Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 13 sierpnia. Imieniny: Elwiry, Hipolita, Radosławy
26/01/2019 - 11:25

Dobra książka. Sądeczanin poleca. Bolesław Prus, "Lalka" (6)

Izabela Łęcka i Stanisław Wokulski to jedna z budzących najgorętsze emocje par literatury polskiej. Ale Lalka jest nie tylko powieścią o nieszczęśliwej miłości nowobogackiego przedsiębiorcy do panny z wyższych sfer (…). Lalka to epicki rozmach, dziewiętnastowieczna Warszawa, blichtr i brud, bogactwo postaci i pulsujące życie.

(…)
- Zatem żeni się pan, panie Ochocki?...
- Chybabym zwariował – mruknął młody człowiek, wzruszając ramionami.
- Jak to?... Przecież kuzynka pańska podoba się panu?
- I nawet bardzo, ale to jeszcze nie wszystko. Ożeniłbym się z nią, gdybym miał pewność, że już nic w nauce nie zrobię…
W sercu Wokulskiego obok nienawiści i podziwu błysnęła radość. W tej chwili Ochocki przetarł czoło jak zbudzony ze snu i patrząc na Wokulskiego, nagle rzekł:
- Ale, ale… Nawet zapomniałem, że mam ważny interes do pana…(…)
- Chcę zadać panu pytanie… nie… dwa pytania, bardzo poufne, a może nawet drażliwe – mówił Ochocki. – Czy nie obrazi się pan?...
- Słucham – odparł Wokulski.
Gdyby stał na szafocie, nie doznałby tak strasznych wrażeń jak w tej chwili. Był pewny, że chodzi o pannę Izabelę i że w tym samym miejscu zdecydują się jego losy.
- Pan był przyrodnikiem? – spytał Ochocki.
- Tak.
- I w dodatku – przyrodnikiem entuzjastą. Wiem, co pan przeszedł, od dawna szanuję pana z tego powodu… To za mało; powiem więcej… Od roku wspomnienie o trudnościach, z jakimi szamotał się pan, dodawało mi otuchy… Mówiłem sobie; zrobię przynajmniej to, co ten człowiek, a ponieważ nie mam takich przeszkód, więc – zajdę dalej od niego…
Wokulski, słuchając, myślał, że marzy albo że rozmawia z wariatem.
- Skąd pan to wie?... spytał Ochockiego.
- Od doktora Szumana.
- Ach, od Szumana. Ale do czego to wszystko prowadzi?...
- Zaraz powiem – odparł Ochocki. – Byłeś pan przyrodnikiem entuzjastą i w rezultacie – rzuciłeś pan nauki przyrodnicze. Otóż, w którym roku życia osłabnął pański zapał w tym kierunku?...
Wokulski poczuł jakby uderzenie toporem w głowę. Pytanie było tak przykre i niespodziewane, że przez chwilę nie tylko nie umiał odpowiedzieć, ale nawet zebrać myśli.
Ochocki powtórzył, bystro przypatrując się swemu towarzyszowi.
- W którym roku?... rzekł Wokulski. – W zeszłym roku… Dziś mam czterdziesty szósty rok…
- A zatem ja do kompletnego ochłodzenia się mam jeszcze przeszło piętnaście lat. To mi trochę dodaje odwagi… - rzekł jakby do siebie Ochocki.
I znowu po chwili dodał:
- To jedno pytanie, a teraz drugie, ale – nie obraź się pan. W którym roku życia zaczynają mężczyźnie… obojętnieć kobiety?...
Drugi cios. Był moment, że Wokulski chciał schwycić młodzieńca za gardło i udusić. Opamiętał się jednak i odparł ze słabym uśmiechem:
- Myślę, że one nigdy nie obojętnieją… Owszem, coraz wydają się droższymi.
- Źle!... – szepnął Ochocki. – Ha, zobaczymy, kto mocniejszy.
- Kobiety, panie Ochocki.
- Jak dla kogo, panie – odpowiedział młody człowiek, wpadając znowu w zamyślenie.
I zaczął mówić jakby do siebie.
- Kobiety, ważna rzecz. Kochałem się już, zaraz, ileż to?... Cztery… sześć… ze siedem, tak, siedem razy… Zabiera to dużo czasu i napędza desperackie myśli… Głupia rzecz miłość… Poznajesz, kochasz, cierpisz… Potem jesteś znudzony albo zazdrosny… Tak, dwa razy byłem znudzony, a pięć razy zdradzony…(…) A tymczasem gdy raz opanuje człowieka idea, już go nie opuszcza i nie zdradza nigdy…
Położył rękę na ramieniu Wokulskiego i patrząc mu w oczy jakimś rozstrzelonym i rozmarzonym wzrokiem, spytał:
- Wszakże pan myślał kiedyś o machinach latających?... Nie o kierowaniu balonami, które są lżejsze od powietrza, bo to błazeństwo, ale – o locie machiny ciężkiej, napełnionej i obwarowanej jak pancernik?... Czy pan rozumie, jaki nastąpiłby przewrót w świecie po podobnym wynalazku?... (…) Już ujarzmiliśmy wiatr, ciepło, światło, piorun… Czy więc nie sądzisz pan, że nadeszła pora nam samym wyzwolić się z oków ciężkości?... To idea leżąca dziś w duchu czasu… Inni już pracują nad nią; mnie ona dopiero nasyca, ale od stóp do głów… Co mnie ciotka z jej radami i prawidłami dobrego tonu!... Co mnie żeniaczka, kobiety, a nawet mikroskopy, stosy i lampy elektryczne?... Oszaleję, albo… przypnę ludzkości skrzydła…

Bolesław Prus „Lalka”, Wydawnictwo Znak, wydanie pierwsze w Znaku, 2017
W wybranych fragmentach nie uwzględniono przypisów.

Wybór fragmentów: BP

Osoby zainteresowane współpracą w zakresie doboru tytułów do prezentacji zapraszamy do kontaktu: [email protected]







Dziękujemy za przesłanie błędu

Sądeczanin HISTORIA (2-2020)