Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 2 kwietnia. Imieniny: Franciszka, Malwiny, Władysława
24/03/2020 - 12:05

Dobra książka: "Pod słońcem", Julia Fiedorczuk (1)

Nowa powieść Julii Fiedorczuk – nominowanej m.in. do „Nike” za Nieważkość – to poruszająca saga o ludziach, którym przyszło żyć w trudnych czasach, adaptować się i zmieniać, a jednocześnie wciąż mierzyć z przeszłością – bo to, co odrzucone, zawsze powraca.

Kiedy odzyskał przytomność, różowawe światło wpadało do pomieszczenia przez odsłonięte okna — od razu wiedział, że to raczej wieczór niż ranek i że na zewnątrz się chmurzy. Wiedział to, zanim przypomniał sobie, gdzie jest, jak się nazywa, ile ma lat. Pochyłe światło uruchomiło resztki życia tlącego się wciąż w zakamarkach starego ciała, choć życie, samo życie, do nikogo nie należało i nie miało żadnego wieku, podobnie jak woda w rzece, która ciągle płynie, zawsze podążając do morza.

„Kocham nieznane wasze zmierzchy”, takie zdanie wyłoniło się z nurtu pamięci; dalej zaś: „I wasze kwiaty bez imienia”, „waszy cwiety”. „Kakije cwiety?” Musiał to powiedzieć na głos, skoro kobieta — oto wyłoniła się z różowej poświaty — zmarszczyła brwi. Ubrana na biało, brwi miała ciemne, grube, wyraźne, a włosy kasztanowe, z pasemkami siwizny, zaczesane gładko do tyłu. Zgadł, że owo miejsce wypełnione niespokojnym światłem to sala szpitalna; że łóżko, otoczone maszynerią, do której był podpięty, jak roślina połączona jest korzeniami z glebą, to już ostatnia stancja.

Zdarza się, że jakiś moment w czasie sklei się z innym, jak kartki w książce. Stają się wtedy jednym momentem zawierającym w sobie dwie ludzkie prawdy. Szczególna barwa słonecznego światła spoiła odległe światy: w tym drugim, po odwrotnej stronie zlepionych kartek pamięci, był zdrowy, silny, młody; miał przed sobą całe życie. Zatrzymał się w progu kuchni. Było to ciasne i niskie pomieszczenie, biedne, ale zadbane, po biednemu piękne. Tkwił w drzwiach, z torbą na ramieniu, gotowy do wyjścia. Kobieta stała przodem do okna, opierając się obydwiema dłońmi o blat stołu. W mocnym popołudniowym słońcu zauważył pasemka siwizny w jej gęstych kasztanowych włosach. Rozległ się daleki, stłumiony grzmot. Czerwiec: na stole stał wazon z bukietem polnych kwiatów, część płatków osypała się już na obrus. Odnotował to i zapamiętał — na siedemdziesiąt lat. Na deszcz, śnieg i wiatr, na wszystko pod słońcem: płatki rumianków i srebro we włosach kobiety.
— Niczego ci nie obiecywałem — powiedział do jej pleców. Dopiero co przestał być dzieckiem i już uciekał od odpowiedzialności. Kobieta stała nieporuszona, nawet nie drgnęła. Chmura nasunęła się na słońce i przepołowiła kuchnię na dwie części, jasną i ciemną. Kobieta była już w cieniu, a on jeszcze w słońcu. Znowu zagrzmiało. (…).

Julia Fiedorczuk, „Pod słońcem”, WL, Kraków 2020
Dziękujemy Wydawnictwu Literackiemu za udostępnienie cytowanych fragmentów







Dziękujemy za przesłanie błędu