Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 20 września. Imieniny: Eustachego, Faustyny, Renaty
19/12/2018 - 18:05

Dobra książka. Sądeczanin poleca. Haruki Murakami. "Zawód: powieściopisarz" (3)

„Zawód: powieściopisarz” to historia o bezkompromisowym płynięciu pod prąd, zwłaszcza gdy spojrzeć na losy Murakamiego w kontekście dziejów powojennej Japonii. Oto mamy bowiem człowieka, który na każdym rozstaju dróg wybiera inaczej niż wszyscy: skrajnego indywidualistę w kolektywistycznym społeczeństwie.

(...). Na szczęście w tamtych czasach młody człowiek mógł otworzyć lokal, dysponując znacznie mniejszą sumą niż potrzebna jest dzisiaj. Dlatego moi rówieśnicy – przekonani jak ja, że nie chcą „pracować w jakiejś firmie” ani „zaprzedać się systemowi” - otwierali niewielkie kawiarnie, restauracje, sklepiki czy księgarnie. (…)
Sprowadziłem do lokalu pianino, na którym kiedyś grałem w domu, i w weekendy organizowaliśmy koncerty. W okolicy Musashino mieszkało wielu muzyków jazzowych, więc chętnie (mam nadzieję) występowali u nas nawet za niewielkie pieniądze. Niektórzy stali się potem sławni, ale wtedy byliśmy jeszcze młodzi i strasznie nam się chciało coś robić. Niestety, nikt z nas szczególnie dobrze na tym nie zarobił.
Robiłem niby to, co lubiłem, ale miałem dużo długów, więc ciężko pracowałem, żeby je spłacać. Pożyczyłem pieniądze z banku, a także od przyjaciół. Pieniądze pożyczone od przyjaciół zwróciłem w całości w ciągu kilku lat z odsetkami. Udało mi się to, bo pracowałem codziennie od rana do wieczora i jadłem byle co. Prowadziliśmy wtedy (to znaczy ja z żoną) bardzo skromne i spartańskie życie. Nie mieliśmy radia ani telewizora, ani nawet budzika. Nie mieliśmy w domu porządnego ogrzewania, więc w zimne noce spaliśmy mocno przytuleni do naszych czterech kotów. One też desperacko mocno tuliły się do nas. (…)
Nie mam zamiaru narzekać tu na dawne trudności życiowe, jednak faktem jest, że między dwudziestym a trzydziestym rokiem życia nie było mi łatwo. (…).
Ale było fajnie. To też nie ulega wątpliwości. Młody, zdrowy jak koń, mogłem w końcu cały dzień słuchać ulubionej muzyki i byłem panem na – co prawda maleńkich – ale jednak swoich włościach. Nie musiałem dojeżdżać do pracy zatłoczonym pociągiem, chodzić do nudnej pracy w jakiejś firmie ani kłaniać się szefowi, którego bym nie znosił. I czasami poznawałem nietuzinkowych, fascynujących ludzi.
Jeszcze jeden cenny aspekt tej sytuacji był taki, że w tym czasie nauczyłem się wiele na temat społeczeństwa. „Nauka o społeczeństwie” brzmi trochę sztywno i jakoś głupio, ale chodzi mi o to, że stałem się człowiekiem dorosłym. Wiele razy waliłem głową w mur, ale jakoś, choć z trudem, udawało mi się uniknąć różnych niebezpieczeństw. Ludzie obrzucali mnie błotem i robili mi świństwa, często czułem się okropnie rozgoryczony. W tamtych czasach byłem dyskryminowany, ponieważ pracowałem w „przemyśle rozrywkowym”. Musiałem harować jak koń i prawie wszystko znosić w milczeniu. Zdarzało się, że z lokalu trzeba było wyrzucić paskudnych pijaków i dzielnie stawić czoło przeciwnościom. Myślałem właściwie tylko o tym, jak utrzymać lokal i zwrócić długi.

Całkowicie tym pochłonięty jakoś przeżyłem jednak te trudne lata bez większych obrażeń i udało mi się wyjść na prostą, a przynajmniej prostszą. Kiedy mogłem wziąć głębszy oddech i rozejrzeć się uważnie dookoła, zobaczyłem niewidziany wcześniej pejzaż, a w tym pejzażu stałem nowy ja – mówiąc najprościej, tak właśnie to wyglądało. Nagle się zorientowałem, że jestem nieco bardziej zahartowany niż przedtem i nieco (tylko trochę) mądrzejszy niż przedtem.

Cytaty pochodzą z książki:
Haruki Murakami „Zawód: powieściopisarz”, tłumaczenie - Anna Zielińska-Elliott
Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, 2017

Osoby zainteresowane współpracą w zakresie doboru tytułów do prezentacji zapraszamy do kontaktu: [email protected]

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu