Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 24 września. Imieniny: Dory, Gerarda, Maryny
przewiń w dół
Data Publikacji: 
12/09/2017 - 07:00

Dobra książka (2). Sądeczanin poleca:„Wiara, nadzieja i miłość w opowiadaniach, baśniach i przypowieściach”


Brat Tadeusz Ruciński FSC w książce „Wiara, nadzieja i miłość w opowiadaniach, baśniach i przypowieściach” snuje refleksje na temat tych wartości, które wyznaczają sens ludzkiego życia. Bo czyż łatwo żyć, nie ufając nikomu…? Jak poradzić sobie z problemami, nie mając nadziei…? W jaki sposób znaleźć radość życia czy podejmować trudne wyzwania, nie kochając…? Zachęcamy do podróży literackiej po baśniowych opowieściach, które być może okażą się cenną inspiracją w naszym życiu.

Tropem Boga

- Bywa, że „wokół samotnych w każdej świata stronie rzeczy zmieniają się w słuch” (Rainer Maria Rilke), ale nie od rzeczy jest to, że niektóre rzeczy mają swoją opowieść. Wiedzą o tym dzieci, ale nie zdradzają się z tym, by nie usłyszeć, że zgłupiały… A ja znalazłem naparstek – w trawie, bez śladu rdzy. Dziwne. Włożyłem go na palec i nagle przypomniała mi się dziwna bajka… – zachęca do niej brat Tadeusz Ruciński.

- W pewnym pustym prawie domu, w najciemniejszym pokoju, kilkoro dzieci omawia coś z przejęciem. Dzieci częściej mówią o dorosłych niż dorośli o dzieciach. A wśród tych – największy z nich chłopiec Jaś głośno oburza się, że dorośli nie opowiadają teraz dzieciom bajek przed zaśnięciem. I zaczyna narzekać na nich: „Patrzcie, chodzą ze złą miną, nic im nie dogodzi, krzyczą i łają nas, a przy tym są tak obojętni, że gdyby się świat zapadł, to by nie zauważyli. A obok wszystkich niepotrzebnych rzeczy mają kogoś, kto nie jest dla nas tak obojętny – Pana Boga. Co prawda nie widziałam Go jeszcze u żadnego z nich, więc myślę, że oni Go gdzieś zgubili. Tacy są roztargnieni i zabiegani. No i głupieją… A przecież Bóg jest konieczny, bo słońce bez niego wschodzić nie może, dzieci nie może być i chleba zabraknie. Jeśli dorośli nie troszczą się o Niego, to my musimy się Nim zająć – kontynuuje autor książki.

- Wiecie? Jak każde będzie nosić Pana Boga przez jeden dzień, to będzie wiadomo, gdzie teraz jest. Jeden malec zaczyna opowiadać, że gdy odmawiał pacierz, to coś poruszyło się w jego złożonych dłoniach – miękkie i ciepłe jak ptaszek, ale na „amen” już tego nie było. „Ale jak Go nosić”? – pada pytanie. Może w jakiejś małej rzeczy? I wtedy Rózia wyjmuje srebrny naparstek. Jest tak ładny, że on będzie tą rzeczą. Pierwszego dnia nosi go Jaś, następnego Ania. Każdy może rozpoznać, które dziecko go nosi, bo jest uroczystsze, jakby to nie był tylko naparstek… Ale po kilku dniach, podczas zabawy w ciuciubabkę, Jaś nagle pyta: „Kto ma Pana Boga”? Oniemieli, bo zapomnieli, kto go miał ostatnio. Według kolejki, miała go mieć Marysia, ale ona nie może go znaleźć, chyba go zgubiła w zabawie. A dzieci żądają od niej Pana Boga. Idą w końcu do domu, bo można kupić nowy… A ona wciąż szuka mimo zapadającego zmierzchu i wilgotniejącej trawy. I kiedy wszystko wygląda bardzo już obco, jakiś człowiek staje przy niej, pytając, czego szuka. I wtedy ona na pół płaczliwie, pół przekornie mówi: „Pana Boga”. Obcy uśmiecha się, bierze ją za rękę, ona ufnie idzie i słyszy, że obcy mówi: „Spójrz, jaki ja ładny naparstek znalazłem…”. Trudno o lepszą bajkę dla mojego znaleziska – konstatuje brat Tadeusz.

- Może go ktoś zgubił w zabawie i już nie szukał, kupił sobie nowy – plastikowy? Czy tak samo się gubi Pana Boga? – powiedzcie, dorośli! Czy poznać to można po tym, że już się nie wierzy w baśnie, w cuda i w niebo? I nie opowiada się już dzieciom bajek? I że się niezauważalnie głupieje? Ale czy to wystarczy, gdy tylko dzieci „zajmą” się Panem Bogiem? Pewnie też Go zgubią, gdy zapomną… Najważniejsze to poczuć, że się Go zgubiło i zacząć, i nie przestawać szukać, mimo że jest coraz ciemniej i obco. I dobrze, że obco! Bo wtedy – jak przywołany przez lęk i upór – przychodzi Ten, który mówi: Nie szukałbyś Mnie, gdybyś Mnie już nie znalazł (św. Augustyn).

- Wkładam naparstek na palec jak pancerzyk na serce z lęku przed ukłuciem… Czasem nosimy takie niewidzialne, większe naparstki na sercu, na duszy na głowie – ochronieni, ale i ogłuszeni, oślepieni… Biegamy wtedy, nie mogąc nazwać swojego niepokoju i tęsknoty, nazywając bogiem wszystko prócz Niego samego. Zdejmuję naparstek, odwracam się ku niebu, by napełnić światłem. Postaram się nosić je w sobie jeden dzień. Ciekawe, czy ktoś to rozpozna…? Kto następny?

Cytaty pochodzą z książki: brat Tadeusz Ruciński FSC, Wiara, nadzieja i miłość w opowiadaniach, baśniach i przypowieściach, Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2011.

I.S.


wrześniowy miesięcznik




Komentarze Facebook