tys. głosów. Spadek o ponad sześć tysięcy głosów nastąpił, podkreślmy to, na terenie tej części okręgu wyborczego, gdzie wszyscy doskonale znają pana posła, bo przecież sprawuje mandat już prawie dwadzieścia lat. Statystyki te są jeszcze bardziej druzgocące dla Arkadiusza Mularczyka jeżeli zestawimy je z wynikami pana posła Patryka Wichra, który w ostatnich wyborach parlamentarnych uzyskał w Nowym Sączu o ponad dwa tysiące głosów więcej, a na terenie powiatu nowosądeckiego prawie pięć tysięcy głosów więcej. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że to, co stracił dla Prawa i Sprawiedliwości w wyborach Arkadiusz Mularczyk, odzyskiwał Patryk Wicher.

Dlaczego do tego doszło, choć na przestrzeni wielu ostatnich miesięcy Arkadiusz Mularczyk stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych politycznych twarzy Prawa i Sprawiedliwości, symbolizował sprawę, która dla wyborców tego ugrupowania w naszym regionie była jedną z najważniejszych? Wreszcie, jak to się stało że wizyty w opiniotwórczych tygodnikach, w publicznej telewizji i publicznym radio, pomimo splendoru i rozpoznawalności nie przełożyły się na ostateczny wynik wyborczy.

Wojna z Ratuszem

Od momentu wyboru pana Ludomira Handzla na Prezydenta miasta z różnych powodów, ciągle coraz to nowych i wydaje się że ciągle w przekonaniu posła Mularczyka coraz to bardziej ważnych, pan poseł walczy z prezydentem miasta, walczy z takim zapamiętaniem, że w międzyczasie Prawo i Sprawiedliwość traci w Radzie Miasta większość uzyskaną w ostatnich wyborach, a żona pana posła przestaje być przewodniczącą Rady Miasta.

Kolejne krucjaty posła Arkadiusza Mularczyka podejmowane w Krakowie, Warszawie i Bóg jeden wie gdzie jeszcze, niestety walnie przyczyniły się do peryferyzacji Nowego Sącza, a prezydent Ludomir Handzel nic sobie nie robi z kolejnych doniesień do coraz nowych instytucji kontrolnych i konferencji prasowych organizowanych przez pana posła.

Jeżeli Arkadiusz Mularczyk przypuszczał, że podejmowane przez niego działania doprowadzą do osłabienie czy odwołania przed końcem kadencji prezydenta Nowego Sącza, to się pomylił, a pierwsza część rachunku za dotychczasową politykę wobec „Ratusza ”już została przez niego zapłacona (prawie dwa tysiące głosów mniej niż w poprzednich wyborach na terenie obwodów do głosowania, które położone są na terenie miasta Nowego Sącza). Wyborcy, jak zawsze w takich sytuacjach uznali, że wina leży gdzieś pośrodku i postanowili na razie wyciągnąć konsekwencje wobec pana posła Mularczyka.

Szkoda jednak miasta, które na przestrzeni ostatnich lat tak niewiele zyskało z tego że w naszym okręgu mieliśmy aż ośmiu posłów Prawa i Sprawiedliwości.

Brak znaczących sukcesów w pracy Pana Posła na rzecz regionu

Sprawą która budzi największe społeczne emocje zarówno w mieście jak i na terenie powiatu jest oczywiście budowa „sądeczanki”. Pan poseł już w grudniu 2019 roku, był inicjatorem powołania kolejnego zespołu parlamentarnego, który miał się zająć już na dobre tą sprawą. Na koniec kadencji okazało się jednak że zespół który w trakcie czteroletniej kadencji Sejmu spotkał się ledwie cztery razy, w sprawie drogi nie odegrał żadnej roli, a nowej drogi jak nie było, tak nie ma.

Symbol braku skuteczności, za który lokalny lider Prawa i Sprawiedliwości, którym niewątpliwie był Arkadiusz Mularczyk, musiał zapłacić w postaci mniejszej liczby uzyskanych głosów od ludzi, jacy najbardziej na zaangażowanie posła w tej sprawie liczyli. Nie do pojęcia jest również akceptacja ze strony Arkadiusza Mularczyka dla bierności jaką wykazywał i wykazuje się w tej sprawie pan marszałek Witold Kozłowski, do sprawowania funkcji marszałka desygnowany przez Prawo i Sprawiedliwość.

Dysponując budżetem Województwa Małopolskiego, który może, a nie musi być przeznaczony na realizację różnych zadań na terenach poszczególnych gmin, nie stał się skutecznym negocjatorem w sprawie przebiegu „sądeczanki” ,pozbawiając tym wiarygodności przekaz Prawa i Sprawiedliwości w wielu innych, ważnych sprawach.

W tym kontekście warto nawet zadać pytanie, jakie wielkie i ważne inwestycje dla naszego miasta i powiatu zainicjował i szczęśliwie doprowadził do końca pan poseł na spółkę z panem marszałkiem Kozłowskim. Rodzi się pytanie, czy prawdziwe jest bardzo często powtarzane twierdzenie, że żaden z tych ważnych polityków nie chciał się tak naprawdę zaangażować w sprawy naszego regionu, bo każdy z nich był przekonany że Prawo i Sprawiedliwość i tak te wybory wygra - po co więc się starać…

Porażka żony na funkcji przewodniczącej Rady Miasta Nowego Sącza

Pani Iwona Mularczyk jest osobą ambitną i niezwykle pracowitą, która w pracy z młodzieżą miała i ma spore sukcesy, ale czy to oznacza że powinna być prezydentem miasta? Mieszkańcy Nowego Sącza byli świadkami niezwykłego zupełnie eksperymentu. Oto bowiem żona najbardziej wpływowego posła i polityka naszego regionu miała zostać prezydentem miasta. Jednym słowem cała władza byłaby w rękach jednej rodziny. Trudno szukać w Polsce podobnej sytuacji.

Przedstawienie Sądeczanom takiej propozycji było możliwe tylko dlatego, że - jak sądzę - pan poseł przypuszczał, że kredyt zaufania dla Prawa i Sprawiedliwości jest tak duży, że mieszkańcy królewskiego grodu wybiorą nawet tak dziwaczny wariant.

Skutek zaangażowania przez posła żony do polityki, niestety, okazał się opłakany. W zderzeniu ze zgrają starych partyjnych wyjadaczy Pani Iwona Mularczyk musiała ponieść porażkę i tak się też stało, ale konsekwencje tego nieudanego udziału w polityce żony musiał w wyborach ponieść mąż. Nikogo to nie powinno dziwić, bo przecież Sądeczanie to normalni ludzie.

Nieefektywna współpraca z Marszałkiem Województwa, Witoldem Kozłowskim

Jak Sądecczyzna długa i szeroka, wybór z rekomendacji Prawa i Sprawiedliwości Witolda Kozłowskiego na stanowisko Marszałka Województwa Małopolskiego budził nadzieję, a poseł Arkadiusz Mularczyk słusznie czy nie, był uważany przez Sądeczan za jednego z architektów tego sukcesu. Wielu mieszkańców naszego regionu uważało, że nareszcie się coś zmieni, że inwestycje na które od dawna czekaliśmy zostaną wreszcie zrealizowane, a pieniądze z Krakowa pojawią się również i u nas.

Jednym słowem, wszyscy oczekiwali, że będzie lepiej. Region z doświadczonym posłem, który jest liderem politycznym, a mający jeszcze w samorządzie województwa „swojego marszałka” nie doczekał się jednak żadnej wielkiej inwestycji. Nawet takiej, która umożliwiłaby modernizację dróg powiatowych, żeby wlokąca się latami sprawa powrotu podhalańczyków nabrała rozpędu. Stała się rzecz jeszcze gorsza. Nieudolny - jak uważam – marszałek, przy bierności posła Mularczyka wyprowadził wartą kilkadziesiąt milionów złotych zagwarantowaną jeszcze przez poprzednią ekipę rządzącą Małopolską inwestycję Małopolskiego Centrum Kultury Sokół z Nowego Sącza na Podhale.

Podobny brak zaangażowania pana marszałka i posła Mularczyka widoczny był też w sprawie rewitalizacji Jeziora Rożnowskiego. Akcja przywrócenia tego akwenu na powrót Sądecczyźnie, podjęta siłami organizacji pozarządowej, mogła się stać doskonałą okazją do czegoś, co wydarzyło się na Śląsku, czyli do wpisania rewitalizacji zbiornika Rożnowskiego do Regionalnego Programu Operacyjnego i pozyskania na ten cel kilkudziesięciu milionów złotych (w przypadku Śląska na rewitalizację zbiornika w Międzybrodziu Żywieckim zarezerwowano w Regionalnym Programie Operacyjnym kwotę 60 milionów złotych) co w Małopolsce się nie wydarzyło.

Czy może zatem zaskakiwać, że porażka rekomendowanego przez Prawo i Sprawiedliwość marszałka w staraniach o inwestycje dla regionu to również porażka jego promotora, jakim był poseł Mularczyk? Tak do sprawy podchodzą Sądeczanie i trudno im się dziwić.

Brak współpracy z organizacjami społecznymi działającymi na terenie miasta i powiatu

Może to i nie najważniejsza przyczyna przegranego zwycięstwa Pana Posła Arkadiusza Mularczyka, ale zarówno na terenie miasta jak i powiatu próżno szukać organizacji społecznych, z którymi współpraca byłaby dla pan posła priorytetem. Jak się nie ma takich sojuszników, to nawet ogromne pieniądze które zostały przez pana posła zainwestowane w bardzo szeroką kampanię przedwyborczą nie przyniosły oczekiwanego rezultatu.

W działaniach Arkadiusza Mularczyka dominowało przekonanie, że jak tylko zawieszone zostaną banery i plakaty, a w mediach społecznościowych ukaże się odpowiednia liczba wpisów, to wystarczy za całą kampanię. To właśnie w tym elemencie kampanii jak w soczewce widać najlepiej wszystkie problemy Prawa i Sprawiedliwości po ośmiu latach sprawowania władzy: z jednej strony brak partnerów społecznych i politycznych, będący pochodną nieufności polityków tej partii do otaczającej ich rzeczywistości, uniemożliwiał rzeczywiste otwarcie na nowe środowiska i nowych wyborców, z drugiej strony przeświadczenie tychże polityków, że politykę prowadzi się indywidualnie, a największym przeciwnikiem w wyborach jest kolega z listy wyborczej.

Stąd też posła Arkadiusza Mularczyka brakło nawet na podsumowaniu kampanii wyborczej PiSu w naszym regionie, żeby nie mówić o jakiejkolwiek współpracy z innymi posłami w trakcie kampanii. Nie po raz pierwszy i ostatni okazało się, że do zwycięskiej kampanii potrzeba przekonać ludzi, a polityka to gra zespołowa i nawet największy indywidualny sukces jest tylko indywidualnym sukcesem, a nie legitymacją do rządzenia. (Andrzej Marcinkowicki) Fot. tk/jm/pd







Dziękujemy za przesłanie błędu