Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 19 czerwca. Imieniny: Gerwazego, Protazego, Sylwii
06/06/2024 - 09:45

Wielka, romantyczna miłość aż do śmierci: „Był najlepszym człowiekiem, jakiego w życiu poznałam” [ZDJĘCIA]

Przez wiele lat w jej życiu najważniejsze były narty i sportowe sukcesy. Aż wreszcie przyszedł czas na miłość. Justyna Kowalczyk, nasza utytułowana góralka z Kasiny Wielkiej po wyjściu za mąż za Kacpra Tekielego promieniała szczęściem. To była miłość na całe życie, które napisało jednak tragiczny scenariusz. Niedawno minął rok od dramatu, jaki rozegrał się w szwajcarskich Alpach.

- Świat, jaki zastałam po Kacpra śmierci i pustka, której w żadnej mierze wypełnić nie potrafię, utwierdzają mnie w przekonaniu, że był najlepszym Człowiekiem, jakiego w życiu poznałam – napisała Justyna Kowalczyk w poruszającym wpisie w mediach społecznościowych, w rok po tragedii.

Prawie się nie rozstawali

Górskie wędrówki, narty, radość życia i gorąca miłość, łączyło ich wszystko, więc prawie się nie rozstawali. Rok temu, w maju,  Kacper Tekieli razem z żoną i synkiem pojechali w szwajcarskie Alpy. Tekieli chciał zdobyć wszystkie osiemdziesiąt dwa czterotysięczniki. Swoją drogę do spełnienia marzenia dopiero zaczynał. Justyna Kowalczyk, która podzielała pasje męża, w przedsięwzięciu mu kibicowała. Tekieli, który wcześniej zdołał  już zdobyć  między innymi Bishorn, Weissmies i Lagginhorn, Allalinhorn, Strahlhorn i Rimpfischhorn, wyruszył na szczyt Jungfrau. Kowalczyk była zaniepokojona tym, że mąż nie wraca, a kontakt się urwał. Według ustaleń to ona zaalarmowała służby. Rozpoczęła się akcja ratunkowa i wyścig z czasem. W czwartek 18 maja, poszukiwania znalazły tragiczny finał. W lawinisku zostało znalezione ciało Tekielego. Sportowiec najprawdopodobniej zdobył szczyt wejściem alpinistycznym, po czym zaczął zjeżdżać na nartach. To właśnie wtedy miało dojść do podcięcia małej lawiny, co w branży nazywa się "deską śnieżną". Lawina miała nieść męża Justyny Kowalczyk aż tysiąc dwieście metrów w dół.

Czytaj też To był dramatyczny wyścig ze śmiercią. Wszystko wydarzyło się pod Nowym Sączem  

"Po upadku z takiej wysokości z człowieka niewiele zostaje"

To wysokość, po upadku z której zazwyczaj z człowieka niewiele zostaje, ale w tym wypadku ciało było w stanie, pozwalającym na identyfikację. Oznacza to, że poduszka śnieżna była głęboka – pisała interia,pl. która przywoływała opinię jednego z alpinistów. W górach panowały trudne warunki, czego dowodzą zdjęcia publikowane przez alpinistę w mediach społecznościowych, na kilka dni przed tragedią.

Dlaczego zginął? Przecież był profesjonalistą. Przejmujące wrażenie robi ostatnie zdjęcie jakie zamieścił na Instagramie. Widać na nim plecak antylawinowy. Jest też ostatni w życiu post z wiadomością skierowaną do żony i synka. „Kocham Was Kotki."

"Był najcudowniejszy"

Po kilkunastu dniach od tragedii odbył się pogrzeb alpinisty. Jego  prochy spoczęły w rodzinnym grobowcu w Gdańsku. Uroczystość miała charakter świecki. Jasną urnę zdobił charakterystyczny dla miłośników gór  kamienny kopczyk, który wyznacza szlaki. Uwagę przykuwał też napis "Był najcudowniejszy".

Te słowa Justyna Kowalczyk opublikowała na Facebooku zaraz po tragicznej śmierci męża. Równie rozdzierające były słowa słynnej biegaczki wypowiedziane  podczas uroczystości pogrzebowych. -  Będziemy zdobywać góry, zdobywać świat za naszego cudownego "Tateła" - mówiła w imieniu swoim i maleńkiego synka. - Będziemy żyć tak, jak Kacper nas nauczył. Kacper będzie nade mną i nad Hugotkiem zawsze czuwał. Zrobię wszystko, żeby Hugotek miał szczęśliwe dzieciństwo. Zrekompensuję mu ojca, jak tylko się da.

Nie będę mówić do Kacpra, bo my żeśmy sobie wszystko mówili. Dziwne to jak na sytuację, ale ja wiem wszystko co chciał mi powiedzieć. On też, jeśli miał ten ułamek sekundy, by zrozumieć co się dzieje, wiedział, że odchodzi bardzo kochany.  

Czytaj też To była brawura, nieuwaga? Zakończona nieszczęściem jazda motocyklem

Kacper założył w mojej głowie i sercu mocne stanowisko

- Na pewno go nie zawiodę. Zrobię wszystko, by wychować Hugotka na tak wspaniałego człowieka, jakim był Kacper. Żeby nasz chłopczyk dał komuś tyle szczęścia, ile dostałam ja. . Odpadłam z kretesem. Wszystkie przeloty wyrwałam, pokiereszowałam się strasznie, ale stanowisko trzyma. I wytrzyma lawinę smutku. Złapiemy z Hugotkiem łopatki i to lawinisko odgruzujemy. Będziemy żyć, jak nauczył nas Kacper. Pełnią. Będziemy zwiedzać świat i zdobywać szczyty – napisała Justyna Kowalczyk w mowie  pogrzebowej, którą opublikowała w mediach społecznościowych. Zakończenie  jest niezwykle poruszające.

Gdybym kilka lat temu wiedziała, że ta historia będzie miała taki przebieg, wskoczyłabym w ogień z jeszcze większą siłą!!! Dla spotkania z takimi ludźmi, jak Kacper warto żyć. To że byłam całym Jego światem przez cztery lata, że dałam mu szczęście, jest dla mnie ogromnym zaszczytem.

Czytaj też Zrobiło się głośno na cały kraj o jednej z czterech najpiękniejszych sióstr Chapko z Nowego Sącza. O co chodzi?[ZDJĘCIA] 

Tak miłość zdarza się tylko raz

Justyna Kowalczyk długo nie miała szczęścia w miłości. Przez jakiś czas była związana z dziennikarzem sportowym. Spodziewała się dziecka. Ciąża zakończyła się poronieniem, potem para się rozstała, gwiazda sportu przypłaciła to depresją. Jednak potem odwróciła się od niej zła karta. Znalazła mężczyznę swojego życia. Jej serce skradł Kacper Tekieli, instruktor wspinaczki sportowej, który zdobywał ośmiotysięczniki.

O tym, jak poznała Kacpra Tekielego, przyszłego męża, Kowalczyk opowiadała w wywiadzie dla "Newsweeka". – Polski Związek Alpinizmu miał szeroko zakrojone plany wobec mnie, a ja nie miałam żadnych podstaw ku temu, żeby iść w wysokie góry, prócz niezłej psyche i dobrej wydolności - wspominała sportsmenka. - Chciałam nauczyć się wszystkiego od podstaw. Związek zaproponował Kacpra i przyjechałam do niego w podkrakowskie skałki po naukę wertykalnego świata. Kurs był bardzo profesjonalny. A po kursie zauważyliśmy, że się bardzo polubiliśmy. Kacper jest filozofem z wykształcenia, więc jak zaczyna mówić, to masz z nim zupełnie inne skojarzenia niż z atletą w uprzęży do wspinaczki - opowiadała słynna narciarska biegaczka.

Czytaj też Jego życie runęło jak domek z kart. Śmierć przyszła po trzydziestoletniego Arka

Była rozpromieniona

Kiedy latem 2019 Justyna Kowalczyk zaczęła publikować w mediach społecznościowych zdjęcia z górskich wspinaczek, podczas których towarzyszył jej Kacper Tekieli, fani już spekulowali, że to jej nowy ukochany. Kowalczyk była rozpromieniona, a jej komentarze zdawały się mówić, że to nie tylko wspólne zamiłowanie do chodzenia po górach.

- Jeszcze z wczoraj! Dziesięć godzin, w których było wszystko: szybko pod górę, mozolne wspinanie, bieg z przeszkodami za górskim akrobatą Kacprem Tekieli (tak, skacze po grani), w cholerę różnych (skrajnych) emocji, a na koniec morze satysfakcji – pisała na swoim Instagramie.

W rozmowie z „Newsweekiem” Kowalczyk zdradziła, że na drugą randkę Tekieli zabrał  ją na Cima Grande.  To kilkusetmetrowa ściana we Włoszech w Dolomitach. - Przebiegliśmy ją w trzy i pół godziny – opowiadała sportsmenka. -  Kacper był z przodu, ja kilkanaście metrów za nim, przywiązana liną, cały czas się bałam. Choć nawet tego lęku nie widział, bo spotkaliśmy się zaledwie kilka razy.

Para po raz pierwszy pokazała się razem publicznie pod koniec października 2019 roku na uroczystej gali z okazji stulecia Polskiego Komitetu Olimpijskiego w Teatrze Wielkim w Warszawie. Już nie kryli tego, że są razem. Trzymali się wtedy za ręce.

W styczniu 2020 roku słynna biegaczka dała do zrozumienia, że  jest zaręczona. Zakochani mieli się pobrać w maju, ale ich plany pokrzyżowała pandemia. Ponieważ pierwotny termin  ślubu wyciekł do mediów, kolejnej daty Justyna Kowalczyk zdradzić już nie chciała.

- Mamy już wyznaczony nowy termin, ale ten zachowam dla siebie — mówiła biegaczka narciarska na łamach Przeglądu Sportowego Onet w czerwcu 2020 roku. Ceremonia odbyła się kilka miesięcy później. Stanęli na ślubnym kobiercu w Gdańsku, skąd pochodził Kacper Tekieli.

- Ktoś mądry powiedział mi kiedyś, że na wszystko w życiu musi przyjść odpowiednia pora. Przyszła. Od wczoraj Justyna Kowalczyk-Tekieli – napisała gwiazda na Instagramie dzień po ślubie.

Świata poza sobą nie widzieli

Kiedy obchodzili  drugą rocznicę ślubu, opublikowali na  Instagramie poruszające zdjęcie. Sportsmenka  z Kasiny Wielkiej pochwaliła się wtedy kolejną przysięgą małżeńską jaką złożyła mężowi. - Dwa lata temu przysięgałam, że do końca życia będę chodzić z nim nad przepaście i postaram się wtedy za bardzo nie klnąć – napisała na Instagramie.

We wrześniu 2021 roku para doczekała się syna. W jednym z wywiadów gwiazda przyznała, że gdy było już pewne, że spodziewa się  dziecka, czuła ogromną radość, ale miała też obawy, czy wszystko będzie w porządku. - Wiedziałam równocześnie, że "kiedy jak nie teraz?" i że damy sobie radę, nawet jeśli nie wszystko pójdzie zgodnie z planem, skoro jesteśmy silnym małżeństwem - mówiła.

Czytaj też Nie żyje Janusz Rewiński. Tak trudno uwierzyć w śmierć słynnego aktora i satyryka  

Budowanie wspólnego gniazda

- Płynnie przechodzę od narciarskich nerwów do normalności, w której odnajduję się doskonale. Czekałam na nią wiele lat – mówiła Justyna Kowalczyk w jednym z wywiadów. -  Zdarza mi się pakować walizki i ruszać na kolejne zgrupowanie, ale z mniejszą częstotliwością i intensywnością. Buduję własne gniazdo, co sprawia mi wielką frajdę –zdradzała w szczerej w rozmowie z onet.pl.

- Oddając się życiu osobistemu musiałam trochę zaniedbać narty. Taka kolej rzeczy, na wszystko przychodzi czas – sport wyczynowy nie zostawia złudzeń. Przyszedł czas zbudowania życia osobistego. Jestem szczęściarą, wszystko układa się idealnie  - wyznała wtedy Justyna Kowalczyk.  To szczęście  zabrała jej straszliwa tragedia. ([email protected]) fot. Instagram

Te pełne szczęścia zdjęcia Justyny Kowalczyk i Kacpra Tekieli, łamią serce. ZOBACZCIE







Dziękujemy za przesłanie błędu