Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Środa, 8 lipca. Imieniny: Arnolda, Edgara, Elżbiety
06/06/2020 - 16:30

Fortecą króla jest zamek, a fortecą dżentelmena jego biurko

„Kto ocali Rostowa, jeśli nie szwaczki, kucharze, barman i portierzy? Mając ich obok siebie, Rostow, skazany na dożywocie w pozłacanych wnętrzach hotelu, stanie się najszczęśliwszym człowiekiem w Rosji”. - „The New York Times Book Review”

Księga Pierwsza
1922
Ambasador

(...).

Na trzecim piętrze ruszył korytarzem wyłożonym czerwoną wykładziną ku swojemu apartamentowi składającemu się z sypialni, łazienki, jadalni i okazałego salonu z dwuipółmetrowymi oknami wychodzącymi na lipy na placu Teatralnym. I tam czekała na niego największa przykrość, jaka miała go spotkać tego dnia. Przed otwartymi drzwiami jego apartamentu stał bowiem kapitan straży razem z Paszą i Pietią, dwoma boyami hotelowymi. Dwaj młodzieńcy z zakłopotaniem spojrzeli hrabiemu w oczy, gdyż najwyraźniej zwerbowano ich do zadania, które uważali za odrażające. Hrabia zwrócił się do oficera.

– Kapitanie, co to ma znaczyć?

Kapitan, który wydawał się lekko zaskoczony pytaniem, był jednak wystarczająco dobrze wyszkolony, by utrzymać emocje na wodzy.

– Jestem tu, by pokazać wam waszą kwaterę.

– To jest moja kwatera.

– Obawiam się, że już nie – odpowiedział kapitan, zdradzając radość ledwie zauważalnym uśmieszkiem. Zostawiwszy Paszę i Pietię z tyłu, kapitan poprowadził hrabiego i jego eskortę ku schodom dla personelu schowanym za niepozornymi drzwiami w sercu hotelu. Słabo oświetlone, ostro skręcały co pięć stopni, przywodząc na myśl dzwonnicę. Pokonali nimi trzy piętra i otworzywszy drzwi, znaleźli się w wąskim korytarzu prowadzącym do łazienki i sześciu pokoi przypominających klasztorne cele. Początkowo na strychu miały się mieścić kwatery lokajów i służących gości hotelu Metropol, lecz gdy zwyczaj podróżowania ze służbą wyszedł z mody, nieużywane pokoje zostały podporządkowane kaprysom codziennych naglących potrzeb – od tego czasu były składowiskiem przeróżnych gratów, zepsutych mebli i innego śmiecia.

Tego dnia rano z pokoju znajdującego się najbliżej schodów wyniesiono wszystko oprócz łóżka z kutego żelaza, komody na trzech nogach i dekady kurzu. W kącie obok drzwi stała mała szafa, bardziej przypominająca budkę telefoniczną, dorzucona jakby po namyśle. Podążając za pochyłością dachu, sufit stopniowo opadał w miarę oddalania się od drzwi, tak że jedynym miejscem przy zewnętrznej ścianie, w którym hrabia mógł stanąć prosto, była lukarna z szybą wielkości szachownicy. Gdy dwaj gwardziści z zadowoleniem zajrzeli do środka, miły kapitan wyjaśnił, że wezwał boyów hotelowych, by pomogli hrabiemu przenieść część dobytku, która zmieści się w jego nowej kwaterze.

– A reszta?

– Stanie się własnością ludu.

A więc tak pogrywają, pomyślał hrabia.

– Doskonale.

Zbiegł po wąskich schodach, a gwardziści popędzili za nim, stukając karabinami o ścianę. Na trzecim piętrze przemaszerował korytarzem i wszedł do swojego apartamentu, gdzie dwaj boye hotelowi przywitali go zbolałymi minami.

– Wszystko w porządku, chłopcy – zapewnił ich hrabia, a potem zaczął pokazywać przedmioty. – To. Tamto. I to. Wszystkie książki.

Spośród mebli hrabia wybrał do nowej kwatery dwa fotele z wysokim oparciem, orientalny stolik do kawy należący niegdyś do jego babki oraz jej ulubiony komplet porcelanowych talerzy. Wybrał też dwie lampy stołowe z nóżkami w formie hebanowych słoni i portret swojej siostry Heleny namalowany przez Serowa podczas jego krótkiego pobytu w Leniwej godzinie w 1908 roku. Nie zapomniał o skórzanej walizce, którą zaprojektował specjalnie dla niego Asprey w Londynie i którą jego dobry przyjaciel Miszka bardzo trafnie ochrzcił ambasadorem. Ktoś okazał się na tyle uprzejmy, by zanieść do sypialni jedną z waliz podróżnych hrabiego. Dlatego gdy boye hotelowi taszczyli na górę wspomniane przedmioty, hrabia wypełnił ją ubraniami i różnymi rzeczami osobistymi. Zauważywszy, że gwardziści popatrują na dwie butelki brandy na konsoli, je także wrzucił do walizy. A gdy zaniesiono ją na górę, wskazał biurko. Dwaj boye hotelowi w błękitnych uniformach, już poplamionych wskutek wysiłku, złapali biurko za rogi.

– Przecież ono waży z tonę – powiedział jeden do drugiego.

– Fortecą króla jest zamek – zauważył hrabia – a fortecą dżentelmena jego biurko. (...)


Amor Towles, „Dżentelmen w Moskwie”, tłumaczenie Anna Gralak, wydawnictwo Znak literanova, 2017







Dziękujemy za przesłanie błędu

Sądeczanin HISTORIA (2-2020)