Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Poniedziałek, 22 kwietnia. Imieniny: Łukasza, Kai, Nastazji
27/02/2024 - 13:05

Nowe wiersze poetów sądeckich: Jerzy Trzajna

- Podczas gromadzenia materiałów do sylwetek sądeckich poetów, które publikuję od 2016 roku w miesięczniku „Sądeczanin” (wcześniej też na portalu: sądeczanin.info), zorientowałem się, że na ziemi sądeckiej kształtuje się kilka ośrodków, które szczególnie obrodziły w ludzi sięgających po pióro (komputer), by wypowiedzieć swoje myśli, doznania i uczucia pisze prof. Bolesław Faron.

Wymienić tu należy przede wszystkim miasto Nowy Sącz, ale też dolinę Popradu (ze szczególnym uwzględnieniem Piwnicznej), Łososinę Dolną oraz Łącko i okolicę. Tu najwybitniejszym – moim
zdaniem – poetą jest Bronek z Obidzy. Obidza graniczy z Jazowskiem, oddziela je rzeka Dunajec.

Dzisiaj czytelnikom „Sądeczanina” przedstawię Jerzego Trzajnę, urodzonego i zamieszkałego w Jazowsku. Jerzy Trzajna po ponad dwudziestu pięciu latach, podczas których pracował w Jaworznie czy w Krakowie, powrócił na rodzinną ziemię, założył własne przedsiębiorstwo wodno- kanalizacyjne, zbudował dom i zintensyfikował swoje zainteresowania literackie. Wiersze i fragmenty prozy drukuje w „Almanachu Łąckim” i „Angorze”.

Opublikował też tom poezji pt. Wiersze, teksty piosenek. Tomik I (Jazowsko 2019), ze słowem wstępnym Elżbiety Kurek, poetki i hafciarki z gminy Wilga, autorki tomiku Chwila. Książka zawiera sześćdziesiąt tekstów poetyckich z ostatnich lat, a także niektóre wcześniejsze, jak napisana w 1975 roku piosenka Dziewczyna za wodą, Lustro – 1995 rok czy Kołysanka Morska, napisana w Kołobrzegu w roku 2012.



Ze Słowa wstępnego Elżbiety Kurek warto przytoczyć następujące konstatacje: „W swoich wierszach [Jerzy Trzajna] opisuje sens życia i miłość do przyrody, do gór. Wiersze emanują wielką wrażliwością Poety. [...] Pochyla się w szczególności umęczonej sądeckiej przyrodzie. Ubolewa nad jej degradacją, nad Dunajcem, który ukochał od dziecka” (s. 4).

Z tym ubolewaniem nad degradacją umęczonej sądeckiej przyrody to lekka przesada, gdyż kwestii zanieczyszczenia Dunajca dotyczy zaledwie jeden tekst. Natomiast swój stosunek do ziemi rodzinnej poeta manifestuje wprost w komentarzu do piosenki z 1975 roku Dziewczyna za wodą, pomieszczonym na Facebooku: „Urokliwe położenie gminy Łącko w dolinie rzeki Dunajec, chciałem w tamtych latach uszanować i zaznaczyć zależność jej uroku od kaprysów górskiej rzeki, jaką jest Dunajec”.

W wierszu daje o sobie znać młodzieńcza tęsknota do ukochanej, którą oddziela od niego rwąca rzeka. Wśród wielu tematów wierszy zgromadzonych w tym tomiku można wyodrębnić utwory rodzinne – o matce, ojcu, wnukach. Uwagę zwraca wzruszający wiersz Dla Matki. Jest to refleksja z perspektywy człowieka dojrzałego, żal, że jako dziecko nie umiał okazać jej miłości. Podobnie o ojcu, w utworze Ojciec Mój, który posyłając syna w świat, powiada: „Wiedz na drogę synu / o tym byś nie splamił nam honoru”.

Przypomniało mi to pożegnanie mojego ojca, kiedy w niezbyt odległym od Jazowska Czarnym Potoku żegnał mnie przed wyjazdem „do szkół”. Rzekł wówczas tylko jedno zdanie: „pamiętaj synu, jak się nazywasz”. Do tej grupy tekstów zaliczyć też trzeba Słoneczko kochanym wnuczkom, a także Moja ojczyzna (tworzą ją najbliżsi), wiersze: Powrót – Moje wiersze (o powrocie w strony rodzinne), Dziecięce Wspomnienia, Idą święta czy Nasz Sad, Nasz Dom.

Ten świat młodzieńczej arkadii to kraina nad górską rzeką. Dunajcowe Klimaty, apoteoza rzeki, zachwyt nad jej urodą, choć znajdzie się też tutaj tekst Umęczona kraina, gdzie ubolewa na degradację przyrody na przykładzie zanieczyszczenia Dunajca.

Raz po raz w wierszach i piosenkach pojawiają się refleksje nad życiem, jego urodą, wzlotami i upadkami człowieka. Wspomnienia, powroty do lat młodości spędzonej na Sądecczyźnie, westchnienia do tej, która wywoływała wówczas drżenie serca, to częste motywy zawartych tu tekstów (Droga życia – blues; Życie jak kwiat – blues – piosenka; Czas).

Nie stroni również  Jerzy Trzajna od tematów politycznych, choć nie analizuje bieżących zdarzeń politycznych. Wyraża sceptycyzm wobec ludzi, którymi zawładnęła jedynie myśl o karierze, którzy nie oglądają się na innych (Kariera), polityków przestrzega, że ich czas się kiedyś skończy (Polityk). Czasom PRL-u stara się wymierzyć sprawiedliwą ocenę, wskazując również na pozytywne zjawiska w tej epoce.

Wyłania się z tych tekstów postać pogodnego podmiotu lirycznego, przyjaznego ludziom, odrzucającego zło, nienawiść, zawiść i inne przywary. Autor wierzy w dydaktyczny sens słowa pisanego. Chciałby, by jego wiersze czyniły ludzi lepszymi, a świat piękniejszym. Nawet, jeżeli jest to idea nazbyt optymistyczna, może nieco na wyrost, to warto ją zaakcentować.

Swoje myśli, spostrzeżenia wyraża wprost, bez silenia się na specjalną metaforykę czy porównania. Tu i ówdzie pojawia się skłonność do tradycyjnego rymowania. Nie jest jednak w tym względzie konsekwentny. Prostota to cecha tych wierszy, a także prawość i solidność. Gdyby autor planował edycję następnych tomów wierszy, a sadzę, że tak będzie, to sugerowałbym staranniejszą korektę tekstów.  Jest to apel może mniej do poety, a bardziej do potencjalnego wydawcy jego utworów.

Jerzy Trzajna
Wiersze
Jazowsko jak jazy
W mojej wsi mówili
Dunajec jest wieczny
osiadł nad nim człowiek
bo mu z nim dorzecznie.
W mojej wsi na jazach
łososie łowiono,
tratwy z drewnem pierwsze
do Wisły spławiano.
 
W mojej wsi za młodu
płynął czystą wodą,
pili z jego nurtu
zwierzęta i ludzie.
 
W mojej wsi Dunajec
białe miał kamienie,
strome jego brzegi,
widzą nas w nim, z cieniem.
 
Jazowiak
Pod koniec swojego samotnego życia
w oczekiwaniu na kilka lepszych chwil
i łyk nadziei z gwinta, codzienne rano,
stał pod sklepem miejscowego Geesu.
 
Na słowa jak się masz? Po chwili,
z kwaśnym uśmiechem na ustach
i łzami niczym grochy w oczach
odpowiadał, że dobrze.
Jego zmęczona, bladosina pociągła twarz
mówiła więcej.

Bywało, że gdy zdążył już przytłumić
ból swej duszy, zadziornie wspominał,
pamiętasz, jak śpiewaliśmy na ganku
starej poczty, intonując – Na wyspach
kochania, gdzie stanie nasz dom...

Gdzie oni są, ci co tu stali,
gdzieś za mgłą pewnie stoją,
a może mnie tylko tak się zdaje,
że wciąż tu są, gdzieś obok, z nami

On serce miał dobre
i robotę umiał wykonać,
tylko najbliżsi za młodu
za mało go kochali, sądzę.
Wiatry Gruszowa
Na wyniosłym wzgórzu połaci Gruszowa
patrzącym w stronę doliny Dunajca,
widnieją od wieków ludzkie sadyby,
smagane wiatrem, jak wronie gniazda.
 
Każdego roku w porze przedwiośnia
kiedy po zimie śniegi tajały,
złowieszczy koncert jęków i świstów
mieszkańców wzgórza trwogą napawał.
 
Nawała wiatrów jęczących groźnie
od białych Tatr i mórz południa,
trwożyła wszystkich nikt nocą nie spał,
zmuszeni domy, stodoły ratować.
 
Nie jedna strzecha zmieciona wiatrem
zerwane dachy, wyrwane wrota,
świszczący halny podszyty diabłem,
to na przedwiośniu wichrów robota.
 
Domostwo
Za opuszczonym drewnianym domem,
na którym ugięty starością dach
pamięta minione ulewy i wiatry,
rośnie jak on wiekowy też sad.
 
W obejściu przycupła zbutwiała obórka
z grzędą, na której nie pieje już kur,
kępami pokrzyw zarosło podwórko
po gospodarzach mieszka ich duch.
 
I tylko komin rozpruty deszczem
zaświadcza o tym, że płynął nim dym,
szare renety w gałęziach swych gęstwie
skrywają ostatnie owocne im dni.
 
A gdy w jesień cieplejsze słońce,
promieniem ogrzewa domostwo i sad,
można usłyszeć bażanta w zaroślach,
jak głosi krzykliwie, że życie tu trwa.
 
Człowieczeństwo
Już więcej jest za mną
wspinam się pod górę
kolejne wzniesienie
przysłania mój szczyt.
 
Jeszcze nie ostatni
pewnie mam pagórek
idę jednak wolniej
niosąc życie swe.
 
Najwięcej mi ciąży
moje człowieczeństwo
bo być może mogło
inną drogą iść.
 
Bo być może
a może zbyt rzadko
pytałem sam siebie
jak mam z życiem żyć.
 
Śpij synku
Śpij synku, śpij, ja muszę iść,
noc już widnieje, wygania mnie,
tam muszę być, byś ty mógł żyć,
inaczej jak ja, gdybym tobą był.
 
Śpij synku, śpij, nabieraj sił
na mnie już czas, daleka droga,
bo kiedyś ty jak dzisiaj ja,
też musisz iść i silnym być.
 
Śpij synu, śpij, a kiedy wstaniesz
nie płacz przy mamie, że mnie tam nie ma,
zdobędę nam czas, przyjazny wiatr i słodki rogal
byś lepiej miał, jak miałem ja, gdym dzieckiem był.
Przyjacielu
Chcę, jeszcze gościć na ustach twej mowy
i nie unikam polemik wzajemnych,
ale powiedz zwyczajnie prosto
życie to teatr, groteska czy wojna.
 
Pragnę zrozumieć tak niebanalnie,
jaki jest cel ludzkiego istnienia,
czy tylko po to na ziemi żyjemy,
by ją oszpecać, w pustynię zamieniać.
 
Nie, nie daję ci rady, jak żyć należy.
każdy z osobna wybiera swą drogę,
wiem jedno pewnie, że dzieje się zbrodnia
na świata obliczu i jego losach.
 
Wierzę też święcie, że ty mnie w tym wspierasz,
by zaprzestano nakręcać sprężynę
ona już dawno straciła prężność
i może spłonąć jak balon z wodorem.
 
Wczoraj
A przecież jakby wczoraj
był ten czas,
gdy mogłem ciebie
leciuchno niczym piórko
unieść na rękach,
ku naszym szczytom wzniesień
i stawało się niebo bez bram.
 
A dzisiaj wołam oniemiały pustką
i tylko wiatr ten sam
puka w moje okno
wspomnieniem.
 
Mentalność
Wciąż budzę się rano
w starej mentalności
kodowanej biernie
na bezsilność w sobie.
 
Z tym niedowierzaniem
w pozycji obronnej
jak ptak ze zranionym
skrzydłem ku wolności.
 
Z tym pojęciem prawdy
przewrotności słownej,
jak niedziela w piątki
gdy miłość tkwi w grobie.
 
I z nadzieją w drodze
zaoranej wojną,
kiedy świeci promień
nowym blaskiem wschodu.
 
Nocy spokojna
Weź mnie w ramiona ciszy swojej,
myśli odejmij rozedrgane,
niech w niespełnieniu swym
dni spokojniejszych doczekają.
 
Pomaluj smutne barwy snów na jasne,
promieniem słońca jutro nasze oświeć
i taką mi wizję świata przywróć,
w której nie cierpi żaden człowiek.
4.02.2023 r.
 
Wojna
Czemu żeś ty wojno
wciąż nienasycona
żarłabyś bez końca
wiecznie żywych głodna.
 
Żarłabyś i piła
krew chłeptała wściekła
jakby ci kazała
jakaś siła z piekła.
 
Kto cię wojno spłodził
na taką wychował,
że wciąż żądasz ludzi
na śmierć iść gotowych.
 
Komu na tym świecie
tak bardzo zależy,
by dla ciebie wojno
bliźni człowiek nie żył.
10.02.2024 r.


Jerzy Trzajna urodził się 20 kwietnia 1949 roku w Jazowsku w rodzinie robotników fabrycznych, jako najmłodszy syn z jedenaściorga rodzeństwa. Jego dziadkowie ze strony ojca i matki: Sebastian Trzajna ze Słopnic i Wojciech Bulanda z Zalesia przybyli tu w latach 1870-1876, w związku z możliwością podjęcia pracy w Fabryce Mebli Giętych Michała Adera i jego braci.

Założyli rodziny z miejscowymi kobietami. Tak powstała Jazowska gałąź rodu. Ojciec Jerzego Trzajny, Antoni, zajmował się taborem konnym u Aderów. Był żołnierzem we wrześniu 1939 roku, przebywał w niewoli niemieckiej. Po wojnie otrzymał 2,7 ha ziemi na Gruszowie wraz z zabudowaniami po byłym dworze. Matka Tekla z domu Bulanda urodziła się w Kadczy. Zajmowała się gospodarstwem domowym i wychowaniem dzieci.

Jerzy Trzajna po ukończeniu Szkoły Podstawowej w Jazowsku (1958-1965) zdał egzamin do technikum Samochodowego w Nowym Sączu. Ze względu jednak na brak miejsc zaproponowano mu Szkołę Rzemiosł Budowlanych. Podjął tu naukę na specjalności instalacje sanitarne, które były wówczas nowym kierunkiem. Ukończył ją po trzech latach. Następnie pracował w Przedsiębiorstwie Robót Instalacyjnych w Krakowie, na budowach w Jaworznie, a od 1957 roku w Przedsiębiorstwie Naftobudowa.

Pełnił różne funkcje zawodowe, m.in. montera, mistrza, nauczyciela zawodu, kierownika zespołu robót. W latach 1975-1976 kontynuował naukę w Technikum Budowlanym w Jaworznie. Choroba uniemożliwiła mu jednak ukończenie tej edukacji.

Jego zainteresowania literaturą, poezją dały znać o sobie dość wcześnie. Na jego dyplomową pracę z języka polskiego w Nowym Sączu zwróciła uwagę nauczycielka, podkreślając jej oryginalność. Rzecz dotyczyła Balladyny Juliusza Słowackiego. Podczas dłuższej choroby wiele czasu poświęcał na samokształcenie i na lekturę literatury klasycznej, poezji i prac historycznych.

Zaciekawiła go też piosenka, zwłaszcza Wojciecha Młynarskiego. Pierwsze próby literackie, pierwsze teksty lądowały głównie w szufladzie. Dopiero w latach 90. Po powrocie do Jazowska, po założeniu w 1993 roku własnej działalności: Zakład Instalacji Sanitarnych, Wodno- Kanalizacyjnych, CO, Gaz – nieco więcej uwagi poświecił sztuce pisania. Wcześniej swoje zainteresowania kulturą realizował jako gitarzysta zespołu muzyczno-estradowego „Fundamenty” w Jaworznie (1971-1979).

W 1978 roku na przeglądzie Miejskich Zespołów Muzycznych miasta Jaworzno otrzymał wyróżnienie za tekst i melodię utworu o rzece Dunajec pt. Dziewczyna za wodą. Występował też jako członek chóru kościelnego Parafii Rzymsko-Katolickiej w Jazowsku. Wiersze i fragmenty prozy drukuje w „Almanachu Łąckim” i w „Angorze”. Wydał tom poezji Wiersze, teksty piosenek. Tomik I, Jazowsko 2019. Wydawca: Drukarnia Flexergis Sp. z o.o.

Mieszka w Jazowsku, w gminie Łącko. W korespondencji do mnie napisał m.in.: „jestem żonaty, mam trzech synów, a umiłowaniem moim pozostaje zawsze literatura z muzyką. Kończę też obecnie rys historyczno-obyczajowy mojego rodu na terenie ziemi jazowskiej, pozostający w ścisłej korelacji z byłą fabryką mebli Michała Adera w Jazowsku”. 

Wybrał i skomentował: prof. Bolesław Faron







Dziękujemy za przesłanie błędu