Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 4 czerwca. Imieniny: Christy, Helgi, Karola
30/08/2018 - 14:20

Dobra książka. Anna Sobolewska "Cela. Odpowiedź na zespół Downa" (4)

Książka, będąca osobistym zapisem przeżyć i doświadczeń matki dziewczynki z zespołem Downa, ukazuje optymistyczny wymiar „inności” dziecka. Obecność Celi w inspirujący sposób wpłynęła na pogłębianie więzi rodzinnych…

Zajmując się dzieckiem z Downem, trzeba być zawsze czujnym i gotowym do udziału w jego zabawie. Warto przerwać pracę czy sprzątanie, żeby być z nim wtedy, gdy jest ono właśnie gotowe, by czegoś się nauczyć i coś zrozumieć. Dziecko cieszy się wspólnym rozwiązywaniem nurtujących je problemów, takich jak ten, czy kasztan da się rozgnieść albo czy klocek duplo przyczepi się do papieru. Nieraz siedziałyśmy tak we dwie na podłodze nieubrane, wśród porannego bałaganu, bo Cecylka miała właśnie ochotę wypróbować nową grę czy układankę. Czasem trzeba było jej pomóc i koniecznie od razu pochwalić. Ważne jest ciche towarzyszenie dziecku, kiedy się czegoś boi albo kiedy stawia pytania, choćby niewyrażone wprost. Zainteresowanie osoby dorosłej jest rodzajem nagrody. […]. Cecylka chce robić dokładnie to samo co my. Próbuje nas karmić, ubierać, wysadzać. Wyciera nam nosy chusteczką, myje tatę w kąpieli. Chce mnie nawet podtrzymywać na sedesie, żebym nie spadła („bum!”). Powtarza nie tylko czynności opiekuńcze, ale „odzwierciadla” wszystkie nasze zabawy. Robi nam „sroczkę” na dłoni, zakłada śliniaki (ze ścierki do podłogi). Wyobraża sobie, że inni czują dokładnie to samo, co ona i cieszą się z tego samego. Dlatego całuje nasze skaleczenia i rozdaje lub pożycza nam i naszym gościom swoje zabawki. Uwielbia zabawę we wzajemne naśladowanie gestów, nawiasem mówiąc, bardzo zalecaną przez psychologów.[…]. Cecylka zaczęła żartować wcześniej niż nauczyła się poprawnie i wyraźnie mówić. Pamiętam, jak widząc brązową farbę na siedzeniu tramwajowym, zaalarmowała cały tramwaj: „kupa, totek!” (kotek). Cela zachowała do dziś swój żartobliwy stosunek do świata i zamiłowanie do eksperymentów językowych. Na zajęciach logopedycznych często wymyśla nieistniejące zwierzęta, jak „żabędź”, i naśladuje ich odgłosy. Gdy zamierzam obciąć jej paznokcie u nóg (bardzo tego nie lubi),  zwykle woła: „Jutro było”,  i sama się śmieje z własnego dowcipu.[…]. Czasem chodzimy na mszę dla niepełnosprawnych w naszym kościele Świętego Michała Archanioła na Bemowie-Lotnisku. Po mszy jest „agapa”, czyli herbatka. Przychodzą na nią ludzie młodzi, starzy i dzieci. Cela poczuła się tutaj pełnoprawnym gościem i mogła sobie porozmawiać z dorosłymi „Downami”. Starsza pani zawsze recytuje swoje wiersze patriotyczno-religijne, a ksiądz Kazimierz wyławia aktualnych solenizantów.  W czasie mszy niepełnosprawni czytają Pismo Święte, a pan  z widocznym upośledzeniem odgrywa rolę ministranta. Pewnego razu nie mógł się doczekać swojej posługi – mycia rąk – i delikatnie trącił księdza w ramię. Tackę trzymał pod brodą nie tej osoby, która właśnie przyjmowała komunię, ale jego starania wzbudziły sympatię. Pierwsza Komunia Celi była wielkim świętem. Cela porzuciła na chwilę udawanie chłopca i zgodziła się na strojną sukienkę. Zależało mi, żeby jej sukienka była taka, jak trzeba – strojna, falbaniasta, w której wyglądałaby nie gorzej niż inne dziewczynki. Jej uroczysty nastrój nie trwał długo. Na drugi dzień po Pierwszej Komunii Cela z Emilką, koleżanką z klasy, zaczęły się wygłupiać i wybrudziły swoje sukienki ziemią w przykościelnym ogrodzie.

Cytaty pochodzą z książki: Anna Sobolewska, Cela. Odpowiedź na zespół Downa,  W.A.B., Warszawa 2002.







Dziękujemy za przesłanie błędu