Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 13 sierpnia. Imieniny: Elwiry, Hipolita, Radosławy
01/02/2020 - 09:30

Dobra książka: "Dziwne jest serce kobiece. Wspomnienia galicyjskie" (6)

"Matkę mego Ojca widziałem nie więcej niż dwa, trzy razy w życiu. Miałem wówczas lat kilka, Babcia odpowiednio więcej... Była więc osobą mało mi znaną i emocjonalnie dość odległą; tak poukładały się rodzinne losy. Ale wszystko się odmieniło, gdy okazało się, iż w zasadzie bez większego trudu potrafię odczytać dość specyficzny, zawiły charakter Jej pisma." Rafał Skąpski

Nosimy się z mężem z myślą, by na Litaczu założyć Dom Ludowy, na ten cel projektujemy urządzenie w czerwcu „Wieczorku artystycznego”. Bywa teraz u nas redaktor „Tygodnika Rolniczego” – organu Towarzystwa Rolniczego Krakowskiego – Stanisław Jasiński, autor wielu książek i wierszy. Obiecuje nam w tej imprezie przyjść z pomocą, gdyż jest działaczem społecznym i interesuje się sprawami kooperatyw, pracy nad ludem.
(…)
                Do Komitetu naszego „Wieczorku artystycznego” między innymi wszedł hr. Stadnicki (…) Obiecany był przyjazd malarza Wodzinowskiego, literata Stasiaka (który w tym czasie prowadził walkę o polskość Wita Stwosza), pan Stanisław Jasiński miał też brać czynny udział. Śpiewać ma pan Felsztyński, jak się potem dowiedziałam ku mojemu zdumieniu malarz. Fortepian, który miał dopełniać wieczór pozostawiono mnie. Całym organizowaniem wieczorku zajęliśmy się z mężem. Aby uprzytomnić publiczności cel wieczorku – Dom Ludowy na Litaczu, przy biletach obsadziliśmy gospodarzy w kaftanach podegrodzkich, haftowanych koszulach białych i brzęczących pasach. Bufet pod opieką Szkoły Gospodyń Wiejskich w Podegrodziu. Wieczorek zapowiada się pomyślnie.
(…)
Cała impreza ma się odbyć w gmachu „Sokoła”, gdzie dość pomieszczenia na bufet. Panna Gostkowska i nauczycielka Szkoły pomagają w dekoracji Sali. Przywiozłam w balii całą masę polnych kwiatków, maków, bławatków, rumianków. Wiją się na tle barwnych chust Podegrodzkich, upiętych zręcznie na ścianach i u stropu. Fortepian nastrojony, wysunięty na estradzie z otwartym pudłem. Przywiozłam na wszelki wypadek nuty, sonaty Beethovena, symfonię, Chopina polonezy, nokturny, preludia, walce i mazurki. Dotąd jeszcze program nieustalony, bo nie wiem, z czym wystąpią artyści krakowscy, ja w każdym razie muszę łatać braki i zapełniać luki. (…) Na ten występ ubrałam się w czarną jedwabną suknię z wkładem z weneckich koronek i tak do dekoltu, jak i do włosów, uczesanych w koronę wpięłam czerwone maki. (…) Zapełniła się sala (…), powitałam wszystkich w słowach poświęconych sztuce i artystom, zwróciłam się do publiczności sądeckiej, która cel nasz poparła. (…) każdy z panów żądał, by przemówienie jego czy też występ poprzedziła moja muzyka, więc zanim zaczął mówić popłynęły subtelne tony preludium Chopina. Rozsypały się tony jak perły. (…) Upajałam się zawsze taką chwilą, móc tymi czarodziejskimi tonami wedrzeć się w głębię dusz ludzkich i przeżyć z nimi najszlachetniejsze uczucia, stanowi to nieopsianą rozkosz.
(…)
                Dom Ludowy na Litaczu stanął, grunt i materiał na budynek dał hr. Stadnicki, gospodarze stawiali go wspólnymi siłami, tam też znalazło pomieszczenie kółko rolnicze, sklep, który prowadził gospodarz Burdacki i jego córka Wikta. Było już miejsce dla godziwych zebrań niedzielnych.







Dziękujemy za przesłanie błędu

Sądeczanin HISTORIA (2-2020)