Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 30 maja. Imieniny: Ferdynanda, Gryzeldy, Zyndrama
08/10/2017 - 09:30

Dobra książka. Sądeczanin poleca: "Jądro ciemności" (7)

„Jądro ciemności” – podróż Marlowa w górę rzeki Kongo nie przypomina turystycznej eskapady, trudno ją nawet nazwać misją handlową, bo pieniądze dla bohatera nigdy nie były celem samym w sobie. Zstąpienie w głąb dziewiczej puszczy przypomina zejście do piekieł, a sam Marlow powiada: „ ta podróż rzuciła rodzaj światła na wszystko wokół mnie – i na moje myśli.”

— A co Kurtz robił? Badał okolice czy co? — zapytałem.
— O tak, naturalnie — Kurtz odkrył bardzo wiele wsi, a także jezioro — wielbiciel jego nie wiedział dokładnie, w jakim kierunku — niebezpiecznie było zanadto się dopytywać — ale w tych wyprawach chodziło mu przeważnie o kość słoniową.
— Przecież nie miał już wówczas towarów do handlu — wtrąciłem.
— Spora ilość naboi została po dziś dzień jeszcze — odpowiedział, nie patrząc mi w oczy.
— Mówiąc bez ogródek, kupił po prostu kraj — rzekłem. Tamten skinął głową. — Z pewnością nie sam jeden! — Mruknął coś w odpowiedzi o wsiach wokół tego jeziora. — Kurtz namówił tamte plemiona, aby szły za nim, prawda? — poddałem. Poruszył się niespokojnie.
— Oni go ubóstwiali — rzekł.

Grupa ludzi z noszami stanęła również jak skamieniała w pół drogi do parowca. Zobaczyłem ponad barkami tragarzy wychudłego człowieka na noszach, który usiadł i podniósł ramię.
— Miejmy nadzieję, że ten, który na ogół umie mówić tak dobrze o miłości, znajdzie teraz argument, by nas ocalić — rzekłem.
Rozgoryczało mnie idiotyczne niebezpieczeństwo naszego położenia, jak gdyby zależność od tego okrutnego widma była hańbiącą koniecznością. Nie mogłem pochwycić żadnego dźwięku, ale przez szkła widziałem chude ramię wyciągnięte władczo, widziałem, że dolna szczęka się rusza, a oczy połyskują mrocznie w głębi kościstej głowy kiwającej się w groteskowych podrzutach. Kurtz — Kurtz — to znaczy po niemiecku krótki, nieprawdaż? Otóż to nazwisko było równie prawdziwe jak wszystko inne w jego życiu i śmierci.

— Był to wybitny człowiek — rzekłem niepewnie. I zniewolony nieruchomym, wymownym jej wzrokiem, który zdawał się śledzić dalsze słowa na moich ustach, dodałem: — Niepodobna go było…
— Nie kochać — dokończyła żarliwie; oniemiałem z przerażenia. — Jaka to prawda! Jaka prawda! Ale niech pan pomyśli, że nikt go nie znał tak jak ja! Jego szlachetna dusza ufała mi bez granic. Ja go znałam najlepiej.
— Pani go znała najlepiej — powtórzyłem.
I może tak było istotnie. Lecz z każdym wymówionym słowem pokój się stawał mroczniejszy; tylko jej czoło, gładkie i białe, jaśniało niewyczerpanym światłem wiary i miłości.

Cytaty pochodzą z powieści Josepha Conrada, czyli Józefa Teodora Konrada Korzeniowskiego pt. „ Jądro ciemności”, wyd. GREG

Opr. Jordan, Fot. idena.pl







Dziękujemy za przesłanie błędu