Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Niedziela, 27 maja. Imieniny: Amandy, Jana, Juliana
przewiń w dół
12/06/2017 - 10:55

W służbie Bogu i ludziom. Ksiądz dr Jerzy Jurkiewicz obchodzi 25. rocznicę święceń kapłańskich

Z księdzem dr Jerzym Jurkiewiczem, proboszczem parafii św. Małgorzaty, prepozytem Kapituły Kolegiackiej w Nowym Sączu, rozmawiamy w 25. rocznicę jego święceń kapłańskich.

ks dr Jerzy Jurkiewicz, prepozyt Kapituły Kolegiackiej Nowego Sącza
Zazwyczaj - w rocznicę kapłańskich święceń - zadaje się pytanie o powołanie. O moment, w którym człowiek czuje, ze chce się poświęcić służbie Bogu…

- Szczerze? Nie miałem takiego momentu, takiej chwili przełomu. Chciałem być księdzem odkąd sięgam pamięcią, więc trudno mi wskazać tę właśnie konkretną chwilę. Samo przygotowanie do święceń to sześć lat nauki w seminarium, formacji, zdobywania wiedzy. Bezpośrednim przygotowaniem były rekolekcje, które przeżywaliśmy w Pasierbcu.

Ilu księży liczył ten rocznik?
Rozpoczynało nas ponad sześćdziesięciu. Wyświęconych zostało czterdziestu czterech. Trzech spośród nas już nie żyje… Święcenia to chwila całkowitej zmiany sposobu życia. W moim przypadku, a myślę, że nie tylko w moim, było to ukoronowanie marzeń, tęsknot. Przez te całe 25 lat zawsze cieszyłem się, że jestem księdzem, choć zapewne tak jak w małżeństwie, tak i w kapłaństwie przychodzą trudniejsze momenty.

Pierwszą parafią młodego księdza Jurkiewicza stała się…
- Moją pierwszą parafią stała się parafia Limanowa-Sowliny. Szczerze mówiąc, wtedy, przed 25 laty, nie bardzo orientowałem się, gdzie to jest. Kojarzyłem, oczywiście, limanowską bazylikę, ale niewiele ponadto.

Co zostało tam księdzu powierzone i co było najtrudniejsze?
- Jak dla młodego księdza, wszystko było nowe. Duszpasterstwo zawsze mnie pociągało, nareszcie mogłem się spełnić, służąc Bogu i ludziom. Najważniejsze - jak myślę - jest lubić to, co się robi… Ja opiekowałem się ministrantami, uczyłem w podstawówce i w „Ekonomie”, bardzo miło wspominam te czasy. Nie traktowałem niczego jako trudność, choć na pewno bardzo mocno przeżywa się pierwsze wejście do konfesjonału. To jest pierwsza konfrontacja nabytej teoretycznej wiedzy moralnej, dogmatycznej z konkretnym człowiekiem, jego problemami. Zawsze zastanawiamy się, czy będziemy mu w stanie pomóc… Niesamowitym przeżyciem dla młodego księdza jest także sprawowanie Mszy św.

A co księdzu, jako neoprezbiterowi, sprawiało największą radość?
- Ogromnie cieszy, gdy dostrzega się pozytywne reakcje na własną pracę. Wielką satysfakcję daje fakt, iż ludzie chcą przychodzić na spotkania, rozpoznają księdza. Każdy z nas jest tylko człowiekiem, więc cieszy również, gdy usłyszy się od wiernych jakieś dobre słowo. Czasem przychodzi zmęczenie, ale ono natychmiast znika gdy widzi się kościół pełen wiernych, uśmiech na ich twarzach. To widok, który pewnie w każdego kapłana tchnie wielką energię.

Niedawno opublikowaliśmy w serwisie sądeczanin.info relację z tegorocznych święceń kapłańskich w diecezji tarnowskiej wraz z informacją do której parafii trafią młodzi księża. Proszę sobie wyobrazić, że była to najczęściej czytana wiadomość w tym dniu…
- Nie dziwię się, ponieważ wśród tych 25 księży wielu pochodziło z Sądecczyzny, nawet my byliśmy ciekawi dokąd trafią księża. Nasz tegoroczny praktykant otrzymał parafię w Chomranicach więc niedaleko. W ubiegłym roku ksiądz z praktyki w naszej parafii dostał się do Starego Sącza. Śledzimy to również, ponieważ nie tracimy kontaktu z naszymi wychowankami.

Jak odbywa się proces przydzielenia parafii?
- Mogę odpowiedzieć na ile moja wiedza pozwala; decyzję taką podejmuje ksiądz biskup. Brane są pod uwagę predyspozycje neoprezbitera, jak również potrzeby parafii. Młodzi księża mają się przyglądać pracy księży, pomagać im. Po trzech latach wikariusze zwykle zmieniają swoją pierwszą parafie.

W pierwszej parafii, do której ksiądz trafił, kościół był dopiero w budowie…
- To był czas przygotowania do konsekracji kościoła. Odbyła się - jak pamiętam - w maju. Dokonywał jej biskup J. Życiński. Przed Mszą św. zawołał mnie do siebie, powiedział: Jurek, zabieram cię na studia na KUL. Przemyśl to przez Mszę świętą, podczas obiadu porozmawiamy.

Zobacz też: Im bardziej wierzysz, tym boisz się mniej. Tu ludzie dadzą się pokroić za Boga

Zbyt dużo czasu na przemyślenia ksiądz nie miał...
- Rzeczywiście, ale trudno było odmówić ks. biskupowi. Chodziło o specjalistyczne studia z filologii klasycznej. I tak się to potoczyło. Po roku w parafii pięć lat na KUL, w trakcie studiów zacząłem studia doktoranckie z patrologii, pisząc pracę o wolności religijnej w  ujęciu św. Ambrożego z Mediolanu. To były lata 1993 – 1998. Po skończeniu filologii klasycznej biskup Wiktor Skworc mianował mnie prefektem, wychowawcą w seminarium. Studia doktoranckie kontynuowałem na PAT w Krakowie (Papieskiej Akademii Teologicznej, obecnie Uniwersytet Papieski im. Jana Pawła II, przyp. red.). Funkcję prefekta sprawowałem przez sześć lat. Wykładałem łacinę i grekę przez kolejne 10 lat, mieszkając przy parafii Matki Bożej Królowej Polski w Tarnowie -Mościcach dojeżdżając na wykłady do seminarium na wydziale teologicznym.

Po tych 16 latach - na szczęście dla nas - trafił ksiądz doktor do Nowego Sącza, gdzie - jak słyszałem, w trzecią niedzielę czerwca odbędą się obchody jubileuszu 25-lecia kapłaństwa. Ale rocznicę tę już uczciła rodzima parafia księdza, Jastrzębia koło Ciężkowiec.
- Nie chciałem specjalnych uroczystości, ale trudno było odmówić. Z parafii przed 25 laty było nas święconych dwóch i obaj traktujemy ten jubileusz jako dziękczynienie za dar powołań i kapłaństwo. Co się będzie działo w Nowym Sączu? Nie wiem. Księża moi współpracownicy mówili mi tylko, żebym nic nie planował na popołudnie w trzecią niedzielę czerwca.

Rozmawiał Tomasz Kowalski. Fot.​Janina Polakiewicz