Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 18 grudnia. Imieniny: Bogusława, Gracjana, Laury
12/03/2016 - 09:05

Zaszkodził mu romans z PO? Handzel stracił posadę prezesa w ministerialnej spółce

Niedoszły prezydent Nowego Sącza Ludomir Handzel po przegranej z Ryszardem Nowakiem nagle zniknął z lokalnej polityki. Odnalazł się w Warszawie. Jako prezes lotniczej spółki Welcome Airport Services. Swoje rządy sprawował ledwie półtora rok. Firma, która formalnie podlega ministrowi infrastruktury „podziękowała” mu za współpracę, choć jak sam twierdzi, wyciągnął ją z finansowego dołka. Czy Handzlowi odbił się polityczną czkawką lokalny romans z Platformą Obywatelską?

Z Ludomirem Handzlem rozmawia Agnieszka Michalik

Znowu musi pan zmienić posadę. To kolejna spółka w pana karierze, z którą trzeba się pożegnać.

Proszę mi wierzyć, że nie leję łez z tego powodu. Jestem zawodowym menadżerem, który działa zadaniowo. Jest projekt i jego realizacja. Tak było w przypadku restrukturyzacji takich firm jak Stolbud, Telbeskid, czy tworzeniu od podstaw czegoś nowego, jak chociażby szpitalnych oddziałów kardiologii inwazyjnej w Nowym Sączu, Krośnie i Nowym Targu. Kiedy  zamyka się pewien etap, poszukuję nowych wyzwań dla siebie. Bo zarządzanie, które nie wnosi nic nowego po prostu mnie „usypia”.

Teraz nawet nie miał pan czasu na drzemkę. Ta kariera była wyjątkowo krótka. Trwała niespełna półtora roku. To mało na realizację zadań, tym bardziej, że kiedy objął pan posadę prezesa zarządu spółki Welcome Airport Services zapowiadał pan, przywrócenie spółce rentowności. Udało się?

Mogę powiedzieć, że zadanie zostało wykonane. Rok 2015 był dla zarządzanej przeze mnie spółki przełomowy, bo firma wypracowała rekordowe zyski. Ponad 6 mln złotych wyniósł zysk ze sprzedaży. Odnotowaliśmy wzrost przychodów o 16 mln i trzykrotnie większą EBITDA w stosunku do 2014 roku. Wynik jaki spółka osiągnęła za styczeń, ponad 3,6 mln zysku netto, pokazuje, że rok 2016 musi być jeszcze lepszy. W ubiegłym roku podwyżki otrzymało 476 pracowników, co spowodowało zmniejszenie fluktuacji kadr i zatrzymało specjalistów. Zastosowaliśmy też zmianę sposobu zatrudnienia z umów zlecenia na umowy o pracę. W 2015 roku nastąpił wzrost z 930 pracowników zatrudnionych na umowę o pracę do 1114 . Została też opracowana na okres dziesięciu lat strategia spółki wskazująca kierunki dalszego rozwoju i ekspansji. Wskaźnik płynności dowodzi, że zgromadziliśmy duże środki na inwestycje oraz realizację strategii. Pokazaliśmy, że polska firma też może być dobrze zarządzana i przynosić efekty ekonomiczne.

Skoro był pan tak skutecznym prezesem to dlaczego pana odwołano?

Właściciel zawsze ma do tego pełne prawo. To on decyduje o obsadzie stanowisk korporacyjnych, takich jak rada nadzorcza i zarząd. Ale przyczyny odwołania nie podano. Chciałbym jednak podkreślić, że w spółce została przeprowadzona kontrola. Rada nadzorcza dokonała specjalnego audytu i uznała, że był to rekordowy rok dla firmy pod względem wyników i obrotów. Tak więc audyt jest dla spółki korzystny.

Może ma pan niewłaściwy polityczny życiorys i nie pasuje pan ministrowi  infrastruktury, któremu bezpośrednio podlega Państwowe Przedsiębiorstwo Porty Lotnicze, właściciel spółki  Welcome Airport Services. Przecież jest pan kojarzony z PO?

Nigdy nie byłem członkiem PO.

Niech pan nie udaje politycznej dziewicy. Kiedy startował pan na prezydenta Nowego Sącza Platforma pana popierała, a w wyborach do Parlamentu Europejskiego startował pan z list tego ugrupowania.

Startu z listy PO się nie wypieram, ale przecież w tej partii się nie udzielałem i nie udzielam. Natomiast Platforma miała swojego kandydata na prezydenta miasta, a ja startowałem z niezależnego komitetu.

Ale stanowisko w Welcome Airport Services objął pan za rządów PO. Czyli, jak to się mówi, „z nadania partii”.

Nie zostałem prezesem z niczyjego nadania, po prostu wygrałem konkurs.

Chyba jednak zaszkodził panu ten polityczny romans z PO. Ma pan takie przypuszczenia?

Nie mogę się opierać na swoich przypuszczeniach, ale być może w Warszawie jest tak, jak z odwołaniem prezesa krynickiej spółki uzdrowiskowej.

Czuje się pan rozżalony taką decyzją?

Nie. Już powiedziałem. Akceptuję prawo właściciela do personalnych decyzji

I co zamierza pan teraz zrobić? No bo chyba nie wybiera się pan do sądeckiego pośredniaka?

Na pewno zagospodaruję swój potencjał.

Wróci pan do Nowego Sącza w poszukiwaniu nowego zajęcia?

Przede wszystkim z Nowego Sącza nie wyjechałem. Wracam tu zawsze i będę wracać. Tu jest inny kolor nieba.

Może zaktywizuje się pan na powrót w Koalicji Nowosądeckiej, którą porzucił pan dla warszawskiej, zawodowej kariery?

Koalicji nie porzuciłem, bo jestem cały czas przewodniczącym rady programowej, natomiast operacyjnie bardzo sprawnie działa zarząd pod kierownictwem Artura Bochenka. Jeśli chodzi o moją aktywność, to wszystko zależy od moich zawodowych planów.

A jakie są te zawodowe plany? Otrzymał pan jakąś ciekawą propozycję?

Każdy w takiej sytuacji odpowiada, że tak. Ja powiem szczerze: już otrzymałem trzy interesujące telefony z propozycją rozmów.

A kto do pana zadzwonił?

Tego nie mogę powiedzieć

To może pan zdradzi z jakich miast do pana dzwonili.

Z całej Polski.

Z Nowego Sącza też?

Też.

A czy to była propozycja od pana dobrego znajomego Zbigniewa Konieczka, prezesa Newagu?

Nie. Choć to byłby zaszczyt pracować z tak wybitnym menadżerem.

Zwykle bywał pan bardziej rozmowny. Dziś ciężko się z panem rozmawia. Rozumiem, że branży też pan nie zdradzi. No to może pan powie czy szykuje się panu kolejna posada związana z restrukturyzacją jakiej spółki.

Nic pani ze mnie teraz nie wyciśnie. Powiem tylko, że to są różne propozycje. Ale obiecuję, że kiedy wszystko się wyjaśni, pani pierwsza się o tym dowie.

Trzymam pana za słowo.

Rozmawiała Agnieszka Michalik

Fot:JB
Jeśli zauważyłeś błąd, zaznacz fragment tekstu zawierający ten błąd.
Jarosław Wasiluk, komendant Straży Miejskiej w Nowym Sączu mówi o swych zamierzeniach. Będą drony i ekopatrole






Dziękujemy za przesłanie błędu