Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 21 czerwca. Imieniny: Alicji, Alojzego, Rudolfa
09/06/2019 - 16:15

Brexit rozbił konserwatystów. Łzy na Downing Street 10

Stało się. W piątek 24 maja br. Theresa Mary May, premier Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej ogłosiła koniec swoich rządów. Porankiem przed drzwiami lokalu numer 10 przy Downing Street, świetle kamer, May oświadczyła, że jej droga jako premiera i lidera Torysów dobiegła końca.

Theresa May przypomniała, że w piątek 7 czerwca zrzeknie się przywództwa w partii. Jednak pozostanie szefem rządu, dopóki nie zostanie wyznaczony jej następca.

W emocjonalnym oświadczeniu May stwierdziła, że odczuwa głęboki smutek z powodu niedoprowadzenia do końca procesu wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii. Że robiła, co mogła, by wynegocjować takie porozumienie, które pozwoliłoby na opuszczenie wspólnoty, a zarazem chroniło miejsca pracy, bezpieczeństwo i Zjednoczone Królestwo. Łamiącym się głosem dodała, że jej ustąpienie z funkcji premiera leży w najlepiej rozumianym interesie narodowym.

Pani premier odchodzi w niesławie. Jako czwarty najkrócej urzędujący szef rządu od czasów zakończenia drugiej wojny światowej. Jako polityk, której nie udało się przeprowadzić skutecznie Brexitu. Jako szefowa Konserwatystów, która nie zdołała zbudować we własnej partii mocnego poparcia dla swoich politycznych projektów. I w końcu jako lider partii rządzącej, której nie udało się znaleźć żadnej płaszczyzny porozumienia z opozycją.

Jeden z najgorszych wyborczych wyników w historii Torysów

Polityczna indolencja premier May doprowadziła do olbrzymiego spadku popularności partii Konserwatywnej. Pierwszy cios przyszedł przy okazji majowych wyborów lokalnych, w których Torysi stracili ponad 1300 mandatów. W wyborach do Europarlamentu partia rządząca poniosła koleją klęskę – na Torysów zagłosowało mniej, niż 9 proc. wyborców.

Brytyjscy komentatorzy twierdzą, że jest to najgorszy wynik w historii partii konserwatywnej od dnia jej powstania w roku 1834. Utracili 15 mandatów do Europarlamentu. I mimo, że  Brexit jest już właściwie faktem, a wybrani posłowie nie przepracują w Brukseli całych kadencji, wyborcze fiasko jest bardzo bolesne.

Gwoździem do politycznej trumny pani premier była propozycja drugiego referendum w sprawie opuszczenia Unii Europejskiej. To wywołało gniew konserwatywnych posłów i bunt części ministrów. Piątkowe oświadczenie Theresy May zostało wymuszone przez wewnątrzpartyjny rokosz. Przewodniczący wpływowego komitetu 1922, Graham Brady, przedstawił jej ultimatum: odejdzie sama, albo stanie przed kolejnym głosowaniem o wotum nieufności. Premier przeliczyła więc głosy i zdecydowała się ustąpić.

Kiepska taktyka negocjacyjna

Teresa May okazała się słabym taktykiem. Była nieprzejednana wobec opozycji zewnętrznej, a zarazem potraktowała konserwatywnych zwolenników pozostania w strukturach UE jak sabotażystów, którzy przeszkadzają jej w prowadzeniu skutecznej polityki zagranicznej. Nie miała żadnej wizji tego, co może stać się z Wielką Brytanią po przeprowadzonym Brexicie. A nawet, jeśli ją miała, to nie potrafiła do niej przekonać ani swoich partyjnych kolegów, ani opozycjonistów z Izby Gmin.

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji

Masz ciekawe zdjęcia lub wideo? Przyślij do nas!







Dziękujemy za przesłanie błędu


Czerwcowy miesięcznik "Sądeczanin" już w kioskach