Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 2 grudnia. Imieniny: Balbiny, Ksawerego, Pauliny
04/05/2018 - 02:00

Początki Centrum Kultury w Krynicy to były dla mnie lata sukcesu (8)

- mówi Stefan Sopata, pierwszy dyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury w Krynicy, który kierował tą placówką przez 22 lata.

Stefan Sopata i Bogusław Kaczyński. Fot. z archiwum S. Sopaty

Stefan Sopata i Bogusław Kaczyński. Fot. z archiwum S. Sopaty​

 Kiedy w 1978 roku został Pan dyrektorem i zaczął Pan organizować działalność Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury w Krynicy, przejął Pan także organizację Festiwalu im. Jana Kiepury…
- … i od razu uderzyłem do pana Kaczyńskiego. Pojechałem do niego do Warszawy.

- Dlaczego Bogusław Kaczyński?
- Widziałem go w telewizji. Był bardzo popularny. Poza tym był showmenem. W jednym palcu miał wiedzę dotyczącą wszystkich sław operowych i operetkowych. Miałem pewność, że go zarażę naszym festiwalem. Byłem u niego trzy razy. Ale nie dał mi odpowiedzi. Wahał się. Prosiłem więc o pomoc pana Kazimierza Kowalskiego, który był w Operze w Łodzi, a którego dobrze znałem, przyjaciela Kaczyńskiego. No i załatwił mi Kaczyńskiego do Krynicy.  Kaczyński przyjechał na tydzień i przez ten czas przygotowaliśmy cały program festiwalu. I tak to się zaczęło.

- Sprowadził Pan też do Krynicy Władysława Szlęka, który założył Zespół Tańca Artystycznego „Miniatury”. Skąd taki pomysł?
- Miałem kolegę w Krakowie, w Domu Kultury. Poprosiłem go o pomoc w znalezieniu artysty, który potrafiłby stworzyć zespół. I tak mu podpowiadałem, że może coś z klasyki, bo mamy przecież festiwal. I on mi wskazał Władysława Szlęka, choreografa, tancerza. Znali się dość dobrze. Zaprosiłem go do Krynicy.

- Władysław Szlęk miał już za sobą piękne artystyczne życie gdy przyjechał do Krynicy. Ale najpierw pracował w Tyliczu, przy tamtejszym zespole „Świerszcze”.
- Skierowałem go tam, aby choreograficznie ustawił „Świerszcze”. Ale później od razu zdecydowaliśmy, że stworzymy zespół tu, w Krynicy, i że będzie to zespół baletowy, który został nazwany później „Miniatury”. Zrobiliśmy nabór. Dziewczyny się schodziły, był ich aż nadmiar. Przyjęliśmy wszystkie, ale potem wiele się wycofało, bo nie dawały rady. Od razu były kłopoty z kostiumami. Przecież nic nie można było kupić, nawet zwykłych materiałów, a co dopiero mówić o sukienkach na scenę. W sumie był to kosztowny zespół. Aby stworzyć podstawy: salę, lustra, drążki trzeba było wielu pieniędzy. Do tego jeszcze stroje dla dziewczyn razem z puentami. Ale jakoś się udawało. Trochę dostałem na to pieniędzy w UW w Nowym Sączu, trochę w  Krakowie.

- Po upadku PRL-u było Panu łatwiej kierować ośrodkiem?
- O wiele trudniej, bo skończyła się współpraca z ministerstwem. W Ministerstwie Kultury pojawiły się nowe osoby, których nie znałem. Nie miałem już dojścia. A stan wojenny wcześniej też pokruszył wiele spraw. Było coraz trudniej.  Potem nastały czasy adaptacji do polityki. Adaptacja była powolna i kosztowna, stąd też nie było łatwo. Ale udało się przetrwać.

- Kierował Pan tą placówką 22 lata. W 1995 roku ośrodek zmienił nazwę na Centrum Kultury. Który okres działalności tej instytucji ceni Pan najbardziej?

- Początki, bo dla mnie to były lata sukcesu. Zrobiłem kulturę w terenie, w gminie, stworzyłem placówkę wewnątrz Krynicy, poustawiałem wszystkich Kaowców. Prowadziłem olbrzymia ilość koncertów i to artystów z pierwszych stron gazet. Nie miałem na swoich imprezach chałtury niskiego szczebla. Nawet zespół „Mazowsze” wystąpił w Pijalni, podobnie zresztą jak zespół „Śląsk”. To mnie niosło. Byłem szczęśliwy, że mi się to udawało. Ludzie wtedy byli inni. Nie chodziło jedynie o pieniądze.

- W latach 80. Ośrodek Kultury był wypełniony ciągle ludźmi. Słynny korytarz w tym domu popołudniami tętnił życiem, grały zespoły, wyświetlane były filmy, prowadzone kluby dyskusyjne…
- …i  jeszcze działało kino Jaworzyna, na ok. 400 miejsc, które miało ogromną scenę. Jedynie szkoda, że ta scena nie miała zaplecza.

- Jak Pan teraz ocenia działalność Centrum Kultury w Krynicy-Zdroju?
- Nie oceniam, nie porównuję. Gdy odszedłem z Centrum Kultury, to wycofałem się z wszelkiego zainteresowania i wszelkich więzi z tą placówką. Nie chciałem narzucać czegokolwiek moim następcom. Jestem już całkowicie na uboczu życia kulturalnego Krynicy.

- Ale był Pan w zeszłym roku np. na premierze spektaklu baletowego „Królewna Śnieżka”, przygotowanej przez Zespół Tańca Artystycznego „Miniatury”.
- Byłem. I taka impreza mogłaby być pokazana wszędzie na świecie, nawet w Paryżu czy w Nowym Jorku. To był majstersztyk pod każdym względem, i muzycznie, i tanecznie, i słownie. Bardzo mi się to podobało i byłem bardzo wzruszony.

Rozmawiali: Agnieszka Malatyńska-Stankiewicz i Andrzej Kotlarz

Rozmowy o historii Centrum Kultury w Krynicy-Zdroju, które w tym roku obchodzi 40-lecie, można też usłyszeć na antenie Radia RDN, w każdy wtorek o godz. 10.10. Zapraszamy!







Dziękujemy za przesłanie błędu