Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 9 lipca. Imieniny: Hieronima, Palomy, Weroniki
05/06/2020 - 18:10

Dżentelmen w Moskwie: Prawdziwe bogactwo nosimy w sobie

Powieść uznana została za jedną z najlepszych książek 2016 roku przez najważniejsze media anglosaskie.

Opis

Wszystko zmienił jeden wiersz… To przez niego hrabia Rostow musiał zamienić przestronny apartament w Metropolu, najbardziej ekskluzywnym hotelu Moskwy, na mikroskopijny pokój na poddaszu, z oknem wielkości szachownicy. Dożywotnio. Taki wyrok wydał bolszewicki sąd.

Rostow wie, że jeśli człowiek nie jest panem swojego losu, to z pewnością stanie się jego sługą. Pozbawiony majątku, wizyt w operze, wykwintnych kolacji i wszystkiego, co dotychczas definiowało jego status, stara się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Z pomocą zaprzyjaźnionego kucharza, pięknej aktorki i niezwykłej dziewczynki na nowo buduje swój świat. Gdy za murami hotelu rozgrywają się największe tragedie dwudziestego wieku, hrabia udowadnia, że bez względu na okoliczności warto być przyzwoitym. A największego bogactwa nikt nam nie odbierze, bo nosimy je w sobie.

Dżentelmen w Moskwie to przede wszystkim hołd złożony drugiemu człowiekowi, ale też pieśń miłosna o Rosji – kraju wielkich artystów i szlachetnych ludzi. Powieść uznana została za jedną z najlepszych książek 2016 roku przez najważniejsze media anglosaskie. Od dnia premiery ciągle znajduje się na liście bestsellerów „New York Timesa”.

Fragment powieści

Księga Pierwsza
1922
Ambasador

21 czerwca 1922 roku o wpół do siódmej, gdy eskortowano hrabiego Aleksandra Iljicza Rostowa przez bramę Kremla na plac Czerwony, było pięknie i chłodno. Hrabia wyprężył pierś i nie zwalniając kroku, wciągnął powietrze w płuca jak ktoś, kto właśnie skończył pływać. Niebo miało dokładnie ten odcień błękitu, na którego tle kolory kopuł cerkwi Wasyla Błogosławionego prezentowały się najlepiej. Ich róż, zieleń i złoto połyskiwały, jakby jedynym sensem religii było wiwatowanie na cześć Najświętszego. Nawet młode bolszewiczki rozmawiające przed witrynami Państwowego Domu Towarowego zdawały się wystrojone dla uczczenia ostatnich dni wiosny.

– Witaj, dobry człowieku – zawołał hrabia do Fiodora na skraju placu. – Widzę, że jeżyny wcześnie obrodziły w tym roku! Nie dając zdumionemu sprzedawcy owoców czasu na odpowiedź, hrabia z nawoskowanymi wąsami rozpostartymi niczym skrzydła mewy żwawo poszedł dalej. Mijając bramę Rezurekcyjną, odwrócił się plecami do bzów w parku Aleksandrowskim i ruszył w stronę placu Teatralnego, gdzie hotel Metropol stał w pełni swojej chwały. Gdy hrabia dotarł do progu, puścił oko do Pawła, popołudniowego portiera, i z wyciągniętą ręką odwrócił się do dwóch idących za nim żołnierzy.

– Dziękuję, panowie, że bezpiecznie odeskortowaliście mnie z powrotem. Nie będę dłużej potrzebował waszej pomocy. Obaj żołnierze byli rosłymi chłopami, lecz aby spojrzeć hrabiemu w oczy, musieli unieść głowy i wyjrzeć spod czapek, gdyż – podobnie jak dziesięć pokoleń Rostowów – hrabia mierzył aż metr dziewięćdziesiąt.

– Idźcie dalej – powiedział ten o bardziej zbirowatym wyglądzie, kładąc rękę na kaburze karabinu. – Mamy was zaprowadzić do pokoju. W holu hrabia wykonał zamaszysty gest, by jednocześnie pomachać niewzruszonemu Arkademu (który obsługiwał recepcję) i uroczej Walentynie (odkurzającej właśnie posążek). Choć pozdrawiał ich w ten sposób już ze sto razy, obydwoje wytrzeszczyli oczy ze zdumienia. Był to ten rodzaj powitania, jakiego można się spodziewać, zjawiając się na balu bez spodni. Minąwszy dziewczynkę mającą słabość do żółtego koloru, która czytała jakiś magazyn, siedząc w swoim ulubionym fotelu w holu, hrabia gwałtownie zatrzymał się przed palmami w donicach i zwrócił do swojej eskorty.

– Windą czy schodami, panowie? (...)


Amor Towles, „Dżentelmen w Moskwie”, tłumaczenie Anna Gralak, wydawnictwo Znak literanova, 2017

 







Dziękujemy za przesłanie błędu

Sądeczanin HISTORIA (2-2020)