Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 26 maja. Imieniny: Eweliny, Jana, Pawła
12/03/2024 - 17:15

Profesor Jan Tadeusz Duda: trzeba pilnować spraw nauki, edukacji i wsparcia dla rodzin

Profesor Jan Tadeusz Duda: trzeba pilnować spraw nauki, edukacji i wsparcia dla rodzin

Panie profesorze, proszę powiedzieć, co uważa pan za swój największy sukces jako radnego i przewodniczącego Sejmiku Województwa Małopolskiego tej kadencji?
- To jest już moja druga kadencja. Jestem zatem radnym wojewódzkim prawie dziewięć i pół roku a od 2019 roku jestem przewodniczącym sejmiku. Działalność w samorządzie traktuję jako swoją powinność. Jestem obserwatorem życia społecznego. Jestem oczywiście konserwatystą chociaż nie niefundamentalistycznym, ale jednak mimo wszystko zdecydowanym konserwatystą.

Włączyłem się do działań ugrupowania, które takie poglądy i takie cele sobie stawia. By budować ład społeczny w sposób spokojny, bez jakichś gwałtownych ruchów, bo życie społeczne i tak jest już bardzo skomplikowane. Zawodowo jestem informatykiem, automatykiem i wiem, co się dzieje, jeśli się nierozważnie oddziałuje nawet na martwą naturę, a cóż dopiero na żywą. Ale
włączyłem się, bo uważałem, że trzeba po prostu wnosić swoje przemyślenia do debaty publicznej.

Poszedłem do samorządu z trzema swoimi postulatami. Pierwszy to budowanie ściślejszej współpracy nauki z samorządem. Bo obserwowałem jeszcze jako pracownik nauki, że te powiązania są zbyt słabe. Jeździłem za granicę i widziałem, że tam jest to znacznie silniejsza więź. Region ma jakieś potrzeby, zgłasza się do nauki. Nauka odpowiada. A u nas w zasadzie trudno się było doszukać w pracach naukowych echa działań samorządu.

Akurat samorząd województwa odpowiada za fundusze regionalne, które były właśnie po to między innymi, żeby wdrażać pewne rozwiązania, które są często kosztowne i powinny być podparte badaniami naukowymi. Drugim moim celem były usprawnienia w edukacji, szczególnie od strony pedagogicznej. Uważałem, że przy kryzysie demograficznym, spadku liczby dzieci w szkołach, powinno się większy nacisk położyć na to, żeby koncentrować się na ich talentach. Idea odkrywania talentów dzieci zawsze mi przyświecała i uważałem, że i samorząd może tu coś zrobić.

Trzeci cel związany był z kryzysem rodziny. Obserwowałem zastraszający, postępujący proces rozpadu rodzin. I uważałem, że samorząd województwa ma tu sporo do zrobienia.

Przyznam, że jeśli chodzi o pierwszy cel, sukces jest umiarkowany chociaż samorząd podpisał porozumienie z wieloma uczelniami. Okazało się, że sam sejmik, jako taki, czyli gremium radnych, niewielki ma wpływ na to. Dopiero w ostatniej kadencji udało mi się zrobić krok dalej, ponieważ wszedłem w skład Komitetu Monitorującego Regionalne Programy Operacyjne. W tym komitecie jestem reprezentantem Związku Województw Rzeczypospolitej.

Jeśli chodzi o edukację chodziło mi przede wszystkim, żeby poprawić promocję nauki w społeczeństwie. Proponowałem, żeby zbudować bazę kompetencji kadry akademickiej w województwie. Chodziłem za tym przez 4 lata i to się nie udało. Chciałem, żeby w specjalnym portalu, który byłby zarządzany przez zarząd województwa i jego odpowiednie służby informatyczne, pracownicy nauki mogli umieszczać swoje oferty badawcze. Nie udało się ze względu na nie do końca dla mnie zrozumiały opór środowisk uczelnianych. A szkoda, bo znaleźć specjalistę od jakiejś konkretnej sprawy, jakiegoś obszaru, takim na przykład obszarem jest ocena walorów środowiskowych, jest naprawdę trudno. Także po to, żeby także przedsiębiorca mógł zapytać, kto może mu
pomóc w rozwiązaniu jakiegoś problemu. Niestety, uczelnie nie są zainteresowane usługami badawczymi, bardziej są zainteresowane grantami.
.
To, co się udało zrobić, to osiągnąć postęp w dwóch pozostałych sprawach. Ruszył bowiem program odkrywania uzdolnień dzieci. Nie tylko matematycznych, czy z obszaru fizyki, ale również kompetencji. Na przykład kompetencji przywódczych, czy kompetencji biznesowych, które można w szkole odkrywać. I takie dzieci można wspierać, żeby po prostu rozwijały ten swój talent. To się udało w tym sensie, że najpierw uruchomiliśmy taki program, który był finansowany z budżetu województwa.

Budżet województwa nie dysponuje jednak dużymi środkami, ale udało się uruchomić pilotażowy program. I teraz w ostatnim półroczu udało się doprowadzić do tego, żeby ten program był finansowany z funduszy europejskich. To jest jakościowa zmiana i to jest jeden z motywów, dla których chcę być dalej w tym województwie, bo tego trzeba dopilnować.

Rozumiem. A kolejny sukces?
- Drugą sprawą jest kwestia wsparcia rodzin. Przez szereg lat występowałem z inicjatywami, żeby województwo wsparło poradnictwo rodzinne. Poradnictwo kryzysowe, rodzinne, jest wprawdzie w kompetencjach samorządu powiatu. Ale to jest naprawdę za mało i uważałem, że trzeba je wesprzeć. Udało mi się doprowadzić do uwzględnienia tych potrzeb w programach europejskich. To nie jest wprawdzie tylko moja zasługa, jest to wynik pracy administracji. Ale też jest wynikiem tych licznych dyskusji, w których uczestniczyłem jako członek Komisji Polityki Prorodzinnej i Komisji Edukacji.

Chcę teraz dopilnować, by programy były kontynuowane i uważam to za wystarczający powód, żebym dalej działał w województwie. Po prostu robię to, co uważam, że jest moją powinnością, widzę problem, staram się więc szukać rozwiązań. Zapewne dlatego zaproszono mnie do ponownego kandydowania, bo sam o to się nie starałem. Nie jestem członkiem Prawa i Sprawiedliwości.
Fakt, że trafiłem na listę jest dla mnie satysfakcją, że widocznie uznano, że działam efektywnie. Natomiast funkcja przewodniczącego sejmiku jest funkcją organizacyjną i w pewnym sensie honorową, przewodniczący nie ma specjalnych uprawnień.

Ma pan jednak wpływ na kształt obrad. I niejednokrotnie bywały do pana pretensje, że zbyt twardą ręką prowadzi pan obrady
- Rzeczywiście tak bywało, ale przewodniczący musi wprowadzać porządek. To jest przykra powinność, choć nie mam możliwości wyłączenia nikomu mikrofonu, mogę tylko upominać i zwracać uwagę. Sejmik jest również forum dyskusji publicznej, zatem nie odmawiam prawa głosu również obywatelom.

Jako przewodniczący sejmiku uczestniczę również w ogólnopolskich konwentach. Tam również mogę coś ze swojej strony zaproponować, uczestniczyć w dyskusjach o rozwiązaniach dla sprawniejszego działania samorządów.

Dość kontrowersyjne w trakcie tej kadencji były decyzje marszałka Witolda Kozłowskiego. Nie powstała sądeczanka, z Nowego Sącza zniknął ośrodek niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Jak pan ocenia pracę marszałka?

- Bardzo wysoko oceniam marszałka, jego działania i jego kompetencje. To jest człowiek, który jest odważny, stawia sobie odważne cele i je realizuje, choć nie wszyscy go za to lubią. Natomiast marszałek nie jest tylko reprezentantem Sądecczyzny, tylko i wyłącznie swojego okręgu wyborczego. On musi reprezentować całe województwo. Tu są dwie strony medalu. Ja, jak pan wie,
pochodzę ze Starego Sącza, ale też muszę dbać o interes całego województwa. Wyborca może meć do tego wszystkiego trochę inny stosunek, identyfikuje się z miejscem swojego zamieszkania.

Po to właśnie dzieli samorząd na okręgi i po to ludzie wybierają konkretne osoby w swoim okręgu, żeby mieć ułatwione dotarcie do władz wojewódzkich. To jest jak koszula bliższa ciału. Ale marszałek to szczególny przykład. Radny reprezentuje swój okręg wyborczy, natomiast marszałek siłą rzeczy jest reprezentantem całości. No nie może być tak, że będzie forsował interes tylko swojego okręgu wyborczego. Nie może forsować rozwiązań, które są korzystne tylko dla regionu, z którego został wybrany z okręgu kosztem interesów całego województwa.

Ubolewam, że w wyniku reformy samorządowej zabrano miastom takim jak Nowy Sącz, czy Tarnów status metropolii województwa. Ale to jest moje osobiste zdanie. Uważam, że małe, średnie miasta, takie jak Nowy Sącz, miałyby dużo większe szanse rozwojowe, gdyby w nich funkcjonowały instytucje. Instytucje budują prestiż ośrodka. Wcześniej były to instytucje administracji publicznej. A teraz trzeba walczyć, żeby były zakładane w tych miastach inne instytucje. Takimi instytucjami niewątpliwie są uczelnie, a te, na szczęście, w Nowym Sączu istnieją.

Moim priorytetem w pracach samorządu jest właśnie promocja dorobku kultury niematerialnej Polski. To jest mój konik, cały czas walczę, żeby na to były pieniądze. Robimy to choćby poprzez akcję plakatową Wielcy z Małopolski. Mamy też program Młodzież Pamięta. Jestem bardzo gorącym rzecznikiem tego, żeby kultura niematerialna była mocno wspierana przez województwo. I to centrum promocji dorobku kultury niematerialnej, które miało być nie w Nowym Sączu, tylko pod Nowym Sączem w Wielogłowach zostało przeniesione do Ludźmierza. Dlaczego? Bo uznano, że tam będzie miało większy zasięg. I tu trudno marszałka winić za to, że nie walczył do upadłego o to, żeby to było akurat pod Sączem. Uważam, że to niesprawiedliwy osąd.

Panie profesorze, chciałbym jeszcze zapytać o zagrożenia dla samorządu, dla naszych wspólnot na najbliższe lata. Czy po kadencji, która miała za sobą początek wojny na Ukrainie, pandemię, czegoś jeszcze się boimy? Czy coś jeszcze może nam zagrażać?
- Tak, grozi nam po prostu zagłada demograficzna. To pierwsze realne zagrożenie. Dzieci powinny być na pierwszym miejscu, a ogarnia nas kryzys rodziny. To, że za lat dwadzieścia wszystkie dzieci będą sierotami społecznymi, to jest zagrożenie bardzo poważne. Ale oczywiście, grozi nam też w jakiś sposób wojna i głód. Chociaż ja podchodzę do tego z dystansem, bo wchodziłem w życie w cieniu raportu rzymskiego, który straszył, że w latach 90. będzie głód na świecie. Ja osobiście jednak wierzę w to, że ludzie sobie z problemami typu produkcja, usprawnienia i tak dalej, poradzą i nawet jeśli ktoś coś zniszczył, to jesteśmy w stanie to odbudować.

Natomiast nie ma łatwej recepty na zażegnanie kryzysu mentalnego ludzi; ludzi, którzy nie chcą mieć dzieci, nie chcą brać na siebie odpowiedzialności za przyszłość. To jest realne zagrożenie społeczne. Grozi nam też zagłada chemiczna. Po prostu odpady, odpady i jeszcze raz odpady. Jako radny forsowałem to, żeby w ramach funduszy europejskich zabezpieczyć więcej środków na gospodarkę obiegu zamkniętego.

Jest to rzecz, którą możemy siłami nauki usprawnić, żeby lepiej wykorzystywać odpady, żeby lepiej funkcjonowała u nas gospodarka, która wykorzystuje, zmniejsza, redukuje odpady i wykorzystuje je powtórnie. To nie jest, niestety, przedmiotem jakiejś żywszej debaty, a powinno być. Zapominamy o tym.

Scenariuszy zagłady jest bardzo dużo, ale ja uważam, że nie możemy się tym przejmować, tylko po prostu trzeba starać się na bieżąco, zgodnie z zasadą konserwatysty, dostosowywać się do tego, co niesie przyroda i powolutku, powolutku organizować sobie życie. Jak na razie przez te kilkadziesiąt tysięcy lat chyba się ludzkości to udawało.







Dziękujemy za przesłanie błędu