Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 4 czerwca. Imieniny: Christy, Helgi, Karola
23/04/2020 - 16:45

"Wiara i tron. Święty Wojciech i początki Polski"

Książka Dominika W. Rettingera to barwna historia o wielkiej misji i morderstwie, które wstrząsnęło średniowieczną Europą.

"Zanim odejdę z ziemskiego padołu na sąd Pana, przed którym drżą moje dusza i  ciało, Opatrzność nakazuje mi przekazać historię najlepszego człowieka, jakiego nosiła Ziemia za mojej przytomności. Człowieka, którego oszukałem i wysłałem na pewną śmierć, nie mogłem bowiem znieść jego wielkości. Grzech straszny ciąży nad całym moim życiem i nie zmażę go tą opowieścią ani nie spróbuję ukryć potwornej prawdy. Niech moja historia służy jako przestroga dla przyszłych pokoleń. Tym wszystkim, którzy odwracają się od świętości, bo nie potrafią znieść jej blasku i siły. I tym, którzy wybierają życie bez niesienia prawdy ani poświęcenia dla chwały Boga.
* * *
Kończyło się pierwsze tysiąclecie od narodzin Chrystusa i wszyscy żyjący na tym padole łez i wierzący w Stwórcę oczekiwaliśmy, że On zakończy istnienie świata i wezwie żywych i umarłych na Sąd Ostateczny. Zapowiadały to liczne znaki na niebie i ziemi. W roku 992, pewnego ranka, gdy tylko pierwszy kur zapiał, w niemieckim kraju ukazała się na północnej stronie światłość jasna jak w  dzień, która utrzymywała się całą godzinę na  tle czerwieniejącego niezwykle nieba. Byli tacy, którzy rozpowiadali, że widzieli tego roku trzy słońca, trzy księżyce i gwiazdy ze sobą walczące.

Wkrótce potem umarło trzech biskupów i na kraj spadła klęska głodu. Wydać się mogło, że tak mocne dowody i przepowiednie końca sprawią, że ludzie odczują bojaźń w sercach, zwrócą się do Boga i zaprzestaną grzeszyć. Nic bardziej mylnego, niestety. Ogarnęło nas jeszcze większe szaleństwo, jakby Zły za pozwoleniem Jedynego poddawał swoje dzieło ostatniej próbie, aby oddzielić plewy od ziarna i ułatwić pracę Sędziego. Jak przewidział święty Jan Apostoł w  Apokalipsie: „I  ujrzałem Bestię wychodzącą z  morza, mającą dziesięć rogów i  siedem głów, a  na rogach jej dziesięć diademów, a na jej głowach imiona bluźniercze… Zatem otworzyła swe usta dla bluźnierstw przeciw Bogu, by bluźnić Jego imieniu i Jego przybytkowi, i mieszkańcom nieba”.

(...)

W tym ciemnym i smutnym wieku zaczęły się jednak zapalać i jaśnieć światełka. (...). Pierwsi stanęli do walki ze złem benedyktyni w opactwie Cluny, w kraju Franków. Wielcy przeorowie tego opactwa ustalili regułę, która nakazywała braciom zakonnym skupienie na modlitwie i nauce. Aby odciągnąć głowy od grzesznych myśli i czynów, benedyktyni od świtu do zmierzchu śpiewali dwieście piętnaście razy pobożne psalmy, a pozostały czas spędzali na studiowaniu ksiąg i wspomaganiu potrzebujących, zgodnie z przykazaniem Boga: ora et labora, módl się i pracuj. Powstało grono uczonych mnichów, którzy światłe idee opactwa Cluny rozprzestrzenili na chrześcijańskie kraje. (...).

I tak odnowa Cluny dotarła do Italii, do klasztorów benedyktyńskich na Monte Cassino oraz do świętego Benedykta i Bonifacego na Awentynie. W tym drugim opatem był słynny i uczony mnich Leon, powiernik papieży i cesarzy. W tym właśnie klasztorze, za zgodą opata Leona i ku radości wszystkich braci, mieszkał człowiek, który dwukrotnie zrzucił szaty biskupie i przywdział prosty, benedyktyński habit. Rodzice nazwali go Wojciech, co znaczyło „pociecha wojsk”. Pochodził z kraju Czechów, był książęcego rodu, na bierzmowaniu otrzymał imię Adalbert. W roku 983 otrzymał w Moguncji pastorał z rąk arcybiskupa Willigisa, co potwierdził inwestyturą w Weronie sam cesarz Otto II, osadzając Adalberta na tronie biskupim w Pradze. Dzięki takim jak on ludziom światło i nadzieja zapalały się w chrześcijańskich sercach. (...)"

Dominik W. Rettinger "Wiara i tron. Święty Wojciech i początki Polski", wydawnictwo WAM, 2016







Dziękujemy za przesłanie błędu