Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 23 października. Imieniny: Edwarda, Marleny, Seweryna
16/07/2018 - 13:35

Dobra książka. Sądeczanin poleca. Jędrzej Pasierski, "Dom bez klamek" (1)

Czasami własne wspomnienia mogą być więzieniem, z którego najtrudniej się wyrwać… "Dom bez klamek" to pierwszy tom z cyklu powieści kryminalnych z Niną Warwiłow.


(...). Zbliżał się już zmierzch, kiedy Warwiłow podjeżdżała astrą pod komendę na Jagiellońskiej. Po skończeniu szkoły policyjnej komenda Praga-Północ była jej oczywistym wyborem. Ani chwili się nie zastanawiała, czując, że powinna zacząć tam, gdzie skończył jej ojciec. Odremontowana kilka lat wcześniej komenda wciąż lekko pachniała farbą, ale Warwiłow tęskno było do tej odrapanej, dusznej od setek papierosów. Takie były pierwsze lata jej pracy i dorastanie na Pradze, więc pewnie nie tęskniła za tym konkretnie, ale za tym, kiedy była młodsza i wszystko było dla niej nowe i świeże.

Teraz to odnowione wnętrze wydawało jej się nieco wrogie. Do całodziennych zawrotów głowy doszedł lekki ból brzucha przed spotkaniem z Matkowskim. Przechodząc przez popołudniowo opustoszałe korytarze, dostrzegła na ławce parę żuli. Z bliższej odległości oceniła, że jeden nich jest kobietą, choć gruba warstwa ubrań i alkoholowe zniekształcenie rysów upodabniały ich do siebie.
- Ciągle mnie bijesz. – Dobiegły ją słowa kobiety, powiedziane lepkim, cukierkowym głosem.

Mężczyzna odcharknął, po czym oznajmił chrapliwie:

- A ty cały dzień mi spieprzysz. I życie.
Warwiłow zmrużyła oczy; scena wywołała u niej dyskomfort psychiczno-fizyczny. Miała nadzieję, że ten, kto zatrzymał meneli, szybko ich zwolni do domu lub gdziekolwiek zimowali tego roku. Z drugiej strony – może kobietę dało się jeszcze uratować przed agresywnym kawalerem? Westchnęła.

Do gabinetu szefa komendy weszła bez pukania. To pomieszczenie również przeszło remont, teraz wyglądało jak pokój korporacyjnego managera wyższego szczebla: postawiono tu wygodne fotele oraz podłużny stolik kawowy do spotkań z interesantami i podległymi funkcjonariuszami.

Matkowski, który przedtem kurzył bez opamiętania, siedział, trzymając długopis przy ustach. Był to postawny facet pod sześćdziesiątkę, o obwisłej twarzy buldoga, ale bardzo miłym uśmiechu, jakby natura postanowiła mu choć trochę zrekompensować ogólną brzydotę. Na stole miał rozłożoną teczkę, pewnie raport od patologa. Pod oknem stał wyprostowany Chodkowski, który w dziwny sposób potrafił łączyć służbowy szacunek i swobodę. W gabinecie mocno pachniało wodą kolońską, akurat taką, jakiej nie cierpiała, bo kojarzyła jej się z ubikacją. Momentalnie wróciły skurcze żołądka, przełknęła słoną ślinę.

- Jesteś – powiedział bez przywitania Matkowski i kiwnął głową w stronę stolika.

 Dopiero teraz Warwiłow zobaczyła, że siedzą przy nim dwaj mężczyźni. Były jeszcze wolne miejsca, ale domyśliła się, że Chodkowski zajął pozycję stojącą ze względu na niższe stanowisko. (...).
 

Cytaty pochodzą z książki: Jędrzej Pasierski "Dom bez klamek", wydawnictwo Czarne,  czerwiec 2018

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu