Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 21 września. Imieniny: Darii, Mateusza, Wawrzyńca
05/08/2019 - 07:05

Ciemna strona sławy Justyny Kowalczyk. Czekał na nią z nożem w Kasinie Wielkiej

Przez lata była niepokonana w biegach narciarskich. Zyskała wielką sławę i uznanie kibiców, którzy polubili twardą i zawsze uśmiechniętą góralkę z Kasiny Wielkiej. Niedawno sportsmenka ujawniła jak wielką cenę płaci za swoją popularność. Okazało się, że ma psychofana, który ją prześladuje i którego panicznie się boi. Jej wyznania mrożą krew w żyłach.

Dzięki swoim sukcesom Justyna Kowalczyk zyskała sławę i liczne grono wiernych fanów. Wielka sława ma jednak wysoka cenę. Już kilka lat temu sportsmenka wyjawiła, że zmaga się ze stalkerem, który nie daje jej spokoju.

Czytaj też Nasza Justyna Kowalczyk Kasinę Wielką zamieniła na... Afrykę

- Spod domu moich rodziców w Kasinie Wielkiej policja zabrała oszołoma z nożem. Oszołom ów już niejedną noc przespał na pobliskim przystanku autobusowym. Przyjeżdżał z drugiego końca Polski, gdy dowiadywał się, że mogę być z rodziną – wyznała cztery lata temu w rozmowie z ekstra.sport.pl. - Od kilku lat twierdzi, że broni mnie przed szatanem i że moje życie do niego należy. Rzeczy, które wypisywał do mnie na Facebooku, nie nadają się do publikacji. Bałam się go od dawna. Bo nikogo nie boję się tak bardzo jak fanatyków . 

Czy ów oszołom nadal prześladuje narciarkę? W felietonie dla „Gazety Wyborczej” Justyna Kowalczyk napisała, że żyje w ciągłym strachu. 

- Wyobraź sobie, że ktoś za tobą wszędzie jeździ. Nie, nie robi ci nic złego. Nie grozi. Po prostu jest. Widzisz go w hotelach, w których się meldujesz. Widzisz go, gdy jesteś w pracy. Zaczepia twoich współpracowników. Karmi twojego psa. Twoim rodzicom tłumaczy, jak dobrym jest materiałem na męża. Wypisuje w mediach społecznościowych rzeczy, których nie masz najmniejszej ochoty widzieć. I tak od kilku lat. Jest starszy. Jest byłym policjantem – wyjawia sportsmenka.

Czytaj też Justyna Kowalczyk. Gwiazda, której słoma zawsze z butów będzie wystawać w Kasinie Wielkiej

Justyna Kowalczyk pisze też o  innych niezrównoważonych fanach, którzy nie dawali jej spokoju w ciągu ostatnich lat.

- Był już jeden od białych róż, co regularnie przybywał w białym garniturze. Był ten, który nazywał mnie najjaśniejszą panienką. Był od trzech pierścionków zaręczynowych. Był ten, co spał pod mostem i ostrzegał przed szatanem, który mnie podobno opętał. Było też kilku nienachalnych, kulturalnych.

Jeden z psychofanów wciąż jednak nie odpuszcza. Prześladuje ją od kilku lat. Jak zdradza Kowalczyk pierwszy raz zwrócił jej uwagę podczas jednego z obozów w Zakopanem.

- Ktoś po treningu zapukał. Ponieważ w recepcjach hoteli wszyscy wiedzieli, że numer mojego pokoju mogą udostępniać tylko komisarzom z kontroli dopingowej, otworzyłam. Myślałam, że to ktoś z drużyny. Byłam w ręczniku po prysznicu. Zamurowało mnie. Facet chciał mi się wepchnąć do pokoju. Zatrzasnęłam drzwi. Tego dnia posypało się moje poczucie bezpieczeństwa - pisze dla Gazety Wyborczej. 

Justyna Kowalczyk twierdzi, że mężczyzna, który ją prześladuje, przyjechał niedawno do Ramsau, gdzie przebywała przez tydzień z kadrą na zgrupowaniu. Wcześniej także pojawiał się wszędzie tam, gdzie trenowała oraz spędzała czas. Okazuje się, że nie pomogła nawet interwencja trenera Aleksandra Wierietielnego. Biegaczka narciarska uważa, że ów stalker jest chory psychicznie. 

- Czuję się bardzo niekomfortowo, gdy ten człowiek, kontrolując i śledząc mnie, poznaje moje życie prywatne. Zaczął grozić bliskiej mi osobie. Zdecydowałam: idę na policję. Póki jeszcze nikomu nic nie zrobił”, podsumowuje Kowalczyk.  

Czy sprawa sportsmenki znajdzie swój finał w sądzie, na razie nie wiadomo.

[email protected] fot. JEC

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu