Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 17 kwietnia. Imieniny: Anicety, Klary, Rudolfina
05/03/2023 - 21:00

Sądeczanin na Dzień Kobiet: Tajemnice Starego Sącza, Sądeckiej Pani i klasztornych murów

Święta Kinga jest jedną z najbardziej znanych kobiet związanych z Ziemią Sądecką. Z okazji Dnia Kobiet przypominamy jej sylwetkę i losy, które zebrał i opisał Sławomir Wróblewski dla Czytelników „Sądeczanin HISTORIA”.

Za kilka dni będziemy Dzień Kobiet. Sądecczyzna może pochwalić się wieloma kobietami, które wyróżniały się w wielu dziedzinach. O sądeckich kobietach pisali redaktorzy kwartalnika „Sądeczanin HISTORIA” w numerze grudzień/2020 zatytułowanym „Sądecczyzna jest kobietą”.

We wspomnianym wydaniu dr Sławomir Wróblewski przypomniał historię Matki Ziemi Sądeckiej w artykule „Pani sądecka święta księżna Kinga”:

Roku Pańskiego 1257, dnia 2 marca, w Starym Korczynie nad Nidą, Bolesław książę krakowski i sandomierski, zwany Wstydliwym, w obecności księcia kujawskiego i łęczyckiego Kazimierza Konradowica, księcia mazowieckiego Siemowita, Janusza prepozyta, a późniejszego arcybiskupa gnieźnieńskiego oraz grona dostojników przeważnie małopolskich, nadał swojej małżonce Kunegundzie, córce króla Węgier Beli IV, stanowiącą część księstwa krakowskiego ziemię sądecką.

Święta księżna Kinga; Sądecka Pani; „matka ziemi sądeckiej” – nie da się mówić o dawnych dziejach naszego regionu z pominięciem tej niezwykłej postaci. Kinga – inaczej też Kunegunda – urodziła się 5 marca 1234 r. w Ostrzyhomiu, jako córka króla Węgier i Chorwacji Beli IV oraz królowej Marii Laskariny, a wnuczka po ojcu króla Andrzeja II i Gertrudy z bawarsko-istryjskiego rodu Andechs-Meran oraz po matce cesarza bizantyjskiej Nicei Teodora Laskarisa i Anny Angeliny bizantyjskiej cesarzówny.

W wieku pięciu lat przybyła do Polski i została tu zaręczona z księciem Bolesławem, synem Leszka Białego, a gdy miała dwanaście lat oboje zostali sobie poślubieni, według formy sponsalia de futuro, a więc – jak to bywało w ówczesnych rodach panujących – z odroczeniem, „na przyszłość”. Małżeństwo to miało przypieczętować sojusz polityczny polsko-węgierski.

Zgodnie z obowiązującym obyczajem mogło ono zostać skonsumowane, gdy oboje małżonkowie osiągną wiek sprawny – dziś powiedzielibyśmy – pełnoletniość (choć w tamtym czasie przypadała ona nieco wcześniej niż dziś). Jak wiadomo, w tym przypadku tak się nie stało, gdyż Bolesław Wstydliwy przystał na ślub dziewictwa, jaki złożyła Kinga (stąd też nadano księciu taki właśnie a nie inny przydomek) i ich małżeństwo pozostało bezdzietne.

Węgierska królewna wniosła krakowskiemu księciu niemały posag: 40 tysięcy grzywien srebra. Ponadto według znanej legendy dać miała Polsce sól. Oto, według podań, gdy opuszczała dom ojca, ten spytał ją, czego by sobie życzyła. Ona odrzekła, że nie chce „złota, ni kosztowności, albowiem te niosą jeno ze sobą pot i łzy ludzkie”, jak również „licznej służby, gdyż ta znamieniem jest pychy – pierwszego i największego spośród grzechów tego świata”.

Zamiast tego poprosiła o skarb, który Węgrzy posiadali, a Polakom go brakowało – sól twardą z jednej z ojcowskich kopalń. Król Bela podarował jej bogatą kopalnię soli w Marmarosz – w Praid (dziś w Rumunii), gdzie Kinga zdjęła z palca swój zaręczynowy pierścień i wrzuciła go do jednego z szybów. Później, gdy udała się w podróż do Polski, zabrała ze sobą doświadczonych węgierskich górników, którzy już w Bochni, odkopawszy pierwszy bałwan soli – a kopali tam, gdzie wskazała im księżna – znaleźli w nim jej pierścień.

Tyle mówi legenda; a ponieważ w każdej z legend znajdziemy ziarnko prawdy, musi być ono i w tej. Może ziarenkiem tym jest informacja o przybyłych z Kingą z Węgier doświadczonych górnikach solnych. Zapewne wiedzieli oni jak odnaleźć pokłady soli kamiennej, a następnie rozpocząć jej wydobycie, czego też – już na ziemiach księcia Bolesława – z sukcesem dokonali. W 1251 r. zaczęto eksploatację soli kamiennej w Bochni, a rok później w Wieliczce. Dla górników solnych Kinga jest dziś główną świętą patronką.

Czytaj dalej na kolejnej stronie.







Dziękujemy za przesłanie błędu