Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 17 stycznia. Imieniny: Antoniego, Henryki, Mariana
23/11/2020 - 16:05

Szczepan Twardoch "Pokora" - co stracisz, walcząc o godność?

Pożądanie. Władza. Uległość. Co stracisz, walcząc o godność? Epicka powieść o rewolucji, wojnie i miłości. 11 listopada 1918. Leutnant Alois Pokora wychodzi ze szpitala na ulice zrewoltowanego Berlina. Stary świat się skończył.

Fragmenty części 3.
Der Krieg Ist Vorbeib

Pierwsza myśl: ty, Agnes. Jesteś moimi myślami, wypełniasz mnie. Zawsze ty, Agnes.

Otwieram oczy.

Gdzie jestem?

Wszystko jest białe. Wysokie okna, nade mną w górze krzyżowe sklepienie, za oknem prawie nagie korony drzew, na gałęziach resztki brązowych liści. Wszystko jest białe i jasny jest dzień. Leżę w świeżej, szorstkiej pościeli, w łóżku o wezgłowiu z giętej stali. W sali jest jeszcze siedem takich łóżek, ale wszystkie są puste. Na białej ścianie napis, czarne litery.

„Fürchte dich nicht, glaube nur”.

Nie trwóż się, tylko wierz.

Jedyne, w co wierzę, to ty, Agnes. Gdzie jesteś? [...]

Rozglądam się. Gdzie mundur, gdzie okopy, gdzie Kiesel, gdzie jest manszaft, gdzie Gusinda? Nie ma ich. […]

Dotykam swojej twarzy. Mam zarośnięte policzki, nigdy nie miałem gęstego zarostu, więc po niezbyt udanej próbie zapuszczenia imponującego wąsa dałem sobie spokój i w wojsku goliłem się zawsze na gładko, a teraz policzki pokrywa mi szczecina. Moja ręka wychudła, widzę to od razu. Na czole mam bandaż.

Sie haben sehr lange geschlafen, Herr Leutnant[1], mówi kobiecy głos. Odwracam głowę, kark mam zesztywniały. Nad moim łóżkiem stoi wysoka kobieta w białym fartuchu na ciemnym habicie, na którego rękawie ma białą opaskę z czerwonym krzyżem, na głowie biało-czarny welon. Rozpoznaję w niej ewangelicką diakonisę. W dłoni trzyma termometr.

Wo bin ich? Gdzie jestem? Wo bin ich? — próbuję zapytać, ale głos chrypi mi w gardle, kaszlę, wo bin ich? — pytam.

Jest pan w Bethanien. W szpitalu. W Berlinie.

Jak długo byłem nieprzytomny?

W ogóle nie był pan nieprzytomny, panie poruczniku. Jak to? Bardzo pan gorączkował. Krzyczał pan coś po polsku. Pan jest Polakiem, poruczniku?

Nie, nie jestem, odpowiadam, jestem z Górnego Śląska. […]

Przywieźli pana tutaj, do Berlina, bo tam, na froncie, nikt nie wiedział, co panu jest, a przypadkiem beznadziejnym też tego nazwać nie sposób, więc uznali, że warto. Miał tu pana obejrzeć wybitny neurolog, profesor Gebert, ale jakoś nie dotarł i teraz już chyba nie dotrze. Ja bym przynajmniej na niego nie czekała.

Usiłuję się skupić. Coś do mnie wraca, nosze, krew, szpital polowy, pociąg. Wraca czy tylko się domyślam? Nie wiem.

 

[1] (niem.) Bardzo długo pan spał, panie poruczniku.

Szczepan Twardoch, „Pokora”, Wydawnictwo Literackie, wrzesień 2020

Dziękujemy Wydawnictwu Literackiemu za udostępnienie cytowanych fragmentów







Dziękujemy za przesłanie błędu