Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 19 czerwca. Imieniny: Gerwazego, Protazego, Sylwii
07/06/2024 - 20:40

Chcemy żyć normalnie!

Rozmawiamy dziś z kandydatką Konfederacji do Parlamentu Europejskiego w naszym okręgu, panią Nadzieją Jaskółką.

W poprzednich kampaniach wyborczych dała się pani poznać jako osoba, która deklaruje przywiązanie do tradycyjnych wartości. Czy w kampanii do europarlamentu, pani zdaniem, te kwestie są również istotne?
- Nic się nie zmieniło jeśli chodzi o moje przywiązanie do tradycyjnych wartości. Czasem słychać opinie, że kwestie światopoglądowe co do zasady mają mniejsze znaczenie niż chociażby te związane ze sposobem pozyskiwania pieniędzy z Unii. Nic bardziej mylnego. Jeśli nie określimy jasno, w jakim kierunku chcemy iść jako państwo, jako naród, to na cóż nam pozyskane środki. Zresztą te środki
będą z czasem coraz mniejsze i już nawet eurokraci nie ukrywają, że będziemy więcej z naszego budżetu dokładać do Unii niż z niej otrzymywać. Przy tym wszystkim za malejącym strumieniem pieniędzy idą coraz większe wymagania co do norm, jakie musimy przyjąć, ażeby móc korzystać z dotacji unijnych. Dość wspomnieć o tzw. Zielonym Ładzie, czy Pakcie Migracyjnym.

Te dwa pakiety regulacji unijnych budzą obecnie chyba największe emocje. Czy naprawdę te rozwiązania proponowane przez Unię są tak dla nas szkodliwe? Może zacznijmy od tzw. Zielonego Ładu.
Niestety, tak zwany Zielony Ład jest szkodliwy i to na kilku poziomach. Zarówno PiS, jak i obecna koalicja rządząca mówią o fatalnych skutkach zawartych w nim rozwiązań, co świadczy, że nasi rządzący nie mają lub nie chcą mieć żadnego wpływu na treść stanowionych w Brukseli praw, bo jak inaczej wytłumaczyć brak efektywnego sprzeciwu jednych i drugi wobec tych kwestii? Co więcej, unijny komisarz do spraw rolnictwa Janusz Wojciechowski, nominowany do tej funkcji przez PiS, chwalił i nadal chwali Zielony Ład.

Przechodząc już do praktycznych skutków wprowadzenia unijnych przepisów, to pod pozorem walki ze zmianami klimatu obarcza się rolników i pośrednio cały naród ciężarami trudnymi do udźwignięcia.
Wiadomo, że takie pomysły zawarte w tzw. Zielonym Ładzie jak chociażby przymusowe ugorowanie części gruntów, czy ogólnie mówiąc ograniczenie emisji dwutlenku węgla przez rolnictwo - takie
podejście musi spowodować zmniejszenie naszej produkcji rolnej i tym samym wzrost cen.

Zwolennicy, oczywiście, będą mówili, że w zamian będziemy żyli w czystszym środowisku i będziemy się zdrowiej odżywiać. Jest to swoista zachęta do narzucenia sobie jarzma, ale jeśli nawet efektem
byłaby lepsza jakościowo żywność, to zwykłego Polaka nie będzie na nią stać. To jak będziemy karmieni, jak troszczą się o nas eurokraci i nasi rządzący pokazano już przy okazji szerokiego otwarcia
na płody rolne z Ukrainy, które owszem są tanie, ale nie spełniają często podstawowych norm. Taka żywność nie nadaje się dla zwierząt, a przy biernej postawie naszych służb sanitarnych wpuszczono ją w nasz obieg gospodarczy.

A pakt migracyjny?
- Pomysł, żeby zmuszać jakiś kraj do przyjmowania nielegalnych imigrantów pod groźbą płacenia za każdego nieprzyjętego musiał powstać w głowie jakiegoś szaleńca i nie ma nic wspólnego z poważnym traktowaniem państw członkowskich, ani nawet tych imigrantów, których celem są przede wszystkim takie kraje jak Niemcy, czy Francja. Zresztą dostali publiczne zaproszenie od kanclerz Angeli Merkel, więc trudno im się dziwić, że tłumnie przyjeżdżają.

Jeśli Niemcy chcą przyjmować setki, a nawet miliony odmiennych kulturowo i cywilizacyjnie ludzi, powodując tym samym napięcia i wzrost przestępczości we własnym kraju, to rzecz jasna mają prawo tak czynić, ale w momencie, gdy skutki swoich błędów chcą przerzucić na nas - wówczas należy się stanowczo temu sprzeciwić.

To wielkie tematy i zmiany w tym zakresie będą już raczej niemożliwe. Nie zgadzam się. Z niekorzystnych umów zawsze się można wycofać. Nie możemy jako państwo, jako naród być zakładnikami decyzji podejmowanych wbrew naszym interesom, a nawet podważających naszą suwerenność. To samo dotyczy zgody ekipy Morawieckiego na nałożenie na nas europejskich podatków czy odpowiedzialności Polski za europejski dług.

Naiwność, a być może głupota byłego premiera bardzo szybko się zemściła, bo mimo jego potulnej zgody na to, co podsuwano mu w Brukseli do podpisu, oskarżono jego rząd o brak praworządności i zablokowano wypłatę środków z KPO. W dłuższej perspektywie skutki są jednak poważniejsze, bo Polska zrzekła się kompetencji, które leżały po naszej stronie jako państwa. W innych dziedzinach życia również obserwujemy podobny mechanizm. Zresztą biurokraci europejscy wcale nie kryją się, że zmierzają to tak daleko posuniętej integracji, że w zasadzie nasza suwerenność stanie się iluzją.

Wielu Polaków zgadza się, że wiele z nakładanych na nas przepisów przez Unię jest dla nas szkodliwa. Czy mamy jednak jakąś alternatywę? Co jeśli nie Unia?
- To taki sam schemat myślowy, który powielają ci, którzy usiłują nam wmówić, że istnieje w naszym życiu polityczny wybór tylko między PiSem, a partiami rządzącymi z Koalicją Obywatelską na czele. Życie poza Unią Europejską istnieje, a dowodem na to są państwa, które do tego tworu nie należą i radzą sobie całkiem nieźle. Pewnie najlepszym tego dowodem jeśli spojrzymy tylko na nasz kontynent jest Szwajcaria albo Norwegia.

Oczywiście. wiele osób żachnie się, że przecież te kraje od lat są bogate i nie możemy się z nimi porównywać. Ci sami jednak nie widzą sprzeczności, gdy stawiają nam za wzór kraje o podobnym poziomie życia funkcjonujące w ramach Unii Europejskiej. Myślę, że nie ma nic złego w naśladowaniu dobrych rozwiązań, ale to my jako Polacy, powinniśmy decydować, w jakim kierunku idziemy, jaką politykę wdrażamy. Jeśli nawet model rozwoju w ramach Unii był dobry, to zdecydowanie ten model przestał działać.

Paradoksalnie, ci, którzy próbują nas ciągle pouczać, jacy to powinniśmy być otwarci na świat, jak powinniśmy wykorzystywać światowe trendy i dostosowywać się do nich, nie dostrzegli momentu, w którym absurdalne przepisy unijne stały się balastem w rozwoju gospodarki. Ponadto ci, którzy patrzą tylko na słupki PKB nie dostrzegają, że ważny dla poziomu życia jest także poziom bezpieczeństwa.

W takich krajach jak Niemcy, Szwecja, czy Francja, które przyjęły imigrantów z krajów, w których normą są zasady i zachowania, które dla nas są niedopuszczalne - mamy do czynienia z plagą przestępczości. Skończyły się czasy, w których chociażby Niemcy byli synonimem porządku i bogactwa.

Inną sztuczką stosowaną przez ślepych entuzjastów Unii jest twierdzenie, że jeśli nie popieramy integracji unijnej, to jesteśmy zwolennikami Rosji. Tymczasem Unia Europejska nie zapewnia nam bezpieczeństwa, bo przecież nie jest nie sojuszem wojskowym i nie dysponuje siłami zbrojnymi. My naszą siłę obronną przede wszystkim powinniśmy zadbać sami, starając się oczywiście budować sojusze wojskowe.

Niestety, nawet w tak ważnej sprawie jaką jest nasze bezpieczeństwo, nie zrobiono nawet najprostszych rzeczy, a nawet zepsuto te, które funkcjonowały. Mam na myśli chociażby kwestię obrony cywilnej, którą sparaliżowała ustawa o obronie ojczyzny przyjęta za rządów PiS.

Od którego z tych zagadnień, a może jeszcze jakiegoś innego, zaczęłaby Pani pracę w Parlamencie Europejskim, gdyby pani otrzymała mandat?
- Od rzeczy najdrobniejszych. Myślę, że wiele zrobił były europoseł Dobromir Sośnierz, który nagłośnił, jak wygląda procedura głosowania w Parlamencie Europejskim. Trudno było uwierzyć w to, że wiele
przyjmowanych uchwał odbywa się "na oko" przewodniczącego, bez liczenia głosów. Takie nieliczenie się z głosami eurodeputowanych, to jawny przykład lekceważenia przez europejskich biurokratów wyborców.

Swego czasu nagłośniono też sposób pracy niektórych parlamentarzystów, którzy przyjeżdżają na sesję parlamentu rano lub wieczorem tylko po to, by podpisać listę obecności i tym samym zgarnąć dietę za posiedzenie. System funkcjonowania i wynagradzania parlamentarzystów dopuszczający takie nadużycia jest skandaliczny.

Od takich pozornie drobnych zmian trzeba zacząć, bo trudno wykonywać pracę, którą lekceważą brukselscy urzędnicy i trudno godzić się na system, w którym premiuje się leniwych posłów. A jeśli
chodzi o istotę mojej pracy, to oczywiście moja aktywności skupiałaby się na blokowaniu szkodliwych dla Polski przepisów i propagowaniem Europy jako wspólnoty suwerennych państw narodowych.


Na koniec jeszcze proszę o krótkie podsumowanie, dlaczego wyborcy mieliby 9 czerwca wrzucić kartę do urny z zakreślonym pani nazwiskiem?
- Chciałam zachęcić do głosowania wszystkich, którym bliskie są wartości wynikające z wiary katolickiej, dla których ważna jest rodzina oraz dbałość o dobro wspólne. Jestem osobą wierzącą, żoną, matką i nie do przyjęcia jest dla mnie postawa, żeby w życiu publicznym kierować się innymi ideami niż w życiu osobistym. Zależy mi na Polsce i Polakach.

(Materiał sfinansowany ze środków Komitetu Wyborczego Konfederacja Wolność i Niepodległość)

Artykuł sponsorowany







Dziękujemy za przesłanie błędu