Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 22 lutego. Imieniny: Małgorzaty, Marty, Nikifora
11/02/2019 - 13:40

Wodociągowy sukces za 420 milionów nie wystarczy? Janusz Adamek czeka na wyrok

Pod jego rządami rządów spółka zrealizowała największą branżową inwestycję w Małopolsce za 420 mln zł. Skorzystali z niej przede wszystkim mieszkańcy nowosądeckich osiedli, którzy do tej pory nie mieli dostępu do wodociągów i kanalizacji. W tym roku ma ruszyć budowa nowej sieci wodociągowej dla osiedla Piątkowa. Prezes Sądeckich Wodociągów może pochwalić się licznymi sukcesami, za którymi idą konkretne dane. Ale nad jego głową zbierają się czarne chmury. Mówi się, że nowa ratuszowa ekipa pozbawi go stanowiska.

Z prezesem zarządu spółki Sądeckie Wodociągi rozmawia Jagienka Michalik

Na wniosek prezydenta Ludomira Handzla zbiera się nadzwyczajne walne zgromadzenie wspólników spółki Sądeckie Wodociągi. Punkt obrad jest tylko jeden – zmiana składu rady nadzorczej – co może oznaczać, że straci pan stanowisko prezesa. Pan z kolei zwołał konferencję prasową, na której jednym tchem wyliczył Pan sukcesy spółki z ostatnich lat i plany inwestycyjne na kolejny rok. To taka ucieczka do przodu? Rodzaj sygnału? Chcą zwolnić prezesa, któremu nic nie można zarzucić?
-
Nie. To nie jest żadna ucieczka do przodu. Konferencje prasowe, na których z początkiem roku podsumowujemy to, co udało się zrobić i przedstawiany plany na kolejnych dwanaście miesięcy, organizujemy od kilku lat. Nie wszyscy mieszkańcy, którzy korzystają z wodociągu i kanalizacji obserwują nasze inwestycje, realizowane teraz  na obrzeżach miasta. Chcemy, żeby zobaczyli inny obraz przedsiębiorstwa.

Mówi pan o mieszkańcach, ale temu co prezesi miejskich spółek mówią na konferencjach prasowych z uwagą przysłuchuje się też rządzący ratuszem tandem Ludomir Handzel i Artur Bochenek. Przekaz był bardzo jasny. To pod pana rządami spółka zrealizowała największą w skali Małopolski branżową inwestycję za blisko 420 mln zł między innymi dla mieszkańców nowosądeckich osiedli, którzy do tej pory nie mieli dostępu do sieci wodociągowej i kanalizacji. Czyli nie ma się do czego przyczepić, idą za tym konkretne dane.
-Nie chce mówić o „czepianiu się”. Wolę mówić o konkretnych danych.  Dwadzieścia lat temu spółka wystartowała z majątkiem 25 mln złotych. Kiedy zaczynaliśmy inwestycję osiem lat temu, majątek wynosił 100 mln. Teraz to już ponad 600 milionów. Ze zbudowanej przez nas kanalizacji korzysta ponad 24 tysięcy ludzi, z wodociągów prawie 12 tysięcy. Co ważne, w ciągu wspomnianych 20 lat oprócz wykorzystania środków unijnych zainwestowaliśmy też 160 milionów środków własnych, przeznaczonych na reinwestycje i rozwój sieci.

Operuje pan danymi, milionami… to oczywiście konkrety i sukcesów nie można panu odmówić, ale ludzi najbardziej interesuje cena, jaką muszą płacić za usługi. I ten argument podnoszą władze miasta. Duża część mieszkańców miasta narzeka na to, że woda jest najdroższa w regionie. To około 11 złotych łącznie za metr sześcienny wody i ścieków, a faktycznie 16,5 złotych, gdyby liczyć z tym, co z budżetu dokłada miasto. W tym roku sądecki samorząd musi dopłacić blisko 11 milionów.
-
Taryfa na ten rok i kolejne lata była znana samorządom wchodzącym w skład spółki ponad dziesięć lat temu, już na etapie studium wykonalności, kiedy przedsiębiorstwo starało się o środki unijne na inwestycję. Już wtedy została określona polityka taryfowa. Przystępując do realizacji inwestycji, zarówno rada miasta i jak i rady gmin, miały też świadomość konieczności dopłat. Cena wody, którą płacą mieszkańcy jest nieco powyżej średniej krajowej. To wynik zrealizowania dużych inwestycji. W ciągu pięciu lat wytworzyliśmy majątek, który urósł do obecnej wartości ponad 600 mln złotych. W normalnym trybie inwestowania, bez unijnych dotacji, sieci byłyby budowane przez kilkadziesiąt lat. W ten sposób skumulowały się korzyści dla mieszkańców, bo w krótkim czasie, na dużym obszarze, znaczna populacja zyskała dostęp do wodociągu i kanalizacji.

Duży majątek w krótkim czasie oznacza też skumulowanie kosztów firmy.
-Duży majątek, który  trzeba utrzymać, między innymi  zapłacić od niego podatek. Do tego dochodzą koszty amortyzacji, spłata odsetek i kapitału od zaciągniętych kredytów. Zatem podsumowując temat tego niezwykle ważnego dla społeczeństwa czynnika, jakim jest cena wody i ścieków, trzeba jasno powiedzieć, że tendencja wzrostowa taryfy była znana od etapu projektowania inwestycji. I nie ma tu niespodzianek. Zwołana została nawet dodatkowa nadzwyczajna sesja rady miasta w 2013, kiedy staraliśmy się o dofinansowanie do drugiego projektu, podczas której radni Nowego Sącza zostali poinformowani o wzroście cen wody i ścieków w związku z planowanymi inwestycjami. Wzrost taryfy nie powinien być, więc zaskoczeniem. Wynika, wprost z wyliczeń i prognoz, których dokonano już na etapie projektowania inwestycji.

Padają też i inne zarzuty. Mówi się o przeroście zatrudnienia w spółce.
-Żeby się do tego zarzutu odnieść, podkreślam – rzetelnie i bez demagogii – jedyną możliwością jest porównać się z innymi przedsiębiorstwami o podobnym profilu jak nasze. Cyklicznie prowadzone są analizy porównawcze w branży wodociągowo-kanalizacyjnej. Dane są zbierane i opracowywane są przez Izbę Gospodarczą Wodociągi Polskie. W świetle najświeższych badań porównawczych mamy naprawdę bardzo dobre wskaźniki na tle branży, w swojej klasie przedsiębiorstw, czyli przedsiębiorstw średnich. Jeśli chodzi o wskaźnik dotyczący zatrudnienia, średnia w takich spółkach jak nasza to jeden etat przypadający na cztery kilometry sieci. U nas jeden pracownik obsługuje aż sześć kilometrów sieci! Dzięki metodycznym remontom mamy również o wiele mniejszy wskaźnik awaryjności sieci od średniej branżowej. Możemy się tez pochwalić o wiele wyższym wskaźnikiem wyposażenia wodomierzy w nakładki do zdalnego odczytu. Ten wskaźnik  ten jest dwa razy wyższy niż średnia branżowa. Firma jest, więc postępowa, także w działaniach ułatwiających życie klientom. Wprowadziliśmy między innymi elektroniczny system obsługi klienta – e-BOK.

A jak pan odniesie się do zarzutów, że spółka zamiast skupiać się na inwestycjach w mieście zajmuje się ościennymi gminami.
To nie są wodociągi nowosądeckie, tylko sądeckie. Nowy Sącz w swoich granicach administracyjnych nie ma ujęcia wody. Jedno ujęcie jest w gminie Chełmiec, drugie w gminie Stary Sącz. Kiedy ubiegaliśmy się o środki unijne, musieliśmy przygotować projekt ponadregionalny. Tylko taki mógł otrzymać dofinansowanie. Warto przy tym zaznaczyć, że w 2004 roku wojewoda wyznaczył aglomerację, która obejmuje swoim zasięgiem obszar zlewni ścieków do oczyszczalni. To Nowy Sącz i gminy, które są udziałowcami spółki. Oczywiście największym beneficjentem jest Nowy Sącz i jego obrzeża, więc między innymi osiedla Helena i Poręba. Ale trzeba zwrócić uwagę na aspekt ekologiczny. Jeżeli nie byłoby kanalizacji powyżej terenów Nowego Sącza, w gminach ościennych, groziłoby to zrzutem ścieków do lokalnych potoków i rzek, a w konsekwencji zatruciem tych nowosądeckich. Miasto i przyległe miejscowości tworzą jedną, położoną w kotlinie aglomerację. Bez dobrej współpracy pomiędzy wszystkimi gminami osiągnięcie tego efektu, czyli zwodociągowania i skanalizowania na taką skalę, nie byłoby możliwe.

Skoro nowe władza formułują pod adresem zarządu spółki zarzuty, to może najprościej byłoby po prostu się spotkać i to wszystko sobie wyjaśnić.
-Nie było i nie ma problemu. Drzwi do Sądeckich Wodociągów są zawsze otwarte.

Może nie trzeba było wyczekiwać, kto, do kogo zapuka, tylko zaproponować takie spotkanie.
To nie jest kwestia tego, komu z głowy spadnie korona. O walnym zgromadzeniu dowiedziałem się z oficjalnego pisma z ratusza. Ale moim zdaniem przesłanki do planowanych – jak przypuszczam – zmian, nie mają nic wspólnego z merytoryką.

A więc o wszystkim decyduje władza i polityka?
-Każdy kto zdobywa władzę ma prawo do swojej oceny i ma prawo do doboru współpracowników. Jednak nie zawsze tym zmianom towarzyszą argumenty merytoryczne. Często są to zmiany stricte polityczne, czyli tak zwana konsumpcja władzy. Wprowadza się swoich ludzi do urzędu miasta i do spółek. Kondycja finansowa kierowanego przeze mnie przedsiębiorstwa jest dobra. Spółka wypracowuje zyski. Nie ma też problemów z jakością wody. Szybko likwidujemy awarie. Ale każdy ma prawo do swojej subiektywnej oceny.

Czy chce pan powiedzieć, że nowi gospodarze ratusza nie mają pojęcia o tym, jaka jest specyfika działania spółki?
-W korporacyjnym łańcuszku zarząd jest na trzecim miejscu. Nad zarządem jest rada nadzorcza, a nad nią zgromadzenie wspólników. W skład tego ostatniego wchodzą współwłaściciele spółki reprezentowani przez wójtów Nawojowej, Korzennej, Kamionki Wielkiej, burmistrza Starego Sącza i prezydenta Nowego Sącza. Część udziałów należy do Funduszu Inwestycji Samorządowych. Zgromadzenie wspólników ma prawo wymienić radę nadzorczą, a rada nadzorcza może wymienić prezesa. Nie muszą tej decyzji uzasadniać.

Rozmawiał pan z samorządowcami, żeby zbadać jaki jest „decyzyjny klimat”?
-Nie. Z nikim się nie kontaktowałem, bo szanuję wymogi korporacyjne i wiem gdzie jest miejsce zarządu spółki. Pan prezydent korzysta ze swoich uprawnień.

A więc czeka pan na wyrok.
To jest ryzyko funkcji prezesa. I na pewno nie będę stosował żadnych uników. Nie zamierzam iść na chorobowe.

Czytaj też Prezes Adamek - prezydent Handzel 1:0 w pierwszym starciu w wodociągach 

[email protected] fot.archiwum

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu

SĄDECZANIN ROKU 2018