Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Piątek, 14 sierpnia. Imieniny: Alfreda, Maksymiliana, Selmy
09/07/2020 - 14:10

Monika Odrobińska "Dzieci wygnane"

Zależało mi na tym, by książka ukazała się w pierwszym półroczu 2020 roku – w osiemdziesiątą rocznicę wywózek na Syberię. To hołd oddany wszystkim tym, których dotknęły ich konsekwencje, i przestroga dla przyszłych pokoleń, że tam, gdzie ideologia staje się ważniejsza niż człowiek, dla tego ostatniego musi się to skończyć wyrokiem śmierci.

Fragment wstępu:

Bohaterowie moich reportaży nie wnikają w zawiłości ówczesnej polityki. Z perspektywy dzieci, którymi wtedy byli, opisują swoje historie: jak błyskawicznie musieli dojrzeć, czasem stać się rodzicami dla swojego rodzeństwa, jak po wojnie znów uczyli się być dziećmi. (…)

Książkę otwiera opowieść Rafały Wróblewskiej, która przeżyła wymierzony między innymi w Polaków Wielki Głód na Ukrainie początku lat trzydziestych XX wieku, operację polską NKWD jeszcze przed wybuchem II wojny światowej, kilkunastoletnią zsyłkę, powrót do domu, w którym już mieszkali Ukraińcy, wreszcie walkę o kościoły w Kamieńcu Podolskim w czasach komunistycznych prześladowań za wiarę. Kiedy Rafała Wróblewska wracała ze zsyłki w rodzinne strony w 1948 roku, ze swoich rodzinnych stron na Wileńszczyźnie wywiezieni zostali bohaterowie ostatniego reportażu – Alfreda i Andrzej Styczyńscy – trzy lata po zakończeniu wojny. Te historie – choć wykraczają poza okres czterech największych wywózek II wojny światowej – pokazują, że prześladowania Polaków ani nie zaczęły się 17 września 1939 roku, ani nie skończyły 8 maja 1945 roku.

Zależało mi na tym, by książka ukazała się w pierwszym półroczu 2020 roku – w osiemdziesiątą rocznicę wywózek na Syberię. To hołd oddany wszystkim tym, których dotknęły ich konsekwencje, i przestroga dla przyszłych pokoleń, że tam, gdzie ideologia staje się ważniejsza niż człowiek, dla tego ostatniego musi się to skończyć wyrokiem śmierci.

Monika Odrobińska
Warszawa, październik 2019 roku

Z rozdziału: RAFAŁA - OD GŁODU DO GŁODU

Bez rąk to ja się już niczego nie bałam. Osiem razy jeździłam do Moskwy o kościół dla Kamieńca Podolskiego walczyć. Waliłam im tymi rękami po biurku, że inwalida wojenna, to mi się od państwa należy. I wywalczyłam. I kościół, i katedrę.  Czy z rękami, czy bez, przed Bogiem stanąć to mi żadna różnica. Na początku trudno było, ale przywykłam. Najpierw z mamą, a potem, jak umarła, to sama gospodarstwo prowadziłam. I w kościele porządki robiłam.

Ale nie mnie najgorsze spotkało – ja bez rąk, ale żywa, a inne umierały. I milicję tymi rękami straszyłam – jak przyjechali, jak ja im ręki pokazała, zaraz odjeżdżali. Ale jak wszystkich bili, kiedy my kościoła bronili, to i mnie się dostało.

(...). Na początku to był głód. Jeden strach. Wody gorącej napić się i w okno patrzeć, czy mama wraca z pracy, może suchara przyniesie. Chodziła po ludziach, podłogi myła, bieliznę bieliła, farbowała, to przeżyliśmy – oprócz brata Adolfa i siostry Cezary, co zmarli od choroby i głodu. I nas wtedy piątka mamie została: Michał i Lonia – chociaż oni najstarsi, to na swoje już poszli; Stanisław, Józefa i ja, najmłodsza. Dziewięć lat miałam. I mama nas wszystkich wykarmić musiała, a zabierali wszystko, do ostatniego kłosa.

(...). We wsi to same Polaki były. Po głodzie pół wsi zostało, i te pół do Kazachstanu zesłali. Bo to wtedy wszystkich Polaków wyganiali. Naszej wsi Janczyki było. Ale to przed wojną, bo potem inaczej. I do tych Janczyków w trzydziestym szóstym przychodzą i mówią:

– Sobirajsia.

– A co zabierać? – pyta mama.

– Sobirajsia, w Kazachstan was wygruzajem. (...)

Monika Odrobińska "Dzieci wygnane", Wydawnictwo ZNAK, czerwiec 2020
Dziękujemy Wydawnictwu ZNAK za udostępnienie wybranych fragmentów

W powyższych fragmentach nie uwzględniono przypisów.







Dziękujemy za przesłanie błędu

Sądeczanin HISTORIA (2-2020)