Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 30 maja. Imieniny: Ferdynanda, Gryzeldy, Zyndrama
10/05/2018 - 07:55

Dobra książka. Sądeczanin poleca. Milly Gualteroni "Z depresji do wiary" (4)

Książka dziennikarki – Milly Gualteroni – stanowi swoiste świadectwo życia kobiety zniewolonej przez własne słabości, ograniczenia i zranienia, ale która jednocześnie w swoim życiowym pochyleniu potrafi odnaleźć radość, pełnię życia. Autorka, prowadząc nas tropem swoich niełatwych doświadczeń przez traumy z dzieciństwa, głęboką depresję, trzykrotne próby samobójcze, rozwiązłe życie, daje nam jednocześnie dowód, że na walkę o własne człowieczeństwo nigdy nie jest za późno. Bohaterka nie ustawała w poszukiwaniach dla siebie Tajemnicy pozwalającej uchronić życie od zagłady.

W ten sposób w bólu i trudzie rozpoczął się mój pierwszy, trudny powrót do życia. Nie było łatwo odkryć, że wciąż żyję, po tym, jak tak boleśnie, tak dramatycznie szukałam śmierci. Co gorsza, rozumiałam, że będę musiała się zmierzyć z ciężarem cierpienia, które  odczytywałam na twarzach męża i swoich bliskich. Moja naiwna próba oszustwa została w istocie z łatwością ujawniona przez lekarzy. Było oczywiste, że moja utrata przytomności mogła zostać spowodowana tylko przez spożycie leków. […]. „Oprócz wspomnienia próby samobójczej będę musiała dźwigać także ciężar tego upadku i winy, którą ze sobą niesie” – taka była moja pierwsza, straszna myśl po przebudzeniu. Wtedy jeszcze nie umiałam odczuwać współczucia dla samej siebie. […].
Czym jest depresja? Zastanawiałam się nad tym wiele razy. Aczkolwiek nie zawsze: swego czasu nie stawiałam sobie tego pytania. Zdarzało się, że szłam wieczorem spać, a następnego ranka budziłam się i nie potrafiłam wstać z łóżka. Wtrącona, nie wiedząc, w jaki sposób i dlaczego, w tę czarną część bez dna. Sparaliżowana przez siłę, której nie umiałam nazwać. Opanowana w każdym neuronie mózgu i w każdej komórce ciała przez przerażającą, ślepą rozpacz. Gdyby ktoś zapytał mnie wówczas, co o sobie wiem i gdybym była w stanie mówić […], mogłabym tylko powiedzieć: jestem masą krwawiącego ciała, poszarpanego przez ostre zęby żarłoczny psów. […].
Po pierwszej próbie samobójczej, dzięki ufności, którą doktor N.G. potrafił we mnie wlać podczas dni spędzonych w szpitalu, ożyłam na nowo. Mój zwykły lek, zażywany teraz w dużych dawkach, budził we mnie wręcz nadmierną witalność i starałam się zapomnieć o całym incydencie, jak gdyby nic się nie stało. Po separacji z mężem uczepiłam się nowego związku. […]. W rzeczywistości nie zdawałam sobie wówczas z tego sprawy, ale istniał we mnie pewien podział. Z jednej strony Milly pogodna, silna, zdolna, inteligentna, hiperracjonalna, umiejąca żyć i czynić dobro, z drugiej – Milly krucha, słaba, emocjonalna, poraniona i przygnieciona przez życiowe tragedie (włączając w to i tę, o której opowiem na końcu), łatwa ofiara dla złych i zabójczych pokus. Dziś jest dla mnie jasne to, co wtedy się ze mną działo: na co dzień przerażona tłumiłam w sobie tę moją połowę, nie pozwalając jej istnieć. Lecz ona dwa razy w roku ujawniała się z ponurą gwałtownością swych niemych i czarnych krzyków, zwracając przeciwko mnie swoją złośliwość. […].

Poznałam pewne małżeństwo, on architekt, ona psycholog, i któregoś dnia zostałam zaproszona na popołudnie do ich domu. Starannie unikałem picia i jedzenia w obecności innych, ponieważ jednym ze skutków ubocznych przyjmowanego przeze mnie w tamtym okresie koktajlu, było gwałtowne drżenie rąk, które ujawniało się wyraźnie, kiedy podnosiłam napój albo jedzenie do ust. […]. Wyciągnęłam zdecydowanie prawą ręką, chwyciłam filiżankę i kiedy ją podniosłam, gwałtowne drżenie sprawiło, że rozlałam herbatę na elegancki obrus. Cisza. Czworo oczu wpatrywało się we mnie ze zdumieniem i nikt nie śmiał nic powiedzieć. […]. Pogłębiłam ten temat i tydzień później poszłam spotkać się z nią w jej gabinecie. Gdy weszłam w fazę wstępnego rozluźnienia, poprosiła mnie, bym dała się jej ponieść spontanicznej wizualizacji. W umyśle pojawił mi się obraz wysokiego muru, który mnie przerażał i którego nie potrafiłam przejść. Powiedziałam jej o tym. Wziąwszy też pod uwagę przyspieszony rytm mojego serca, znajoma przerwała sesję. Ponownie poradziła mi, abym zmieniła psychiatrę i zwróciła się także do jakiegoś specjalisty, żeby rozpocząć terapię opartą na psychologii poznawczej. […]. Wreszcie po pięciu dniach udało mi się uzyskać przeniesienie do legendarnej, upragnionej Ca Bianca, gdzie zostałam przez tydzień. […]. Podczas tamtych dni zostałam poddana koniecznym eksperymentom, aby znaleźć lek, który postawiłby mnie z powrotem na nogi. Wypróbowałam dwa lekarstwa, lecz w obu przypadkach wystąpiły efekty uboczne nie do przyjęcia i natychmiast przerywano ich podawanie. […].

Cytaty pochodzą z książki: Milly Gualteroni, Z depresji do wiary. Świadectwo życia sławnej dziennikarki, Edycja św. Pawła, Częstochowa 2017.







Dziękujemy za przesłanie błędu