Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 3 grudnia. Imieniny: Hilarego, Franciszki, Ksawery
05/10/2022 - 16:00

Czy ktoś podszywa się pod organizację Bezpartyjnych Samorządowców?

Na przełomie ostatnich lat już kilka organizacji i partii politycznych w Polsce przekonało się, jak łatwo jest utracić pełną kontrolę nad własną marką. Najnowsza polityczne historia Polski zna przykłady plagiatów i podkradania nazw partii. Wszystko wskazuje na to, że ostatnią ofiarą takich praktyk padł ruch Bezpartyjni Samorządowcy.
Czy ktoś podszywa się pod organizację Bezpartyjnych Samorządowców?Podszywanie się pod szyld istniejących partii ma w III Rzeczypospolitej całkiem ciekawą tradycję
  • Działacz KPN Adam Słomka zwalczał szefa Unii Pracy Zbigniewa Bujaka. Zbigniewem Bujakiem
  • Kto sięga po nazwę Bezpartyjnych Samorządowców?

W najnowszej historii politycznej Polski nazwy partii kilkukrotnie padało ofiarą plagiatu. Mieliśmy więc PUP – Polską Unię Pracujących, założona przez działacza Konfederacji Polski Niepodległej Adam Słomkę (któż pamięta? Dla ułatwienia – w Wikipedii KPN znajdziesz w kategorii Nieistniejące Partie i Ugrupowania III Rzeczypospolitej) która to miała konfudować mniej rozgarniętych wyborców lewicowej Unii Pracy i odbierać tejże głosy wyborców.

Z kolei w 2005 politycy, skupieni w Lidze Polskich Rodzin, wykonali ruch wyprzedzający rejestrując Partię Demokratyczną, a tym samym odbierając możliwość zarejestrowania partii pod tą nazwą działaczom byłej Unii Wolności. Zmusiło to pogrobowców UW do dodania do nazwy nowej partii końcówki demokraci.pl. Cóż, może to i nawet wyszło nowocześnie, ale na poprawienie wyników ugrupowania się nie przełożyło.

Prehistoria – powie ktoś. Jednak nie, proceder podszywania się pod polityczna markę większych ugrupowań ma się doskonale. Przykłady? Polska 2050 Szymona Hołowni. Docelowo miał się nazywać Polska 2050, ale nazwę zgarnął tuż przed jej rejestracją polityk kanapowego ugrupowania Jeden-PL. Jej przywódca, kościański przedsiębiorca Włodzimierz Zydorczak konkurował z ugrupowaniem Hołowni podczas wyborów prezydenckich w Rzeszowie.

Wtedy to prawa ręka Hołowni, Michał Kobosko, ostrzegał mieszkańców, że „niewielka grupa osób próbuje wprowadzić ich w błąd, posługując się nazwą, barwami podobnymi do nazwy ruchu społeczno-politycznego”. Pozwany w trybie wyborczym, musiał potem za te słowa przepraszać.

Teraz podobna przykrość spotkała ruch Bezpartyjnych Samorządowców. To ruch polityczno-społeczny, działający na szczeblu samorządowym, któremu przewodzi prezydent Lubina Robert Raczyński. Powstał przed wyborami samorządowymi w roku 2014 (w których zdobył cztery mandaty). Cztery lata później organizacja, we współpracy z Dolnośląskim Ruchem Samorządowym, wystartowała w wyborach samorządowych już jako komitet ogólnopolski.

W skali kraju (nie wystawiając kandydatów we wszystkich okręgach) BS zyskali 5,3% stając się czwartą siłą i wprowadzając do sejmików wojewódzkich 15 radnych. W lipcu kanapowa partyjka CyberPolska (zarejestrowana zaledwie w lutym w Warszawie) zmieniła nazwę Na Bezpartyjni Samorządowcy – Łączy nas Polska. W skrócie - Bezpartyjni Samorządowcy.

Brzmi znajomo, prawda? I choć działacze byłej CyberPolski podkreślają, że nie maja na celu podszywanie się pod inną organizację, a przymiotnik ”bezpartyjni” podkreśla przyświecającą im ideę otwartości i łączenia ludzi o różnych poglądach, działacze Bezpartyjnych Samorządowców widzą sprawę inaczej.

Wiceprzewodniczący federacji Marcin Maranda nie chce zostawić sprawy bez reakcji. - Według mojej oceny nie ma przesłanek do funkcjonowania partii pod taką nazwą, bo jest przypisana do naszego środowiska. Istnieje już stowarzyszenie Bezpartyjni Samorządowcy, będące jednym z założycieli naszej Ogólnopolskiej Federacji Bezpartyjni i Samorządowcy - mówi Maranda.

Czemu jednak podszywać się pod inne ugrupowania? Powodów może być wiele. Może chodzi o reklamę i rozgłos, może o dyskredytację ugrupowania. Być może to działanie zlecone przez trzeciego gracza. Podważanie marki, której celem jest łatwe zidentyfikowanie i odróżnienie określonego ugrupowania od innych partii, ma służyć wielu celom – od siania dezinformacji na temat działań ugrupowania po odbieranie głosów.

Wspomniana wcześniej Polska Unia Pracujących „zatrudniała” ludzi o nazwiskach podobnych, bądź identycznych jak nazwiska działaczy Unii Pracy – doskonałym przykładem jest tu Zbigniew Bujak, niegdysiejszy opozycjonista i jeden z trzech współprzewodniczących Unii Pracy.

Można teoretyzować - oczywiście, przy założeniu, że intencje kierujące założycielami partii Bezpartyjni Samorządowcy – Łączy nas Polska są nieczyste. A tak wcale nie musi być. Wszak język polski to bogata mowa. Pozostaje pytanie, czy zanosi się na sądową batalię między dwoma organizacjami? (Tomasz Dzbeński/ISW)







Dziękujemy za przesłanie błędu