Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 18 lipca. Imieniny: Kamila, Karoliny, Roberta
26/06/2016 - 06:50

Kordian Cieślik – słuchają go miliony. Nowy król disco polo nadchodzi z Żeleźnikowej

Kojarzycie „Dziewczynę z gór”, „Wina dzban”, „Ja nie jestem milionerem”? To wszystko discopolowe hity Wacława „Kordiana” Cieślika. Grał na saksofonie, śpiewał rocka, ale to nie było to. Tłumy porwał połączeniem rodzimego disco z folklorem spod Beskidów i Tatr. Ma setki fanek, ale nadal mieszka z rodzicami w Żeleźnikowej Wielkiej pod Nowym Sączem i szuka dziewczyny. Gwiazdorzy? A skąd. Skromny, niech was nie zwiedzie jego czarny chrysler 300 z rejestracją KORDIAN...

Twoja piosenka „Dziewczyna z gór” to fenomen. Na kanale YouTube obejrzano ją prawie 10 milinów razy. Leci także w telewizji. Spodziewałeś się takiego sukcesu?

Powiem tak, czas, w którym napisałem piosenkę, nie trwał nawet godzinę. Najpierw zagrałem melodię, a potem, jak już miałem całą melodię na klawiszu, to pomyślałem, że to musi być o jakieś dziewczynie związanej z górami. Tekst dość łatwo przyszedł mi do głowy. Nie ukrywam, że ta piosenka ma w sobie duszę. W tym momencie byli u mnie w pokoju rodzice i podsłuchiwali, co robię. Nie zapomnę tego dnia. Tata dopowiedział mi „pod Tatrami szukaj jej”, więc rodzice trochę przyczynili się do powstania tej piosenki. Jeśli chodzi o sam teledysk, to wszystko jest przeze mnie zaaranżowane nawet w najmniejszym szczególe. Chyba spodobał się ludziom, bo otrzymuje dużo maili i komentarzy na facebooku. „Dziewczyna z gór” wymiata.

Połączenie disco polo z góralskim folklorem to twój pomysł?

Tak. Nawiązałem kontakt z Ewą Bastą z Białegostoku. Powiedziała mi, musisz iść Kordian w coś podobnego jak Power Play. Nie bardzo mi to odpowiadało. Brzmiało to mniej więcej tak: połączenie disco dance z muzyką gitarową. Mam dużo takich utworów w klimacie disco pop. Głos mam do hit rocka, długo też taką muzykę grałem z zespołem Antidotum. Może kiedyś wrócę do takich piosenek. Kiedy siadła „Dziewczyna z gór”, to zaczęły się maile i telefony z Warszawy, że to jest ten klimat. Nigdy nie ukrywałem, że jestem z Beskidu, z terenu Lachów Sądeckich, a teraz może to dodatkowo wybrzmieć.

Kto przychodzi na twoje koncerty?

Tylko się cieszyć, bo na koncerty przychodzą całe rodziny: od osób najstarszych po kilkuletnie dzieci. Mamy mówią, że ich pociechy mają po dwa, trzy lata i chcą słuchać tylko Kordiana. Jak tu się nie cieszyć. W ostatnią niedziele graliśmy w Wysokie Mazowieckie. Przyjeżdżam 500 kilometrów spod Poznania, zmęczony, a tu jeden wielki krzyk kilku tysięcy gardeł: Kordian, Kordian! Zdarza się, że po koncercie, jak daję autografy, ludzie mówią, że to ich kolejny koncert i tym razem przejechali aż 300 kilometrów. Jak już za mną jeżdżą, to myślę, że jest nieźle.
 

Lata największej popularności disco polo to końcówka lat dziewięćdziesiątych. Jak jest teraz?

Póki nie dostałem się do telewizji, grałem lokalnie, rockowo, często na zlotach motocyklowych. Kiedy zacząłem wyjeżdżać w Polskę, to okazało sie, że taka Warszawa i mazowieckie, wydawać by sie mogło wielcy ludzie – inne życie, ale ludzie chcą się nadal bawić przy disco polo.

Na pewno teraz ono inaczej brzmi niż kiedyś. Myślę, że muzycznie wszystko wygląda bardziej profesjonalnie. To naprawdę brzmi. My na przykład nie wypadamy tak dobrze w klubach jak w plenerach, bo gramy folkowo.
 

Ile w Kordianie, romantycznym wokaliści disco polo, jest Wacka Cieślika z Żeleźnikowej Wielkiej pod Nowym Sączem? Jak wyglądała ta przemiana?

Jestem bardzo pozytywnie nastawiony do życia i ludzi. Kocham rodziców i swoje trzy siostry. Mieszkamy wszyscy razem w przepięknym miejscu, Żeleźnikowej Wielkiej, chociaż stamtąd nie pochodzimy. Jestem bardzo naturalny, nie udaję kogoś, kim nie jestem. Pytają się mnie czasem, czy czuję się gwiazdą? Dociera to do mnie, że stałem się popularny, kiedy wychodzę ze swojego domu na wsi, a ludzie proszą mnie o autograf. Myślę sobie, zaczęło się, ale żeby czuć się gwiazdorem, to nie. W głowie mi się nie przewróci z tej racji, że nie piję i nie palę, nic nie zażywam, a skupiam się na muzyce. Jednego, czego mi brakuje, to „drugiej połówki”.

Nie żartuj? Dostajesz pewnie setki maili od dziewczyn...

Jestem bardzo ostrożny do kobiet, nawet teraz, kiedy mam tysiące fanek. Chcą się umawiać, ale ja nigdy nie chciałbym wykorzystywać swojej popularności do podrywania dziewczyn, to nie w moim stylu. Po prostu źle bym się z tym czuł. Najlepiej czuję się w towarzystwie kobiet w swoim wieku, a nawet starszych, które dobrze znam. Bardzo chciałbym, żeby moja przyszła żona była właśnie stąd i chciała ze mną tu zamieszkać. Za dużo jeżdżę po Polsce na koncerty, żeby jeszcze jeździć tyle czasu do dziewczyny. Jestem już na to chyba za stary.
 

To nie myślałeś o przeprowadzce. Łatwiej by ci było przynajmniej koncertować?

Nigdy, chociaż lubię miasta. Zawsze zwiedzam daną okolicę, gdy gdzieś jestem. W weekendy gramy po trzy, cztery koncerty dziennie, ale jak jest czas, to proszę, zatrzymajmy się, bo chcę coś zwiedzić.

Zobacz: Piotr Pasionek: nadchodzi jego czas. Sądecki „Pudzian” ma 19 lat i tytuł mistrza

Jak się zaczęła twoja przygoda z muzyką. Wiem, że chodziłeś do szkoły muzycznej?

Tak. Ukończyłem szkołę muzyczną pierwszego i drugiego stopnia na nowosądeckiej Zawadzie. Uczył mnie sam dyrektor Buszek, którego teraz serdecznie pozdrawiam. Moim pierwszym instrumentem był saksofon, drugim fortepian. Wokalu nikt mnie nie uczył. Myślę, że to muzykowanie to jakoś we mnie siedzi. Nikt mnie nie uczył grać na akordeonie, a gram. Na perkusji też. Uwielbiam saksofony od alta po sopran.
 

To disco polo nie jest za niską postawioną poprzeczką przy takich umiejętnościach?

Z muzyką bywa różnie. Dwa lata temu dowiedziałem się, że wielu wykonawców najczęściej na koncertach śpiewa z playbacku. Ja tak nie robię. Wielu muzyków w disco ma rockowe korzenie czy muzyczne wykształcenie. Tomek Butryn, z którym teraz gram, to przecież muzyk, który lata występował z Korą. Tutaj też można dać czadu na scenie, pożartować z ludźmi. Naprawdę jest wesoło.
 

Grałeś na rockowo, grałeś na weselach...

Zagrałem wiele wesel. Często tylko sam z klawiszem. Przez pięć lat występowałem regularnie w nowosądeckiej Bohemie. Grałem na saksofonie na ogródkach, a wieczorem na klawiszu w klubie. Pod koniec przychodziły prawdziwe tłumy. Teraz w niedzielę są pustki. Zdarzało się, że ludzi prosili, żebym im teraz zagrał na weselu, ale to już nie ten czas. Menedżer by mnie zabił (śmiech).
 

Zamieniłeś się z Wacława Cieślika w Kordiana. Skąd pomysł na tak literacki pseudonim?

Znałem przed laty świetnego muzyka z Krakowa, który miał na imię Kordian. I taka jest historia. Czasem pojawiają się śmieszne wpisy w internecie, że ktoś na przykład szukał streszczenia „Kordiana”, a trafił na moja muzykę i tak zaczął jej słuchać.
 

Grasz głównie w weekendy. Co robisz w ciągu tygodnia?

W Żeleźnikowej mam swoją karczmę. Pierwsza mi się spaliła, teraz ją odbudowałem. To taka bacówka, w której wszystko, co zrobiłem, to tymi rękami. Uwielbiam drewno. Zrobiłem statek, samochód cały z drewna z maluchowskim silnikiem. Co roku przygotowujemy z rodzicami szopkę bożonarodzeniową z żywymi zwierzętami. Odwiedza nas dużo dzieci. Dziś nawet mieliśmy grupkę dzieci. Mamy kucyki, osiołki, pawie, świnkę wietnamską, owieczki. Jedni przychodzą zobaczyć i pobawić się ze zwierzakami, inni poznać Kordiana.

Czytaj również: Sądeczanin dwa razy odebrał poród w samolocie. Ale to nie wszystko...

Zaczęliśmy rozmowę od twojego największego hitu „Dziewczyna z gór”. Teraz słuchacze zachwycają się clipem „Ja nie jestem milionerem”. Będzie hit?

Jego odsłony idą w górę, ale co z tego wyniknie, to jeszcze nie wiem. Myślę, że „bum” przed Kordianem jeszcze jest.

Rozmawiał Janusz Bobrek (wywiad nieautoryzowany)
Fot. Facebook/Kordian Cieślik, JB

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu


lipcowy miesięcznik