Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 21 listopada. Imieniny: Janusza, Marii, Reginy
18/08/2019 - 10:40

Dobra książka. Katarzyna Kłosińska. "Co w mowie piszczy?" (7)

Panuje opinia, że język polski jest trudny. Dostaliśmy naklejkę z logo czy logiem firmy? Wysyłamy SMS (a może SMS-a?) na numer czy pod numer telefonu? Dzieci chodzą na sanki z tatą czy tatem? A gdy zastanawiamy się nad dziejami słów i związków wyrazowych, okazuje się, że wiele z nich kryje w sobie opowieści o dawnych zwyczajach czy odmiennym od dzisiejszego postrzegania świata.

Generałka ze skoczki nią, czyli o nazwach żeńskich

„Nie ma chyba w języku kwestii, która dzieliłaby społeczeństwo tak bardzo, jak nazwy żeńskie. (…) Przede wszystkim nie każda męska forma ma swój odpowiednik żeński, co zauważyła pani Kasia, która zastanawia się nad tym, czy istnieje takie słowo jak obcokrajowczyni. Oczywiście, nie istnieje – kobieta obcokrajowiec to cudzoziemka. Ale już do skoczkini powoli się przyzwyczajamy, zapewne dlatego, że w mediach częściej niż o kobietach spoza Polski mówi się o kobietach uprawiających skoki wzwyż, w dal czy o tyczce.

Sporo kontrowersji budzi natomiast tworzenie żeńskich form nazw zawodów, funkcji czy stanowisk, na przykład socjolożka, kartografka.  (…) pan Tomek zauważył dwuznaczność konstrukcji z wyrazami typu marynarka, kominiarka, czego przykładem są wymyślone przez niego zdania: Jest to drugi wypadek lotniczy spowodowany przez zagraniczną pilotkę. Zaleca się kupowanie pilotek produkcji polskiej.

Skoro system językowy daje nam możliwość tworzenia nazw żeńskich, to korzystajmy z niej – rzecz jasna,  z zachowaniem zdrowego rozsądku, czyli pamiętając o tym, że sekretarz czy profesor to co innego niż sekretarka czy profesorka. Doktorka ciągle brzmi niepoważnie, ale do logopedek czy pedagożek zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Wiele prestiżowych nazw zawodów przez długie lata funkcjonowało tylko w formie męskiej, dlatego pojawiające się coraz częściej ich odpowiedniki żeńskie przez sporą część Polaków są odbierane jako deprecjonujące. I dlatego żadne rozstrzygnięcia normatywne się nie sprawdzą. Norma językowa nie reguluje tak delikatnych kwestii jak poczucie bycia docenioną czy stosunek do kobiecości. Pani Magda pisze: „ Czułabym się niemile poruszona, gdyby ktoś nazwał mnie magisterką psycholożką, ale jest wiele kobiet, które czują się tak samo, gdy ktoś je nazywa psychologami; dopiero forma psycholożka oddaje im szacunek i godność. Jest to sprawa bardzo indywidualna, a także uzależniona od budowy konkretnego wyrazu.

Są jednak sytuacje, w których długo jeszcze nie będziemy używali nazw żeńskich – wyrażenie generała Elżbieta Zawadzka dziwi i dziwić będzie. Sferę wojskowości wyobrażamy sobie bowiem jako domenę mężczyzn, stąd niechętnie mówilibyśmy o poruczniczkach, pułkowniczkach czy generałach.

Cytaty pochodzą z książki pt. „ Co w trawie piszczy?” (wyd. Publikat), której autorka dr hab. Katarzyna Kłosińska wraz ze słuchaczami radiowej Trójki próbuje w dociekliwy i humorystyczny sposób rozwikłać zagadki językowe.

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu