Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 20 września. Imieniny: Eustachego, Faustyny, Renaty
przewiń w dół
Data Publikacji: 
29/12/2015 - 18:45

Choroba – to nie przeszkoda, by nieść pomoc innym i cieszyć się życiem


Sądeckie Amazonki to kobiety niezwykłe, kobiety uparte. Kobiety, które nie poddają się chorobie. Ta siła do walki z rakiem piersi, do wspierania innych drzemie w nich samych. Są one dowodem na to, że z rakiem można wygrać, że rak - to nie wyrok. O tych wspaniałych kobietach zrzeszonych w Nowosądeckim Stowarzyszeniu Amazonek im. Heleny Włodarczyk w Nowym Sączu, ich harcie ducha rozmawiamy z prezeską klubu Krystyną Kronenberger.

Rok 2015 zapisze się w historii klubu zrzeszającego sądeckie Amazonki okrągłym, choć stosunkowo jeszcze „młodym” jubileuszem...

- To prawda. Za nami dwadzieścia lat działalności w Nowym Sączu. To dwadzieścia lat niesienia pomocy kobietom zmagającym się z rakiem piersi. Jubileusz, jaki obchodzimy w tym roku, jest dowodem na to, że można działać nawet w grupie osób, którym przyszło zmierzyć się z jedną z najcięższych chorób cywilizacyjnych. Mimo różnych przejść związanych z chorobą potrafimy sobie pomagać, cieszyć się życiem i tym, że mamy, dla kogo żyć. Czy może być coś piękniejszego?

Nie byłoby tak prężnie i ciągle rozwijającego się klubu bez jego założycielek. To właśnie kilka kobiet odważyło się, w czasach, gdy słowo rak utożsamiane było z nieuchronnym wyrokiem, publicznie i otwarcie mówić o swojej chorobie. Odważyło się nieść pomoc innym kobietom po mastektomii.

- I chwała im za to. To one były siłą sprawczą, a my kontynuujemy to, co one rozpoczęły. Klub powstał 15 grudnia 1995 roku. Pomysł założenia Stowarzyszenia Amazonek w Nowym Sączu wyszedł z inicjatywy czterech kobiet: Heleny Kulpy-Wideł, Anny Horskiej-Mazanec i nieżyjących już - Heleny Włodarczyk, której imię nosi sądecki klub i Magdaleny Handzel. To właśnie Helena Włodarczyk, pierwsza prezeska klubu była siłą napędową, dzięki której klub zaczął bardzo prężnie działać. Na pierwsze, założycielskie zebranie do Klubu Nauczycielskiego „Belfer” przy ul. Narutowicza 2 w Nowym Sączu przyszło 19 pań, które, jak Pani redaktor wspomniała, odważyły się publicznie przyznać do choroby nowotworowej. W 1995 roku byliśmy jedynym klubem, poza krakowskim, działającym w Małopolsce.

Krystyna Kronengerger, sadeckie Amazonki Fot. iga Michalec

Ile osób zrzesza dzisiaj klub?

- Około dziewięćdziesięciu pań. Oczywiście ta liczba jest płynna. Jedne koleżanki odchodzą pokonane przez chorobę, nowe Amazonki dołączają do naszego grona.

Patrząc z perspektywy dwudziestu lat, które minęły, ogromny krok dokonał się w leczeniu chorób nowotworowych i diametralnie zmieniło się podejście chorych do raka, z którym przyszło im się zmagać?

- Jak najbardziej. Zmieniło się i to bardzo na plus. O raku mówi się otwarcie. Dzisiaj choroba ta nie jest powodem do wstydu. Mówienie o chorobie, to pokonanie części stresu związanego z tym, co ona ze sobą niesie. Rak właśnie, jak ja to mówię, „żywi” się między innymi stresem. Trzeba podkreślić, że dzisiaj świadomość Polek o tym, czym jest rak i jak z nim walczyć, jest zupełnie inna. W Nowym Sączu tę pozytywną ścieżkę, innego patrzenia na tę chorobę torowały założycielki i pierwsze członkinie naszego klubu.

Amazonki trafiające do klubu otrzymują pomoc i wsparcie psychiczne od innych Amazonek. Mają one możliwość spotykania się z lekarzami onkologami i psychoonkologiami m.in. z Centrum Onkologii w Krakowie i Centrum Rehabilitacji w Warszawie, psycholożkami, które leczą ich „poranione dusze”. Mogą także korzystać z całej gamy specjalistycznych zabiegów rehabilitacyjnych…

- Z własnego doświadczenia wiem, jak czują się kobiety, które usłyszą od lekarza diagnozę – rak. Wiem, jak ja się wtedy czułam. Dlatego wsparcie psychologiczne w leczeniu chorób nowotworowych jest bardzo ważne, podobnie zresztą, jak rehabilitacja od pierwszych dni po operacji. Staramy się tym wyzwaniom, w miarę naszych możliwości, sprostać. Marzy mi się, aby w Nowym Sączu powstał z prawdziwego zdarzenia ośrodek psychoonkologiczny, z pomocy którego mogłyby także korzystać rodziny Amazonek. Dlaczego. Odpowiedz jest prosta. Na nowotwór choruje Amazonka, ale niejednokrotnie specjalistycznej pomocy, związanej z pojawieniem się w rodzinie takiej choroby, potrzebują bliscy Amazonki. Na tę pomoc psychoonkologiczną cały czas czekamy. Obecnie korzystamy ze wsparcia psychoonkologów krakowskich. Trzeba, bowiem, pamiętać o tym, że nie tylko choruje ciało Amazonki, ale także jej dusza.

Jak ważna w leczeniu tej choroby jest pomoc psychoonkologia?

- Bardzo ważna. Niejednokrotnie chora nie umie sobie odpowiedzieć na takie, czy inne pytanie, związane z chorobą. Taki psychoonkolog, mający szpitalną praktykę umie rozwiać przeróżne rodzące się wątpliwości.

Jak pani trafiła do klubu Amazonek?

- Wkrótce po moje operacji w 2009 roku. Gruza w piersi wybadałam sobie podczas kąpieli. A potem dowiedziałam się od mojej koleżanki działającej w Stowarzyszeniu „Europa Donna”, że jest klub zrzeszający kobiety po mastektomii. Powiedziałam sobie – odwagi i poszłam do klubu. Stojąc pod jego drzwiami miałam obawy - co zastanę, gdy tam wejdę. Przyznam się, że byłam osobą sceptycznie nastawioną do takich klubów. Myślałam, że zobaczę tam kobiety smutne, załamane, z nosami spuszczonymi na kwintę. Kiedy weszłam do klubu przywitały mnie kobiety uśmiechnięte. Uderzyła mnie ich niewyobrażalna energia do życia. Kiedy usłyszałam od nich – będzie dobrze, rak to nie wyrok, nie było już odwrotu. Przyszłam na kolejne spotkanie i następne i tak już zostało. Nie żałuję swojej decyzji.

Do klubu trafiają kobiety w różnym wieku…

- W młodszym i starszym. Nie umiem powiedzieć, które bardziej przeżywają tę chorobę. Każda Amazonka przeżywa ją na swój sposób.

Podobno wiek pań, u których stwierdzono raka piersi obniża się?

- Niestety rak piersi jest wykrywany u coraz młodszych kobiet. Do naszego klubu zgłosiła się pani, która miała 25 lat. Obecnie kontakt z nią nam się urwał.

Niezwykle ważna jest profilaktyka, to, aby nie zaniedbywać badań...

- Ogromnie ważna. Drogie Panie badajmy się regularnie.

W roku jubileuszowym udało się Wam powiększyć waszą siedzibę?

- Faktycznie udało się. Siedziba naszego klubu znajduje się w budynku przy al. Wolności, w którym działają przychodnie sądeckiego szpitala. Od kilku już lat doskwierała nam ciasnota. Zaczęło nam brakować miejsca na prowadzenie zajęć rehabilitacyjnych, z których korzysta naprawdę dużo Amazonek. Dowiedzieliśmy się, że jest wolne pomieszczenie znajdujące się koło naszego klubu. Napisałyśmy pismo do dyrektora sądeckiego szpitala Artura Puszki, który przychylnie odniósł się do naszej prośby. Wspomogli nas sponsorzy. Dzięki temu kupiłyśmy materiały budowlane. Remont już się zakończył. Teraz mamy oddzielną szatnię, pomieszczenie biurowe i powiększoną salę, w której możemy ćwiczyć. Dziękujemy dyrektorowi szpitala, który przychylnie podszedł do naszej prośby i osobom, które pomogły nam zrealizować to zadanie.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiała Iga Michalec

Fot. (MIGA)





Komentarze Facebook

Najczęściej Czytane ________________________________________________________________________________________________________________________________________________