Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 26 maja. Imieniny: Eweliny, Jana, Pawła
05/04/2018 - 11:25

Dobra książka. Mariusz Urbanek "Genialni. Lwowska szkoła matematyczna" (4)

Stefan Banach, Hugo Steinhaus, Stanisław Ulam, Stanisław Mazur, Antoni Łomnicki i wielu innych uczonych tworzyło w latach międzywojennych tzw. lwowską szkołę matematyczną. (…) Ich burzliwe losy, osiągnięcia, kariery naukowe i pozanaukowe, dramatyczne dzieje kończące się w wielu przypadkach śmiercią od kul hitlerowskich okupantów, opisuje Urbanek na tle zmieniającego się życia politycznego i kulturalnego Polski w czasie dwudziestolecia międzywojennego, w trakcie i po II wojnie światowej.

Lipiec 1916 roku, Kraków, Planty
Był letni wieczór 1916 roku. Steinhaus idąc Plantami, usłyszał dobiegające z ławki słowa „miara Lebesgue’a”. Twierdzenie Lebesgue’a było wtedy znane tylko nielicznym matematykom, więc zaintrygowany podszedł i przedstawił się. Jednym z dwóch dyskutujących o matematyce młodych mężczyzn był Stefan Banach.
Byli czasem traktowani jak mistrz i uczeń, który preceptora przerósł, choć Steinhaus był od Banacha starszy tylko o  5 lat. Wiele lat później powie, że jego największym naukowym sukcesem było odkrycie Stefana Banacha. A Henri Lebesgue 22 lata później otrzyma doktorat honoris causa Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Promotorami będą Steinhaus i Banach.

Stefan Banach urodził się 30 marca 1892 roku jako nieślubne dziecko Katarzyny Banach z Borównej, małej wioski pod Lipnicą Murowaną, i Stefana Greczka z dużo większego Ostrowska pod Nowym Targiem. (…)
Rodzice matematyka spotkali się w Krakowie, gdzie Stefan Greczek służył w c.k. armii, a Katarzyna wynajmowała się jako służąca w bogatych domach. (…)

Kiedy Banach poznał prawdę o swoim pochodzeniu, nie wiadomo. Córka Antoniny Greczek, Monika Waksmundzka-Hajnos, pisała, że matka dopiero w 1939 roku, właśnie od Banacha usłyszała, że mieli wspólnego ojca: „Wiedziała o istnieniu Stefana Banacha, ale sądziła, że jest to znajomy rodziny”. Był od Antoniny o 25 lat starszy, nie podejrzewała nawet, że może być jej przyrodnim bratem. Przeżyła szok, nie znała tej części przeszłości Stefana Greczka. Banach uspokajał siostrę, „tłumaczył, jak trudno było w czasach Austro-Węgier uznać nieślubne dziecko za swoje, że ojciec niewiele mógł zrobić”. (…)

Maturę Banach zdał w 1910 roku, z jednomyślną oceną egzaminujących „dojrzały”. Choć według jednego z rozmówców Romana Kałuży, biografa matematyka, miał poważne problemy, by w ogóle do matury zostać dopuszczony. Groziło mu aż osiem dwój. Uratowała go dopiero wspólna akcja nauczyciela matematyki, przekonującego pozostałych pedagogów, że Banach to geniusz, więc nie można rzucać mu kłód pod nogi, i szkolnego katechety, księdza Pawła Pyłki. Interwencja pierwszego była dość oczywista, drugi wykazał się dużą tolerancją, bo Banach na lekcjach religii nie raz zalazł mu za skórę. Zadawał nieśmiertelne pytanie wszystkich zbuntowanych nastolatków nie tylko w tamtych czasach: Czy Pan Bóg wszechmogący mógłby stworzyć taki kamień, którego nawet on nie mógłby unieść?
Być może ksiądz Pyłko uznał, że akurat Banachem nie kieruje wyłącznie sztubacka złośliwość, tylko autentyczna chęć przedyskutowania tzw. paradoksu omnipotencji, nad którym filozofowie biedzą się od tysiąca lat. (…)

Dlaczego Banach wyjechał z Krakowa? Tego nie wiadomo na pewno. Matematyka lwowska nie stała jeszcze na tyle wyżej od krakowskiej, by robiło to różnicę. Być może chciał się usamodzielnić, być może Lwów, w końcu stolica Galicji, bardziej kusił i oferował więcej szans niż zamknięty przed ludźmi o niepewnym statusie społecznym Kraków. (…)

Przez cztery lata studiów we Lwowie zaliczył tylko połowę przewidzianych egzaminów i uzyskał tzw. półdyplom. Być może wysyłała mu jakieś pieniądze Franciszka Płowa, ale raczej nie pomagał Greczek. Banach musiał to wypomnieć, ale ojciec nie czuł się winny. Uważał, że po maturze syn musi poradzić sobie sam. (…) Wyraźnie świadczy o tym jego cytowany już list z października 1943 roku. „To już jest tak przyjęte na wsi, że student musi się sam utrzymywać w czasie nauk na Uniwersytecie, z wyjątkiem medycyny” – pisał do syna.

Latem 1914 roku, gdy wybuchła wojna, Banach wrócił do Krakowa.  Do wojska austriackiego nie trafił, bo miał wadę wzroku i był leworęczny, do Legionów, które w sierpniu 1914 wyruszyły z Oleandrów, żeby bić się o Polskę, też nie. Zatrudnił się w przedsiębiorstwie budującym drogi. (…)

Cytowane fragmenty pochodzą z książki:
Mariusz Urbanek
 „Genialni. Lwowska szkoła matematyczna”
 Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2014

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji

Masz ciekawe zdjęcia lub wideo? Przyślij do nas!







Dziękujemy za przesłanie błędu


Majowy miesięcznik "Sądeczanin" już w kioskach