Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 19 października. Imieniny: Michaliny, Michała, Piotra
11/10/2018 - 09:10

Dobra książka. Sądeczanin poleca. Richard A. Antonius "Omnium" (4)

R.A. Antonius – pochodzi z Sądecczyzny, w 2017 roku ukazała się kolejna jego powieść pt. „Omnium”. Akcja rozgrywa się w połowie lat pięćdziesiątych XX wieku w Krakowie, Nowym Sączu, realne opisy mieszają się ze światem wyobrażeń i przeżyć bohatera. Aktualna opowieść o dorastaniu, marzeniach, poszukiwaniu prawdy o sobie, ludziach i świecie.

Rozdział 9 Szopka krakowska i tragiczne wieści z Moskwy

Zaczynam mój nowy dzienniczek od lutego, bo teraz dostałem od taty kalendarz na rok 1956. Kalendarz jest fajny. Rolniczy, z traktorami. Będę tutaj zapisywał swoje przemyślenia.

Dzisiaj byłem na podwórku i kopałem nogą zaspy. Na skrzyżowaniu Łobzowskiej znalazłem świecę samochodową. Po wypadku. Potem mama zawołała mnie z balkonu. Na podwieczorek była pajda chleba z grubym kożuchem z mleka. Mama mi posłodziła. Zjadłem ze smakiem. Potem nic ciekawego się nie stało. Tata jest na zebraniu w Radzie Narodowej, a mama czyta książkę na bujaku.

Zrobiłem z mamą wywiad:

Ja: Co czytasz?

Mama: Jogi Rama-Czaraka. Indyjska sztuka panowania nad umysłem.

Ja: Dziękuję.

Mama: Proszę bardzo.

Teraz już kończę. W niedziele będę tu zapisywał czerwoną kredką, a w inne dni będę pisał niebieską.

Siedział pod palmami przy stole. Przez drzwi do gabinetu widział biurko taty. Pod pokrowcem z napisem „Underwood” spała maszyna do pisania. Obok leżały „donosy”. Dawno do nich nie zaglądał. A byłoby co czytać. Od października, kiedy zabrała go babcia, aż do dzisiaj przybyły dwie nowe kartonowe teczki. Co do siekiery, to nadal była w gabinecie, ale teraz, zawinięta w spódniczkę z „Trybuny Ludu”, wystawała zza dolnej szafki biurka jak laleczka. Mama nie życzyła sobie jej widzieć, lecz tata mamy nie słuchał.

– To bardzo dobra siekiera – zapewniał. – Przedwojenna robota. Nawet ją naostrzyłem.

– Wiesz, synku – odezwała się mama. – Nie chcę nic mówić, ale czasem, jak pociągnę nosem na progu stołowego, to czuję… – Nie dokończyła, ale on już wiedział, co miała na myśli. I nawet trochę się skulił w sobie. No tak, koperta od Bernarda!

Potajemnie przywiózł ją ze sobą. I mama nie mogła wiedzieć, że wcisnął ten nieotwarty list do starego metalowego pudełka, w którym już nie było farbek akwarelowych, a potem zagrzebał tę płaską trumienkę w donicy pod pierwszą palmą. I tylko cienki patyczek od lizaka podpowiadał mu miejsce ukrycia listu. Czy to możliwe, że koperta zaczęła teraz wydzielać brzydką woń? Spod ziemi? Może ktoś za bardzo podlewa palmę? Tak, to był sygnał, że musi rozejrzeć się za innym schowkiem.

Na szafce lustra mieniła się złocisto i srebrnie olbrzymia szopka krakowska. Kiedy go nie było, mama dostała ją w prezencie. Od taty. I jakoś wcale nie była z tego prezentu zadowolona. Chłopcu podobała się wesoła budowla, kolorowa jak tort, strzelista jak bajkowy zamek i mogąca służyć za dom dla ołowianych żołnierzyków.

– Zenon, ta szopka zasłania prawie całe lustro – narzekała mama.

– Tobie nie da się dogodzić – stwierdzał rozgniewanym tonem ojciec.

– A ty od kiedy lubisz szopki? – odcięła się mama.

– Tu jest tylko lajkonik, trębacz ze złotą trąbką i flagi państwowe. To dzieło świeckie. Wykonał krakowski rzemieślnik – przodownik pracy. Wiesz, ile to godzin mierzenia, klejenia i malowania? I podołał. Unikat na skalę światową. Mamy naprawdę zdolny naród.

Szopka miała ponad metr wysokości, była symetryczna i twórcy udało się zgrabnie powiązać przeróżne motywy architektury Krakowa.

– Zobaczcie – objaśnił ojciec. – Po środku jest wieża kościoła Mariackiego z koroną i orłem, a po bokach, tu i tu, dzwonnica zamku na Wawelu. Do tego fortyfikacje. Dwie Bramy Floriańskie i siedem wieżyczek…

– Barbakan! – odgadł chłopiec i pamiętał, że rodzice popatrzyli na niego z uznaniem.

Kiedy był sam w pokoju, zaglądał przez malutkie okienka do środka i nawet już upatrzył sobie wieżę, w której chciałby zamieszkać. Mama mogłaby wprowadzić się do wieży obok i wtedy machaliby do siebie albo rozmawialiby przez telefon sznurkowy, który kiedyś zrobił z dwóch pudełek po paście do butów marki Erdal.

Cytowane fragmenty pochodzą z książki: Richard A. Antonius "Omnium", wydawnictwo Muza, 2017
Wybór fragmentów MB. Osoby zainteresowane współpracą w zakresie doboru tytułów do prezentacji zapraszamy do kontaktu; [email protected]

Jeśli zauważyłeś błąd, zaznacz fragment tekstu zawierający ten błąd.






Dziękujemy za przesłanie błędu