Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Sobota, 30 maja. Imieniny: Ferdynanda, Gryzeldy, Zyndrama
03/10/2019 - 09:10

Dobra książka: Katarzyna Olubińska, "Bóg w wielkim mieście" (4)

Katarzyna Olubińska, dziennikarka programu Dzień Dobry TVN. Autorka bloga "Bóg w wielkim mieście". Opowiada o swojej drodze do Boga, pięknie małych gestów, celebracji życia. Rozmawia z gwiazdami pierwszego formatu o sprawach, wobec których wszyscy jesteśmy równi: o miłości, przyjaźni, strachu, cierpieniu, śmierci, rodzinie, karierze, marzeniach, szczęściu. Co się zmienia, gdy najważniejsze wydarzenia życia przeżywa się razem z Bogiem?

„Moją prawdziwą miłością stało się pływanie po jeziorach. Mazury to mój raj, miejsce, gdzie czuję się najlepiej.(...) Głowa pełna marzeń, patrzenie w gwiazdy i rozmowy w ciepłą noc, sen w śpiworze na deku, chmury sunące po niebie, życie z dnia na dzień, od portu do portu, bez zbędnych napięć i trosk. Prostota, harmonia i po prostu szczęście.

Mazury mogą mieć też jednak inne oblicze. Doświadczyłam tego podczas jednego z rejsów, na który wybrałam się ze znajomymi podczas studiów. Nasza załoga liczyła osiem osób. Nastroje od rana dopisywały, a zimne piwko z sokiem z łyka na łyk rozluźniało atmosferę. Dzień był słoneczny, nikt nawet nie pomyślał, żeby mieć na sobie kapok, a moje prośby, żeby każdy przynajmniej wiedział, gdzie jest ten jego, były zbywane gromkimi żartami. Nigdy nie zapomnę momentu, gdy wśród tych śmiechów i żartów nagle zobaczyłam zbliżającą się do nas szarą ścianę wody. Wyglądało to tak, jakby jezioro się zakrzywiło i nacierało na nas. Zatkało mnie z przerażenia. Zdążyłam tylko krzyknąć: „Kapoki!”, i wyluzować żagle, żeby nie przewróciła nas siła uderzenia wiatru. Jakieś dziesięć sekund później znaleźliśmy się w centrum czegoś, co wyglądało jak trąba powietrzna. Łódka kręciła się jak w wirze. Zrobiło się ciemno. Znajomi krzyczeli, a ja miałam w głowie najczarniejsze obrazy. Prosiłam Boga, żeby nas ocalił, ale w głębi duszy myślałam, że z tego nie wyjdziemy. Kiedy wszystko ucichło i siedzieliśmy przy brzegu, ogrzewając się kocami i herbatą i dygocząc w milczeniu, usłyszeliśmy w radiu, że przez Mikołajki przeszedł biały szkwał.

To taki szkwał, który przychodzi z jasnego nieba, zupełnie nagle, i nie da się go przewidzieć. Dosłownie kilkadziesiąt metrów obok nas utonęło dwanaście osób. Bóg postanowił nas ocalić. W Ewangelii też jest opis sztormu, podczas którego apostołowie krzyczą przerażeni, a Jezus śpi. Wołają z pretensją: „Nic cię to nie obchodzi, że giniemy?”. Po chwili Jezus ucisza burzę. Mam wrażenie, że całe nasze życie jest właśnie takim sztormem: w każdej chwili może nas coś zaskoczyć, a po chwilach słonecznych zawsze przychodzi w końcu jakaś burza. Pytanie, czy krzyczymy wtedy z przerażenia jak apostołowie, czy ufamy, że On jest obecny i uciszy tę burzę, choć wydaje się, że śpi. Ja najczęściej krzyczę ze strachu zamiast zaufać. Wiem jednak, że na takie życiowe burze są pewne koła ratunkowe.

Te wszystkie koła ratunkowe Pan Bóg rzuca nam niemal codziennie, ale żeby móc je złapać, musimy właśnie zaufać. „Jezu, Ty się tym zajmij” – odkąd poznałam słowa tej modlitwy, starałam się uczynić ją moją codzienną. Oddałam Mu stery. Odkąd pamiętam, zawsze wolałam trzymać je sama. Okazało się, że z Bogiem to działa inaczej – i przyszedł czas, kiedy trzeba było swoje dawne przyzwyczajenia odłożyć na bok. Przede wszystkim wszędzie tam, gdzie jest burza z piorunami, On przynosi pokój.


Katarzyna Olubińska, „Bóg w wielkim mieście”, Wydawnictwo WAM, 2017
Wybór fragmentów: IG







Dziękujemy za przesłanie błędu