Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Wtorek, 27 lutego. Imieniny: Gabrieli, Liwii, Leonarda
05/06/2021 - 06:05

Jak cesarz na księży nałożył obowiązek i co dobrego z tego wynikło

Obecnie prowadzeniem rejestracji faktu urodzenia dziecka, zgonu czy małżeństwa zajmują się pracownicy Urzędów Stanu Cywilnego. Ale jak kwestia wpisów o tych, jakże oczywistych, wydarzeniach kształtowała się przed laty? O tym właśnie pisze Grzegorz Olszewski:

Dzisiaj urzędy dysponują armią biurokratów, którzy - chcąc nie chcąc - zmuszeni są skrupulatnie odnotowywać każde zmiany zachodzące w polskich rodzinach. Lecz przed wojną, w okresie zaborów, nie było mowy o tak rozbudowanym aparacie urzędów. Brak było też ludzi wykształconych, mogących pracować w biurze.

Sądecczyzna znajdowała się pod austriackim zarządem. Zaborca chciał iść z duchem postępu oświeceniowego i nakazać odgórnie prowadzenie ksiąg metrykalnych. Z jednej strony dawało to kontrolę nad procesami demograficznymi, zaś z drugiej ułatwiało pracę późniejszych sądów.

Austriacy mieli świadomość, że o ile w miastach znaleźliby się urzędnicy gotowi poprowadzić takie rejestry, o tyle kłopot pojawiał się z pozostałą, ogromną połacią państwa (w naszym przypadku Galicji). Znaleziono jednak ludzi wykształconych, rozmieszczonych niemalże równomiernie na mapie całej Galicji, których zdecydowano zmusić do takiego zadania. Byli to księża.

Ale nim powiem o tym pomyśle, wróćmy na moment do okresu sprzed zaborów, do czasu sprzed tego – trzeba powiedzieć jasno – nakazu władz cesarskich. W okresie staropolskim zapisów takich mógł dokonywać pleban. Prócz tego w praktyce rejestracją urodzeń czy zgonów mogła się zajmować wręcz każda kancelaria - od nadwornych, szlacheckich, po kościelne i klasztorne. W najróżniejszych księgach, kronikach tzw. memorabiliach kronikarz mógł dopisać na marginesie lub w dowolnym miejscu taki fakt, że dziedzic powił potomka lub pojął za żonę swoją wybrankę.

Wieśniacy w znakomitej większości pozostawali wtedy anonimowi. Kmieci z ilości odnotowywały spisy podatkowe, rejestry poborowe lub wizytacje kościelne. Jeśli jakaś wieś prowadziła księgi sądowe wiejskie, zapiski sołtysów, to w nich mogły się pomieścić adnotacje ważniejszych urodzeń czy ślubów, a także zgonów i związanych z tym spisywanych testamentów.

W połowie XVI wieku obradował sobór trydencki, którego jednym z wielu ustaleń było wprowadzenie ksiąg metrykalnych, które mieli spisywać księża (proboszczowie). Jednakże postanowienie to dalekie było od sztywnego nakazu. Księgi takie zakładano w niektórych tylko parafiach, nie zawsze prowadzono je w sposób systematyczny i sumienny. Ich forma zapisu była właściwie dowolna. Stąd przydatność takich zapisków była wątpliwa, a dziś zachowane zabytki z tamtego okresu są niezwykle ciekawym źródłem historycznym do dziejów takiej miejscowości. Na Sądecczyźnie taką starą

Zarówno w regionie sądeckim, jak i w całej Galicji już w 1770 roku wprowadzono nowe, ujednolicone formularze ksiąg metrykalnych. Jako część reformy józefińskiej, 15 marca 1782 roku wprowadzono przepis stanowiący, że proboszczowie są automatycznie urzędnikami stanu cywilnego. Dopełnieniem tych zmian był patent Józefa II z 20 lutego 1784 roku, wprowadzający nowe, uniwersalne, tabelaryczne wzory ksiąg metrykalnych. Oznaczono również, że księgi prowadzić należy w języku łacińskim, oddzielnie dla każdej z miejscowości parafii. Co ciekawe, obowiązek prowadzenia takich ksiąg narzucono również gminom niekatolickim i żydowskim.

Wpisu miała dokonać osoba (duchowny), która bez żadnej zwłoki miała odnotować fakt udzielonego sakramentu. Uzupełniające obowiązki wprowadzano w 1 poł. XIX wieku, jak np. zakaz zapisków na luźnych kartkach, nakaz motywowania każdych poprawek, zakaz wpisywania imienia ojca dziecka nieślubnego. Wykryte fałszerstwa ksiąg miano karać surowo.

Odtąd w księdze urodzeń (chrztów), Liber natorum (baptisatorum), odnotowywano kolejno: datę udzielonego sakramentu, numeru domostwa, imienia ochrzczonego, wyznania, płci, faktu, czy dziecko pochodziło z prawego, czy też z nieprawego łoża, imiona, przezwiska i inne informacje dotyczące rodziców, z jakiego stanu pochodzili (chłopstwo, mieszczaństwo, rzemieślnicy, posiadacze, szlachta), a na końcu imiona chrzestnych (kumów) i inne informacje ich dotyczące.

W księdze małżeństw, Liber copulatorum, odnotowywać miano odtąd datę ślubu, a potem dane tyczące się narzeczonych: numery domów, imiona, wyznanie, wiek i czy byli stanu wolnego, czy też owdowiali. Na końcu imiona świadków i z jakiego stanu się wywodzili.

Księga zgonów, Liber mortuorum, podawała kolejno: datę śmierci (a potem też datę pochówku), nazwisko i imię zmarłego, inne informacje o nim, wyznanie, płeć, wiek, stan małżeński, przyczynę śmierci i okoliczności, w jakich nastąpiła, a na końcu informacje o ewentualnym zabezpieczeniu sakramentem zmarłego, spadkach, wynikach obdukcji lekarskiej. W rubryce chorób pojawiały się np.: tyfus, szkarlatyna, zapalenie płuc (infl. pulm., inflamatis pulmanum), astma (asthma), wodna opuchlizna, utożsamiana dziś z rakiem (hydropsis), ospa, gruźlica (phtysis), uduszenie (suffocatus), bieda, nędza (fama), padaczka (febri nervosa), starość (senectus), zejście naturalne (naturali, naturalis) i inne: biela, debilitas, consumpta.

Przykłady fotokopii ksiąg, zaprezentowane obok, pochodzą z parafii wsi powiatu nowosądeckiego. W późniejszych latach, w 2 poł. XIX wieku, wprowadzano niewielkie modyfikacje ksiąg.

Dzisiaj w archiwach parafialnych z terenu powiatu nowosądeckiego księgi metrykalne są licznie zachowane, stanowiąc niebagatelne źródło informacji dla historyków i miłośników badań genealogicznych. Na austriackim wzorcu ksiąg metrykalnych bazowały późniejsze i powojenne, jak również współczesne nam księgi Urzędu Stanu Cywilnego. Zachowały się też księgi gmin żydowskich. Najgorszy stan prowadzenia i zachowania tych ksiąg był w parafiach rusińskich, łemkowskich.

Jedno z rozporządzeń austriackich nakazywało przechowywać te księgi w miejscu najbezpieczniejszym, chroniącym od pożarów i innych przyczyn, mogących doprowadzić do utraty tych rejestrów. I wydaje się, że dziś ten apel nadal jest aktualny: nie można pozwolić, aby te księgi zaginęły lub by zniszczyła je pleśń. To są bezcenne źródła historyczne. Teskt i zdjęcia: Grzegorz Olszewski







Dziękujemy za przesłanie błędu