Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 30 maja. Imieniny: Ferdynanda, Gryzeldy, Zyndrama
05/05/2018 - 09:20

Dobra książka. Tomasz Grzywaczewski „Życie i śmierć na Drodze Umarłych” (6)

Zagubiona w dzikiej tajdze i tundrze Transpolarna Magistrala. Syberyjska kolej widmo. Zuchwały projekt Stalina. Okupiony cierpieniem i śmiercią dziesiątków tysięcy więźniów GUŁagu. Reporterska opowieść pomysłodawcy wyprawy Dead Road 1953 – 2013, Tomasza Grzywaczewskiego, odbytej w trudnych warunkach, statkami, pieszo i helikopterem, by zobaczyć i opisać, co wchłonęła przed sześćdziesięcioma laty Syberia.

„Mierzymy, fotografujemy, zaznaczamy współrzędne geograficzne kluczowych punktów. Systematycznie inwentaryzujemy przeszłość, która znika na naszych oczach. Łukasz wydaje polecenia. Kieruje naszą pracą. Szkicuje w notatniku rozmieszczenie budynków. Usiłuje rozrysować na papierze plan obozu. Snujemy się po zgliszczach. Z baraków pozostała sterta osmolonych bierwion. Wszędzie walą się powyginane żelastwa. Naszą uwagę przyciągają dwa wysokie murowane kominy na solidnych fundamentach. Wszystko wokół spłonęło i tylko cegieł nie strawił ogień. Przymocowano do nich prawie że pancerne drzwi zaopatrzone w okrągły wizjer. Ledwo trzymają się w zawiasach.

- Chyba piekarnia.- To pierwsze skojarzenie. - Raczej izolatka. Karcer – sugeruje Łukasz.

W jadalni Maciek z Łukaszem. Oglądają okienka, przez które wydawano posiłki. Więźba dachowa straszy szkieletem przegniłych belek stropowych. Pokrycie już dawno się zawaliło i grubym dywanem drzazg okryło podłogę z trawy, mchu i pożółkłych brzozowych liści. W popękanych framugach okien tkwią ostre kawałki potłuczonych szyb. Podmuchy wiatru uderzają w ściany, wprawiając konstrukcję w wibracje. Drewno trzeszczy. Pracuje. Żeby tylko nie zwaliło nam się na głowy. Wszystko gnije. Czuć słodki, wilgotny zapach rozkładu. Świadectwo pędzącego czasu.”

„- Dima, bój się Boga! Czyś ty oszalał? – Wymachujemy z Maćkiem rękoma i próbujemy odciągnąć  myśliwego od nowego zajęcia. Selkup jednak, niezrażony naszym gwałtownym protestem, kontynuuje prace rozbiórkowe. Rąbie siekierą drewno, szarpie deski, walczy z oporem drzewnej materii. Wieczór zapada, trzeba zrobić ognisko. A że to resztki baraków obozowych? Nie szkodzi.

- No co wam się nie podoba?- obrusza się tropiciel. - Piękne bale! Suchutkie w środku. Tylko z wierzchu takie zmurszałe. Będą się paliły jak ta lala. Dużo ciepła dadzą. Sami zobaczycie. Pomóżcie mi lepiej zanieść je do naszego obozowiska, zamiast przeszkadzać.

- Dima, myśmy tu przyjechali te łagry badać, dokumentować, a nie demolować. To przecież fragment historii. Waszej, naszej. No przecież nie można tego na podpałkę zamienić – przedstawiamy nasze racje. Ważne, bo akceptowane w całym cywilizowanym świecie. Miejsc pamięci, martyrologii się nie niszczy.

- W głowach wam się pomieszało od siedzenia w tej dziczy. Niby dlaczego mamy tego nie wykorzystać? To lepiej, waszym zdaniem, drzewa ścinać , zabijać? – rozeźlił się. – Zresztą na co te ruiny umarłym? Życia im nie zwrócą. Nikomu z tamtych, co tu siedzieli, już nie pomogą. A nas żyjących mogą ocalić. Bez ognia w tajdze się ginie. Pojmujecie? – Dima wkurzył się nie na żarty. Wziął potężny zamach nad głową z taką siłą, że aż trzonek siekiery pękł na pół. Rozszczepił się po linii celulozowych włókien.
- Job twoju mat’. Szlag by to trafił. Taka z wami robota do chrzanu.”

Cytaty pochodzą z książki podróżnika i dziennikarza Tomasza Grzywaczewskiego pt. „Życie i śmierć na Drodze Umarłych”, Wydawnictwo Literackie, Kraków







Dziękujemy za przesłanie błędu