Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 25 października. Imieniny: Ingi, Maurycego, Sambora
26/09/2020 - 17:45

Kącik wędkarski 'Sądeczanina": historia z wody wzięta

W życiu wędkarza są sprawy ważne i ważniejsze. Pewnego razu okazało się, że jedna decyzja może zaważyć o tym, czy do domu wróci się z rybą, czy w suchym ubraniu. Brzmi enigmatycznie? Już wyjaśniam.

Kącik Wędkarski Sądeczanina
Podczas jednej z podróży na wschód Polski, wybrałem się wraz z żoną na spacer nad rzekę Bug. Jest to bardzo ciekawy, zróżnicowany teren wędkarski. Rzeka ma szybki, niekiedy porywisty nurt, a brzeg jest często podmyty po wiosennych przyborach. Nie brakuje tam drapieżników: sumów, boleni, szczupaków, sandaczy i okoni, a spotkać można też wiele gatunków ryb spokojnego żeru, takich jak leszcz, krąp czy płoć. Na rozlewiskach w miejscach o wolniejszym uciągu żerują też liny.

Choć wyprawa nie była wędkarska, to oczywiście wziąłem ze sobą mały, składany spinning, tak na wszelki wypadek. Gdy tylko doszliśmy nad brzeg rzeki, było jasne, że ów „wszelki wypadek” dzisiaj się wydarzy. Spacerowaliśmy akurat w pobliżu zakrętu rzeki z urwistym i wysokim brzegiem. Szybko zorientowaliśmy się, że trafiliśmy przypadkowo, w środku dnia na żerowanie drapieżnika. Po charakterystycznych, głośnych pluskach było jasne, że musi to być szczupak.

Z pewną dozą nieśmiałości – wszak wyjście było nie tyle wędkarskie, co raczej krajoznawcze, w towarzystwie żony – zacząłem rozkładać wędkę. Gdy żona stwierdziła, że zaraz na pewno będę miał rybę, poczułem się rozgrzeszony. Pierwszy rzut, szybkie zacięcie i jest. Trzymałem kij wygięty w pałąk, nie mając podbieraka i nie znając brzegu, ale przecież nie darowałbym sobie, gdybym takiej ryby nie wyjął.

Ledwo przedarłem się przez bujną roślinność brzegu i podszedłem do tafli wody najbliżej, jak się dało. Zrobiłem kolejny krok, jak mi się wydawało w trawę. I faktycznie, tylko tak mi się wydawało. Brzeg się osunął i w jednej chwili wylądowałem w wodzie po szyję. Nie wspomniałem chyba wcześniej – to był początek maja, dość zimnego maja – ewidentnie nie czas na kąpiele. Mimo to nadal dzielnie trzymałem wędzisko w dłoni, drugą ręką łapiąc się za konar drzewa. Żona ze strachem w oczach zapytała, jak może mi pomóc: podać rękę, czy trzymać wędkę. Już domyślacie się, jaka była moja odpowiedź? Trzymaj wędkę – krzyknąłem.  Przytrzymując się zarośli jakoś wdrapałem się na brzeg. W międzyczasie żona nieco skręciła żyłkę, ja dokończyłem zwijanie i na brzegu szybko wylądował piękny szczupak. Jeden z ładniejszych moich okazów.

Wraz ze szczupakiem na brzegu stał również drugi okaz – ja. Przemoczony do suchej nitki z równie przesiąkniętymi kieszeniami, w których kąpieli zaznały: portfel z dokumentami, telefon oraz aparat fotograficzny. Natychmiast zrelatywizowałem sobie tę nieszczęsną sytuację – portfel da się wysuszyć, dowód osobisty jest zafoliowany, telefon miałem właśnie wymieniać, aparat był bardzo stary, a ja przecież z cukru nie jestem. W końcu ryba w życiu wędkarza jest najważniejsza.







Dziękujemy za przesłanie błędu

Sądeczanin HISTORIA (2-2020)