Trwa wczytywanie strony. Proszę czekać...
Czwartek, 4 czerwca. Imieniny: Christy, Helgi, Karola
29/01/2020 - 09:30

Dobra książka: "Dziwne jest serce kobiece. Wspomnienia galicyjskie" (3)

"To książka o patriotyzmie rozumianym jako norwidowski obowiązek, odporności na razy zadawane nam przez życie, mądrej odpowiedzialności za bliskich (...)." Eustachy Rylski

Rok 1908

Wczesną wiosną pojechaliśmy obejrzeć majątek hr. Stadnickiego, Brzeznę, położony między Starym a Nowym Sączem, oddalony od Nowego Sącza o dziewięć kilometrów. Brzezna jest do wzięcia w dzierżawę już od pierwszego kwietnia. Mąż decyduje, że weźmiemy Brzeznę, a w Łososinie pozostawimy przez rok pana Morawieckiego, dając mu ordynarię.
                Brzezna jest cudnie położona, co do obszaru tak duża , jak i Łososina. Dwór na pagórku góruje nad okolicą, widny ze Starego i Nowego Sącza. Widok na rozległą równinę Dunajca okoloną wzgórzami. Patrząc z werandy zdaje się, że roztacza się wkoło panorama tak często uwieczniana w arcydziełach mistrzów Odrodzenia. Jest to uroczy, pełen piękna dekoracyjnego zakątek. Lipy odwieczne w ogrodzie to jakby fragment dekoracji do Marii Malczewskiego. Z werandy na trzy dni przed deszczami widać cudne Tatry, do połowy maja ośnieżone. Dom stylowy z werandą ogromną na doryckich filarach jest bardzo zniszczony i wymaga gruntownego remontu. Z wzięciem w dzierżawę Brzezny piętrzą się trudności, bo przez ten rok trzeba podwójnej ilości inwentarza do prowadzenia dwóch majątków. Lecz oboje mamy taką naturę, że trudności nie przerażają nas, są bodźcem do bardziej wytężonej pracy. Do wzięcia w dzierżawę Brzezny zachęca nas też to, że po remoncie zdobędziemy suche i zdrowe mieszkanie dla naszych dzieci, które bezustannie odczuwają skutki grzyba.

Dzierżawę Brzezny miał pan Czechowski, tabetyk, który ledwie poruszał nogami. Gospodarował z ogrodu „spod Lip”. Do pola woził go wierny furman Kazimierz, jednym siwym koniem. Nie przeszkadzały mu jego chore nogi do codziennej jazdy do Nowego Sącza do restauracji słynnego Oleksego „na krótkiego”. Gdy zajeżdżał zawsze wołał na furmana „Kazimierz gdzie moje nogi?”. I dopiero Kazimierz wyciągał mu nogi z wózka i pomagał w przejściu do restauracji. Pan Czechowski w ten sposób gospodarował, że kombinował jakby kogo okpić i wyprowadzić w pole. Trzeba więc było bardzo uważać biorąc po nim dzierżawę. Wystarczy powiedzieć, że ze strychu wywiózł podłogę i zostawił tylko belki. Ze stodół wymiecione, a słoma, której sprzedawać nie wolno było – sprzedana.
(…)
W Brzeznej mamy do pomocy w kuchni młodą dziewczynę, bardzo sprytną Teośkę, która przedtem służyła u Jagoszewskich, a do dzieci przywiozłam sobie z Krakowa nowy „skarb” niewinną Jadzię. Oczy ma czerwone, bo po nocach musiała haftować „Twarz Madonny”. Blondynka z bławatkowymi oczami, o słodkim uśmiechu. Matka pod Librantową mieszka i zajęta młodszymi dziećmi, ją pozostawiła własnemu losowi. Jadzia umie szyć. Wymarzona, zajmie się Zosią, Halszką, Tadziem. Obszyje ich i w niejednym mnie wyręczy, wdzięczna za dobre traktowanie. W ogóle mam dobór pięknych dziewcząt, a ja tak lubię piękno. Do Nela jest łagodna, ładna Hanka Szkarłacianka z chabrowymi oczami, jej przeciwieństwem jest Teośka, brunetka, pełna ognia w czarnych oczach, o smagłej twarzy, z czerwonymi policzkami, żywa jak iskra. No, i „Madonna” Jadzia. Gdy wyjeżdżałam do Łososiny oddałam Jadzi prócz dzieci, nadzór nad dziewczętami.

„Dziwne jest serce kobiece… Wspomnienia galicyjskie" Zofii z Odrowąż-Pieniążków Skąpskiej, opracowanie wspomnień z rękopisu, wstęp, komentarze, przypisy i dobór materiału ilustracyjnego Rafał Skąpski, Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik”, Warszawa 2019

Wybór fragmentów: Dorota Wcześny, Sądecka Biblioteka Publiczna







Dziękujemy za przesłanie błędu