Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 18 października. Imieniny: Hanny, Klementyny, Łukasza
08/06/2019 - 09:35

Dobra książka: Isabelle Laurent. Jesteś najlepszą mamą na świecie (6)

Od pierwszego dnia oczekiwania na dziecko zastanawiasz się, jaką będziesz matką. Czy podołasz trudom wychowania? Czy nie zawiedziesz oczekiwań – męża, bliskich, otoczenia? A zarazem: czy dziecko będzie odpowiadało twoim wyobrażeniom? Czy przyjmie wartości, które zechcesz mu przekazać? Jak przebrniecie przez czas młodzieńczych buntów i konfliktów międzypokoleniowych? Niespokojna, sięgasz po poradniki, czytasz blogi, szukasz rad u bardziej doświadczonych. Isabelle Laurent przekonuje, że nie tędy droga.

Kiedy oczekiwałam na narodziny Camille, Solène i Louisa miały trzy i dwa lata, a ja pożerałam książkę zatytułowaną Wszystko rozgrywa się przed szóstym rokiem życia. Kopalnia wiedzy dla mnie, cokolwiek przestraszonej, ponieważ szło o to, by się nie pomylić. Miałam sześć lat życia każdego z moich dzieci, by wdrożyć niezbędne praktyki. Po urodzeniu Camille, kiedy poczuliśmy się powołani do adopcji czwartego dziecka, przedstawiono nam dwóch chłopców. Mieli sześć i siedem lat. Odbierając ich dokumenty, mieliśmy poznać ich przeszłość. Gdy je przeglądałam, zrobiło mi się zimno. Błądzili sami ulicami Manili, zanim w wieku dwóch i trzech lat nie zostali zabrani przez pracowników sierocińca. Później zostali umieszczeni w filipińskiej rodzinie, która miała ich adoptować. Po upływie roku wrócili do domu dziecka; ta rodzina już ich nie chciała.

Młodszy został poddany kwarantannie z powodu gruźlicy, z której leczył się później przez cały rok. Kontynuowałam w myślach ich historię. Zaklasyfikowani jako zdatni do adopcji za granicą, mieli wsiąść w samolot, by dotrzeć do kraju, którego języka, klimatu, mieszkańców, kulinarnych zwyczajów itp. itd. nie znają… a to wszystko w wieku sześciu i siedmiu lat. Gdy przechodziłam obok biblioteczki, w oczy rzucił mi się tytuł Wszystko rozgrywa się przed szóstym rokiem życia. Zdjęłam książkę z półki i wyrzuciłam ją do śmieci. Myślę, że bez tego gestu nie miałabym odwagi przyjąć do naszej rodziny dzieci, które adoptowaliśmy. Wielokrotnie napotykaliśmy trudności, skłamałabym, gdybym powiedziała, że żyłam wolna od wątpliwości. Jednak zauważyłam, że za każdym razem, gdy dotykało mnie zwątpienie, miało ono źródło nie we wnętrzu mojej duszy, ale na zewnątrz, w słowach innych ludzi albo ekspertów. Sześć pierwszych miesięcy adaptacyjnych było szczególnie trudne dla Simona. Nic w tym dziwnego, biorąc pod uwagę jego przeszłość. Tymczasem zdecydowaliśmy się pójść za radą otoczenia wywierającego na nas presję i umówiliśmy się do psychiatry dziecięcego. Pod koniec pierwszej wizyty podniósł oczy znad swoich papierów, nie zwracając uwagi na mojego syna siedzącego u mego boku:

– Wie pani, niektóre dzieci nie są stworzone do życia w rodzinie, bardziej odpowiada im opieka instytucjonalna! Odebrało mi mowę. Porwałam mego syna w ramiona, obiecując sobie nigdy więcej nie postawić tam stopy. Pocieszało mnie tylko to, że mój syn za słabo jeszcze znał francuski, by zrozumieć wyrok, który właśnie został wydany. A jednak wiele razy podczas cięższych przepraw – czy wszyscy nie przechodzimy poważniejszych kryzysów z naszymi dziećmi, adoptowanymi lub nie – słowa tego lekarza powracały w mej pamięci. Co, jeśli mówił prawdę? Jeśli nie byłam odpowiednią matką dla tego dziecka? Wtedy przychodziła mi na myśl ta poprawka: mojego dziecka. To już nie było to, ale moje dziecko. Skoro zostało mi powierzone, byłam jego matką.

Isabelle Laurent, „Jesteś najlepszą mamą na świecie”, przełożyła Marta Tórz, Wydawnictwo W drodze, 2018

Dziękujemy Wydawnictwu W drodze za udostępnienie wybranych fragmentów

Jeśli zauważyłeś błąd w tekście, zaznacz fragment z błędem i wyślij do redakcji



Dziękujemy za przesłanie błędu