Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 21 maja. Imieniny: Jana, Moniki, Wiktora
04/05/2018 - 17:25

Arkadiusz Aleksander o tym, co dzieje się w Sandecji. Ujawniamy klubowe kulisy

Sandecja nie wykorzystała szansy, jaką był awans do ekstraklasy. Sportowo sezon jest jeszcze do uratowania, choć trzeba przyznać, że jest to bardziej efekt szczęścia i słabości przeciwników niż mocy biało-czarnych. Zadaliśmy trudne pytania dyrektorowi sportowemu.

Sandecja zajmuje ostatnie miejsce w tabeli, zaliczyła też serię 22 meczów z rzędu bez zwycięstwa. Przełamanie jej to był efekt 2 goli, jakie Arka Gdynia strzeliła sobie sama. Jak to oceniasz?

Arkadiusz Aleksander: Nikt przed sezonem nie zakładał, że będzie łatwo. Jesteśmy zespołem, który ma najniższy budżet w całej ekstraklasie i trzeba to jasno zaznaczyć. Nie dość tego wszystkie mecze gramy na wyjeździe. Na stadionie w Niecieczy nazywani jesteśmy gospodarzami, ale to nie jest nasz obiekt, oddalony jest o kilkadziesiąt kilometrów i nie dziwi fakt, że tam nie ma wsparcia kibiców jak w przypadku gry u siebie. Taka atmosfera była przy Kilińskiego w Nowym Sączu, dlatego każdy zespół przyjeżdżający tutaj grać miał świadomość, że czeka go trudne zadanie. Sandecja bowiem na trybunach miała dodatkowego zawodnika i to on w trudnych momentach dawał o sobie znać.

Historia polskiej piłki zna przypadki, że drużyny grały na obcym obiekcie i osiągały dobre wyniki. Wisła Kraków w sezonie 2009/2010 została nawet wicemistrzem ekstraklasy, grając w Sosnowcu.

- Zgadza się. Jednak chyba tylko my na wyjeździe musimy grać przez cały sezon.

Czyja to wina?

- Na pewno nie pionu sportowego w klubie, w którym pracuję. Miasto obowiązuje masa procedur przetargowych, z którymi musi się uporać i obowiązujących przepisów prawa. W przypadku tak dużej inwestycji, to zawsze jest czasochłonne. Cały czas liczymy, że nowy stadion powstanie jak najszybciej.

Otwarcie kopert w przetargu na projekt stadionu już za nami, czekamy na wybór wykonawcy. Mówi się o dwóch etapach budowy, najpierw 4,5 tysiąca miejsc, a później ewentualne zwiększenie pojemności do 8 tysięcy krzesełek. Twoim zdaniem, jaka powinna być docelowa wielkość ?

- Moje zdanie się nie zmienia. Jeśli chcemy budować nowy stadion, to taki który spełnia wymogi UEFA IV kategorii. Tak żeby w przyszłości, choć teraz to abstrakcja podobnie, jak kiedyś awans do ekstraklasy wydawał się niemożliwy, można było zagrać na nim w europejskich pucharach.  W takim przypadku pojemność 4,5 tysiąca ten stadion wyklucza. Ponadto jak widzimy PZPN z roku na rok zwiększa wymagania obiektów w najwyższych ligach i może się okazać, że za kilka lat obecna minimalna pojemność w rozgrywkach będzie niewystarczająca. Trzeba mieć to już teraz na uwadze.

Koszty budowy obiektów wymienionych pojemności znacznie się różnią, choć już utrzymanie obiektu nie tak bardzo. Przekroczenie granicy 8 tysięcy miejsc daje jednak możliwości zarobku.

- Oczywiście. Spełnienie kryterium IV wśród stadionów UEFA pozwala na organizację meczów międzynarodowych i turniejów młodzieżowych. Władze PZPN-u pod wodzą: Zbigniewa Bońka, Marka Koźmińskiego i Macieja Sawickiego pokazały już nie raz, że potrafią przyciągnąć do Polski duże imprezy. Zresztą, takie coś to nie tylko dochód, ale również prestiż dla Nowego Sącza. Wszystkie miasta gospodarze mistrzostw U-21 zyskały świetną promocję i reklamę na skalę międzynarodową.

Wróćmy do pierwszego pytania, w którym powiedziałeś o tym, że Sandecja ma najniższy budżet w całej ekstraklasie. O jakiej kwocie konkretnie mówimy w tym kontekście?

- Kilkanaście milionów złotych.

Rozumiem, że trudno tak z głowy powiedzieć dokładnie, ale bliżej 10 czy 20 milionów?

- Zdecydowanie bliżej dziesięciu milionów.

Czyli gdyby Sandecja grała u siebie i miała większy budżet, kibice nie musieliby drżeć o utrzymanie?

- Na pewno gdyby nie trzeba było płacić za wynajem stadionu w Niecieczy, to można by te pieniądze przeznaczyć na wynagrodzenia dla zawodników czy inne ważne cele związane z drużyną.

Ile kosztuje jeden mecz w Niecieczy. Wynajem wraz z wszystkimi kosztami?

- Tajemnica handlowa. Nie chcę tego ujawniać i to chyba nie jest pytanie do dyrektora sportowego.

W środowisku piłkarskim mówi się, że sam wynajem to kwota 75 tysięcy netto i do tego dochodzą normalne koszty organizacji spotkania, jak ochrona oraz pracownicy obsługi. Znając ten rynek szacuję, że rozegranie jednego meczu kosztuje klub miej więcej 110-120 tysięcy złotych.

- Użyję sprawdzonej formuły. Nie potwierdzam i nie zaprzeczam.

Jak ocenisz wszystkie transfery przeprowadzone na ekstraklasę? Takie chyba najbardziej widoczne przykłady, to Mateusz Cetnarski mimo dobrego nazwiska okazał się największym niewypałem, dobrym ruchem raczej był Aleksandar Kolev, natomiast spory potencjał mają za to Ksonz i Sovsic.

- Co do Koleva to warto zaznaczyć, że sprowadziliśmy go za darmo kiedy wypatrzyliśmy go w I lidze, a już w przerwie zimowej zabiegały o niego kluby oferując ciekawe pieniądze. To był bardzo dobry strzał mówiąc po piłkarsku, choć wiosna w jego wykonaniu wygląda, jak wygląda. Natomiast co do Ksonza czy Sovsica, oni przyszli do nas tak późno, bo w styczniu po prostu czekali na lepsze finansowo oferty.

No właśnie dla wielu piłkarzy Sandecja była ostatnim wyborem. Kilku niezłych ligowców odmówiło.

- Na początku okienka transferowego chcieliśmy zatrudnić Polaków. Rozmawialiśmy z Jakubem Czerwińskim, który od razu nam odmówił. Mateusz Szczepaniak był na testach medycznych, ale się rozmyślił. Grzegorz Kuświk był już praktycznie dogadany, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie, bo nie byliśmy w stanie dołożyć mu kilka tysięcy. Podobnie sprawa wyglądała z Piotrem Malarczykiem i Maciejem Jankowskim, którzy dostali  w ostatnich chwili lepsze oferty. Dodatkowo niemal do samego końca okienka staraliśmy się o Michała Kopczyńskiego z Legii. Klub był na tak, ale zawodnik zrezygnował. Gdybyśmy mieli większe możliwości finansowe, to prawdopodobne, ze Ci zawodnicy trafiliby do nas.

Jakie pieniądze Sandecja jest w stanie płacić swoim zawodnikom?

- Najmniejsze ze wszystkich klubów w ekstraklasie.

To już ustaliliśmy, ale chodzi o konkretne liczby. Nieoficjalnie w środowisku szacuje się, że w Nowym Sączu są piłkarze zarabiający trochę powyżej 20 tysięcy miesięcznie netto. Prawda?

- Odpowiem w taki sposób. Jesteśmy swój pierwszy rok w ekstraklasie. W ostatnich latach obracaliśmy się w zupełnie innych realiach i nie byliśmy gotowi na to, aby płacić piłkarzom po 30 czy 40 tysięcy miesięcznie. W przypadku zawodników ofensywnych, to już raczej w Polsce norma. U nas jest to niemożliwe, więc dopóki nie osiągniemy tego pułapu trudno porównywać się z konkurencją.

Czyli można ocenić, że na rynku transferowym zrobiliście maksimum tego na co Was stać?

- Taka jest prawda. Zespół bardzo dobrze prezentował się w okresie przygotowawczym. Jednak wróciliśmy z obozu w Turcji i nie mieliśmy gdzie trenować. Mieliśmy jedynie sztuczną murawę, podczas gdy inne kluby korzystały z naturalnej podgrzewanej. Dopiero jadąc na pierwszy mecz w rundzie wiosennej drużyna miała styczność z takim podłożem. Inne kluby miały tę przewagę.

Jeszcze wracając do nowych zawodników, tych sprowadzonych w zimie. Owszem Pavlo Ksonz i Damir Sovsic dali zespołowi jakość, to od razu rzuca się w oczy. Obrońcą z przypadku nie jest również Alesandru Benga, a Jakub Bartosz jest przecież regularnie powoływany do reprezentacji młodzieżowej. Zwróć uwagę na Jakuba Grića. Przychodził do nas jako zawodnik słowackiej kadry U-21, a po tym jak stracił miejsce w składzie Sandecji, odsunął go od drużyny również selekcjoner.

Mówimy o możliwościach finansowych klubu. Kibice zwracają uwagę na to, że spółka akcyjna nie powiększyła swojego budżetu sprowadzeniem poważnych sponsorów, a wręcz kilku straciła. Można wymienić tutaj choćby firmę Wiśniowski czy Termy Szaflary. Jak to możliwe przy awansie?

- Nie chcę się wypowiadać na ten temat. To nie moja działka w klubie. Pracuję w pionie sportowym, odpowiedzialnym również za Akademię Sandecja, a od sponsorów w klubie są inni ludzie.

Rozumiem, że dyrektor sportowy ma inne zajęcia. W klubie jednak funkcjonuje dział marketingu, który jest prawie jak Yeti, bo wszyscy o nim słyszeli, ale nikt nie widział jego działalności. Do tego władze i kilku innych pracowników. Cała rzesza ludzi, a efekty nie są większe niż w I lidze.

- Według mojej wiedzy, każdy robi to co może i działa na 100% możliwości. Nie mnie to oceniać.

Zapytam więc o kwestię z pionu sportowego. Prezes klubu w jednym z wywiadów powiedział, że w Sandecji istnieje takie coś, jak komitet transferowy. Każdego piłkarza ocenia więc grupa ludzi, kto stworzył tę komórkę i jakimi kryteriami doboru osób do niej się przy tym kierowano?

- Dobór należał do właściciela klubu i mogę tylko powiedzieć, że w składzie są 4 osoby.

Wśród nich jesteś jako dyrektor sportowy. Czy to prawda, że w komitecie transferowym zasiadają również panowie Andrzej Danek oraz Zbigniew Szubryt, jako sponsor klubu?

- Co do pana Andrzeja Danka to tak, jest on przecież oficjalnie dyrektorem klubu i ma wpływ na wszystkie decyzje podejmowane w klubie. Natomiast w przypadku pana Zbigniewa Szubryta, to nie potwierdzam i nie zaprzeczam tej informacji.

Mówiliśmy o nowych zawodnikach, ale patrząc na rundę jesienną, to ówcześni liderzy zespołu, jak Michał Gliwa czy Aleksandar Kolev znacznie obniżyli loty. Oczekiwano chyba od nich więcej.

- Wstrzymałbym się z oceną do końca sezonu. Zostały 4 najważniejsze mecze, a w piłce jest tak, że perspektywa czasem 1 czy 2 tygodni zmienia zupełnie obraz funkcjonowania zawodników i drużyny. Nie ukrywam, wiedzieliśmy, że będzie bardzo ciężko, bo jesteśmy pierwszy raz w  ekstraklasie

Przypominam sobie jak debiutowaliśmy w ówczesnej II lidze, kiedy miałem kilka lat i ojciec zabierał mnie na mecze w Nowym Sączu. To było święto piłki na stadionie przy Kilińskiego. Pamiętajmy jednak, że pomimo wsparcia kibiców, grając u siebie drużyna zajęła ostatnie miejsce.

Dzisiaj pomimo nieco trudniejszej sytuacji logistycznej i gry na wyjeździe my cały czas mamy realna szansę na utrzymanie. Walczymy, jesteśmy w grze do końca, mamy jeszcze coś do udowodnienia. Prawdziwe jest jednak to, że sportowo znacznie przegoniliśmy infrastrukturę jaką mamy, będąc w ekstraklasie jedynym zespołem przez połowę rundy wiosennej trenującym na sztucznym boisku.

Piłkarze w wywiadach, a głównie w imieniu całej drużyny kapitan Dawid Szufryn, zwracał na to uwagę, że boisko w Niecieczy mają tylko na mecze i nie mogą się z nim zapoznać na treningach.

- Jesienią była możliwość, aby skorzystać z takich treningów. Ówczesny trener jednak nie był zwolennikiem tej opcji, stąd nie było tematu. Na wiosnę chcieliśmy do takich rozmów wrócić, ale gospodarze z Bruk-Betu normalnie na tej płycie trenowali i wpuszczenie również nas, po prostu by murawę zrujnowało. Choć nie ukrywajmy, że teraz ona również nie prezentuje się najlepiej.

Pojawiają się opinie, że zatrudnienie Kazimierza Moskala było błędem. Zarzuca się mu, że słynie z remisów i nie potrafi wstrząsnąć drużyną. Wiem, że do ostatniej chwili była opcja niemieckiego trenera Tomasa Orala, który porozumiał się z klubem finansowo. Może to był lepszy ruch?

- W mediach wiele było spekulacji i rozważań. Teraz nie ma sensu takich rzeczy roztrząsać. Zatrudniliśmy trenera Moskala,  bo to w przeszłości był świetny piłkarz, które swoje boiskowe doświadczenie przełożył na pracę trenerską. Jest to uznany na polskim rynku fachowiec, zna środowisko piłkarskie i realia w ekstraklasie, a także specyfikę stadionu w Niecieczy. Dodatkowo w ostatnim sezonie wprowadził Pogoń Szczecin do pierwszej 8, a po jego odejściu Pogoń walczy o utrzymanie. To nie przypadek, że go zatrudniliśmy . To świadoma decyzja, a trener ma nasze pełne zaufanie.

Tak na koniec. Czy pomimo matematycznych szans, ale i trudnego zadania Sandecja się utrzyma?

- Oczywiście mocno w to wierzę ja, a także wszyscy pracownicy klubu. Trzymamy kciuki i wspieramy zespół, trenerów oraz wszystkich pracujących na to osiągnięcie. Przed nami kluczowy mecz, od którego wyniku bardzo wiele zależy. Tego zespołu nie można jeszcze skreślać, szansa jest przed nami.

Rozmawiał Michał Śmierciak







Dziękujemy za przesłanie błędu